09.04.2020
RECENZJE
JENNER - The Test of Time

HOLLYWOOD UNDEAD - New Empire

SOSNOWSKI - Tylko się nie denerwuj

VORNA - Sateet palata saavat

TESTAMENT - Titans Of Creation

THE SEGUE - Holograms

THE PARTY IS OVER - Pluton

ADMINISTRATORR - Czy

SYLOSIS - Cycle Of Suffering

NOMAD - Transmogrification (Partus)

INVERTIGO - Inmotion

JULIA MII - To ja, księżyc

DEPECHE MODE - Speak & Spell

VOLTURYON - Cleansed by Carnage

DIABULUS IN MUSICA – Euphonic Entropy

PENDRAGON - Love Over Fear

LIZARD - Master & M

MECH - Tasmania

SEPULTURA - Quadra

MARKO HIETALA - Pyre Of The Black Heart

SUBTERFUGE - Prometheus

VIRGIN SNATCH - Vote is a Bullet

DEPECHE MODE - Delta Machine

MYSTERY - Live in Poznań

SBB - Welcome

KILLSORROW - Killsorrow

FLAMING ROW - The Pure Shine

VOYAGER - Colours in the Sun

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

CETI - Oczy Martwych Miast

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - H » Hatifnats - 2009 - Before It's Too Late
Hatifnats - 2009 - Before It's Too Late
1. Towards The Last Sunset
2. World 2
3. Horses From Shelville
4. Iris
5. Soil
6. Mathematix
7. Walking In The Dark
8. The Lost Boys
9. Hypoxia
10. Before It Is Too Late

Rok wydania: 2009
Wydawca: Ampersand Records




Mówiło się o nich jako o najlepszym polskim zespole bez płyty. Dzień 28 września bieżącego roku odebrał warszawskiemu Hatifnats ten tytuł. To wtedy na sklepowych półkach pojawił się krążek zatytułowany „Before It’s Too Late” wyprodukowany przez Mariusza Szypurę (Silver Rocket). Nie jest to debiut rzucający się w oczy. To płyta, którą łatwo wśród tych półek przeoczyć. W oprawie graficznej postawiono bowiem na minimalizm jakby dając tym samym do zrozumienia, że liczy się zawartość. A zawartość to jedno z najciekawszych tegorocznych płytowych wydarzeń na niezależnej polskiej scenie muzycznej.

Zespół, co zdradziło już pierwsze zdanie, od początku przejawiał pewien potencjał, choć pewnie niewielu spoza Warszawy o nich słyszało. Istnieje jednak grupa, która zdążyła, chociażby drogą kliknięcia na majspejsowej stronie zespołu, poznać utwory „Horses from Shellville”, „Walking In the dark” czy „Mathematix” zanim pojawiły się na płycie, której twórcy przearanżowali je nieco na potrzeby całości. I rzeczywiście piosenki tutaj to pewna całość przynosząca poczucie innej rzeczywistości. Utwory na płycie zgranie budują tą rzeczywistość, w specyfice bliskiej islandzkim klimatom. Do albumu wprowadza instrumentalne wejście, przez którego tajemniczość w zasadzie nie wiemy czego się dalej spodziewać. A dalej rozpoczyna się konkretna piosenkowa melodia, niebanalnie nastrojowa, dźwięki po prostu rozpływają się po twoim otoczeniu, niekiedy ukazując chropowatość. I tak będzie do końca. Można usiąść i próbować się zrelaksować jednocześnie trwając w skupieniu i pewnym napięciu (zwłaszcza jeśli tak jak ja czekało się na tę płytę dość niecierpliwie).

Nic nas z hukiem nie sprowadza na ziemię podczas tej podróży. Brzmienie wszystkich kompozycji jest zbliżone, nawet jednorodne, hipnotyczne, potężne, gitarowo przybrudzone. Zmienia się delikatnie melodia, zawartość tekstowa. Nie są to jednak proste utwory, ani proste w odbiorze ani w konstrukcji. To rozwinięte muzycznie opowiadania (głównie o… chyba po prostu niekiedy zawiłych relacjach z drugą osobą i światem). Skupienie wciąż na nowo wzmagają wplecione w utwory dynamiczne, pełne dysonansów i bardziej zdecydowane gitarowe zagrania czy zmiana spokojnego śpiewu w wołanie. Słyszysz potężny ładunek emocjonalny, niepewność, walkę, przejęcie, poezję i prozę. Nawet z pozoru łagodne piosenki nie przynoszą całkowitego spokoju. Coś w nich drzemie. Czy to w sposobie śpiewania, tekście czy w zmieniających się niepokojąco partiach instrumentalnych. I ten głos. Męski (chłopięcy?) głos, który do tej pory był jednym z ukrytych fenomenów polskiej sceny muzycznej. Głos anielski, łagodny, w pewien sposób kojący, o który byś męskich strun głosowych nie posądził. Spotykaliśmy się już z takimi przypadkami , teraz widzimy kolejny, tym razem z Warszawy.

To płyta, która czeka na słuchacza ciekawego, obdarzonego pewną dozą muzycznej wrażliwości, takiego, który słuchając lubi o reszcie świata zapomnieć. Jeśli czujesz, że coś takiego w sobie masz, skieruj się pewnym krokiem do sklepu. Zanim będzie za późno.

K.
Komentarze