21.01.2018
RECENZJE

• TENSION ZERO - Human.exe
• HANGING GARDEN - I Am Become
• OBIBOX - Czasy Niepewne
• RUNNING WILD - Death or Glory
• JUDAS PRIEST - Painkiller
• MAREK BILIŃSKI - E≠mc²
• LESOIR - Latitude
• BEYOND CHRONICLES - Human Nation
• LOCH VOSTOK - Strife
• HARMORAGE - Psychico Corrosif
• MASACHIST - The Sect (death REALigion)
• WOJCIECH CIURAJ - Ballady Bez Romansów
• CRADLE OF FILTH - Cryptoriana - The Seductiveness of Decay
• DAISY DRIVER - Nulle Part
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• JETHRO TULL - Bydgoszcz
• HELLOWEEN - Warszawa
• COCHISE - Chorzów
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Wrocław
• ANATHEMA - Warszawa
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Warszawa
• EPICA, VUUR, MYRATH - Kraków
• KABAT - Trzyniec
• UNEVEN STRUCTURE, VOYAGER, MENTALLY BLIND - Wrocław
• PRISTINE - Chorzów
• PROCOL HARUM - Katowice
• SEATTLE NIGHT V - Warszawa

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• FACTOR 8
• NOCTURNAL RITES - Nils Eriksson
• COMMUNIC - Oddleif Stensland
• CRYSTAL VIPER - Marta Gabriel
• SINNER - Tom Naumann
• HELLOWEEN - Michael Weikath
• DAS MOON / WE HATE ROSES - Daisy Kowalsky

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Y » Yes - 1980 - Drama
Yes - 1980 - Drama


1. Machine Messiah
2. White Car
3. Does It Really Happen?
4. Into the Lens
5. Run Through the Light
6. Tempus Fugit


Rok wydania: 1980
Wydawca: Atlantic





Po raz kolejny do naszego kraju zawita na jedyny koncert w katowickim Spodku grupa Yes.
Do tego iż w szeregach Yes -ów nie będzie Ricka Wakemana (zastąpi go jego syn Oliver Wakeman) zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Tym razem jednak zabraknie również osoby bez której trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie zespołu (chodzi oczywiście o Jona Andersona). W długoletniej, przebogatej Yes-owej historii była jednak już taka sytuacja w której zabrakło "ikony" zespołu. Jedną i jak się okazuje jedyną płytą Yes-ów z przebogatej dyskografii na której zabrakło głosu Jona Andersona, jest wydana w 1980 roku płyta "Drama". Paradoksalnie na owej płycie oprócz Jona zabrakło również Ricka Wackemana, a że zespół na wspomnianym, katowickim koncercie ma podobno sięgnąć do latami nie granego repertuaru z tej właśnie płyty, więc nadarza się idealna okazja aby sobie ową płytę przypomnieć.

Powody które doprowadziły do braku dwóch osobowości: Andersona i Wakemana w szeregach zespołu podczas nagrywania "Dramy" były oczywiście zupełnie innej natury niż ich brak podczas nadchodzącego koncertu. Dzisiejszym powodem absencji Andresona są w głównej mierze problemy zdrowotne. W tamtym okresie po długich wyczerpujących koncertach promujących wcześniejszą płytę - "Tormato", zespół przeżył pewien kryzys. Muzycy zajęli się swoimi solowymi projektami i kiedy spotkali się ponownie z myślą o stworzeniu nowego albumu, wizja artystyczna związana z nowym materiałem okazała się bardzo rozbieżna jeżeli chodzi o poszczególnych członków zespołu. Artyści zaczęli blokować nawzajem swoje pomysły muzyczne nie umiejąc dojść do porozumienia, co w końcu doprowadziło do odejścia tych dwóch muzyków. Podobno trzyosobowy Yes rozważał wówczas aby miejsce Andersona za mikrofonem zajął perkusista zespołu - Allan White (podobnie jak w grupie Genesis). Ostatecznie nieobecnych kolegów zastąpili muzycy związani wówczas z grupą The Buggless wokalista Trevor Horn i grający na klawiszach Geoff Downes. Jeżeli chodzi o Trevora Horna był to jego ostatni epizod w roli wokalisty, swoją muzyczna karierę kontynuował później po drugiej stronie konsoli, jako producent muzyczny. Był producentem następnych albumów Yes, zajmował się również produkcją płyt takich artystów jak: Tina Turner, Frankie Goes to Hollywood, Tom Jones, Paul McCartney i wielu innych. Geff Downs okazał się również dużą osobowością co pokazała jego dalsza kariera muzyczna głównie związana z supergrupą Asia.
Taka więc dramatyczna sytuacja w obozie zespołu doprowadziła do powstania płyty "Drama".
Okładkę płyty ozdobił ponownie Roger Dean, nadworny grafik "yesowych opowieści", którego prac zabrakło na poprzedniej płycie grupy. Istniała obawa jak zostanie przyjęta muzyka zespołu bez zdawało by się nie dających się zastąpić filarów jakimi bez wątpienia był Anderson i Wakeman. "Drama" poradziła sobie nad wyraz dobrze, album okupował pierwsze miejsca list w Anglii i doszedł do 16 pozycji w Stanach Zjednoczonych.

Jak więc wygląda ten ewenement w dyskografii grupy Yes? Ten zdawałoby się nietypowy album brzmiał mimo wszystko jak prawdziwy Yes. Wokal Trevora Horna nie różnił się horrendalnie od jego sławnego poprzednika, w utworach tych bez problemu można wyobrazić sobie za mikrofonem Jona Andersona. Oczywiście płyta nie dorównuje klasycznym pozycjom zespołu takim jak "Close To The Edge", "Tales From Topographic Oceans" czy "Going For The One", trzeba jednak przyznać że jest bardzo solidna. Może brak tutaj typowego epickiego rozmachu wspomnianych poprzedników, kompozycje są prostsze i bardziej spójne, za wyjątkiem dwóch najdłuższych: "Machine Messaiach" i "Into The Lens". Pierwsza z wymienionych zasługuje na szczególne słowa uznania, moim zdaniem i z pewnością nie tylko moim jest to najbarwniejszy moment tej płyty. "Into The Lens" swoim klimatem kojarzy mi się nieco z innym klasycznym wielkim zespołem- Genesis. Z tego właśnie utworu pochodzi najbardziej znany fragment i chyba nie wszyscy znający ten motyw wiedzą że jest to właśnie wycinek z kompozycji Yes - "Into the Lens" . Ten krótki fragmencik (charakterystyczne tarrraram, tarrraram...) długie lata w programie III Polskiego Radia funkcjonował jako dżingiel zapowiadający muzyczne premiery.

Płyta "Drama" bez wątpienia zamyka pewien okres w historii grupy. Po jej wydaniu i trasie koncertowej, zespół praktycznie zniknął z muzycznego rynku. Pojawi się ponownie trzy lata później wydając płytę "90125" ale to już był niestety zupełnie inny Yes.
Tutaj przychodzą mi znowu do głowy pewne analogie Yes z grupą Genesis. Okazuje się bowiem że również w Yes-ach zmiana wokalisty nie wpłynęła aż tak bardzo na zmianę muzycznego wizerunku grupy jak brak charakterystycznej gitary. Tak więc oba zespoły wcześniej czy później dorwały szpony komercji. Jako ciekawostkę dodam że gitarzyści obu wielkich grup - Howe i Hackett mieli wspólny epizod muzyczny: wydali w 1986 roku wspólną płytę pod szyldem GTR.
Do nowych "literkowych" Yes- ów za mikrofon powrócił Jon Anderson ale nie było już w składzie Steve Howea, jego miejsce zajął nijaki Trevor Rabin.
Za bardzo się jednak rozpędziłem bo tak właściwie powinna rozpocząć się recenzja kolejnej płyty grupy Yes...

7,5/10

Marek Toma
Komentarze