25.01.2020
RECENZJE
ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - P » Palm Desert - 2009 - Dawn Of The Burning Sun
Palm Desert - 2009 - Dawn Of The Burning Sun

1. Fallen Star Awakening (2:23)
2. 10 000 Miles Away (4:19)
3. Imagine Eyes (4:12)
4. Wakatan (8:52)
5. Dawn Of The Burning Sun (4:05)
6. Highway Runaway (3:10)
7. If Only You Need A... (4:24)
8. Ubermensch (6:19)
9. Fucking Everything (5:00)
10. Endless Storm (1:53)

Rok Wydania: 2009
Wydawca: Bat Scull Fuck Dick Records




Pierwsze na co zwracamy uwagę w przypadku płyty Palm Desert, to przybrudzone brzmienie. Nawet wokale są nieco zbyt schowane pod ścianą gitar. Ma to jednak swój urok. Całość osadzona jest w klimacie southern rocka. W brzmieniu mankamentem są natomiast blachy. Te niestety sprawiają wrażenie kiepsko skompresowanej mptrójki.
Pochwalić natomiast należy zespół zarówno za ciężkie, przyjemne dla ucha riffowanie, nisko zestrojone gitary, jak i za wokalizy, które kojarzą się jednoznacznie z graniem amerykańskim... (cóż sama nazwa zespołu obliguje do przyjęcia pewnej konwencji czy wizerunku), nie bez wpływu na postrzeganie i pewne zaszufladkowanie albumu pozostają indiańskie zaśpiewy w kawałku ósmym. Wokalnie jest nawet bardzo dobrze. Mimo, że Wojtek Galuszka, nie dysponuje jakąś oszałamiającą skalą (lub jej nie prezentuje) nadrabia charyzmą. Przyznać, trzeba że w bardziej emocjonalnych fragmentach prezentuje ciekawą chrypę. Mniej za to podobają mi się fragmenty, gdzie wokalista manierą zbliża się do śpiewaków grungowych.
Pod koniec płyty zaskakuje, że zespół zdecydował się na umieszczenie utworu w języku polskim – przyznam, że w nim urok nieco pryska.
Same kompozycje na krążku również można pochwalić. Są ciekawe melodie, fajne riffy a nawet zmiany temp. Mnie najbardziej do gustu przypadły sprawiające wrażenie bardziej przemyślanych zwolnienia typowe dla post rocka... Fanów progresywnego grania skusić do sięgnięcia po krążek mogą solówki bazujące na dysonansach (w utworze siódmym), które wydają się być skierowane do bardziej wymagającego słuchacza…
Jakość nagrań pozostawia jednak wiele do życzenia. Całość brzmi jak nagranie z próby, rzutuje to niestety na odbiór albumu.
Muzykę, czy pomysły oceniłbym zatem na mocną ocenę dobrą... słaba produkcja sprawi, że w kryteriach przyjętych na serwisie ocena będzie jawić się jako przeciętna. Prawda jest jednak taka, że płyty słucha się cholernie dobrze.

5/10

Piotr Spyra
Komentarze