19.01.2018
RECENZJE

• OBIBOX - Czasy Niepewne
• RUNNING WILD - Death or Glory
• JUDAS PRIEST - Painkiller
• MAREK BILIŃSKI - E≠mc²
• LESOIR - Latitude
• BEYOND CHRONICLES - Human Nation
• LOCH VOSTOK - Strife
• HARMORAGE - Psychico Corrosif
• MASACHIST - The Sect (death REALigion)
• WOJCIECH CIURAJ - Ballady Bez Romansów
• CRADLE OF FILTH - Cryptoriana - The Seductiveness of Decay
• DAISY DRIVER - Nulle Part
• H.E.A.T. - Into The Great Unknown
• NOVEMBER MIGHT BE FINE - South
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• JETHRO TULL - Bydgoszcz
• HELLOWEEN - Warszawa
• COCHISE - Chorzów
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Wrocław
• ANATHEMA - Warszawa
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Warszawa
• EPICA, VUUR, MYRATH - Kraków
• KABAT - Trzyniec
• UNEVEN STRUCTURE, VOYAGER, MENTALLY BLIND - Wrocław
• PRISTINE - Chorzów
• PROCOL HARUM - Katowice
• SEATTLE NIGHT V - Warszawa

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• FACTOR 8
• NOCTURNAL RITES - Nils Eriksson
• COMMUNIC - Oddleif Stensland
• CRYSTAL VIPER - Marta Gabriel
• SINNER - Tom Naumann
• HELLOWEEN - Michael Weikath
• DAS MOON / WE HATE ROSES - Daisy Kowalsky

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - I » Indian Summer - 1971 - Indian Summer
Indian Summer - 1971 - Indian Summer


1. God is The Dog
2. Emotions of Men
3. Glimpse
4. Half Changed Again
5. Black Sunshine
6. From The Film of The Same Name
7. Secrets Reflected
8. Another Tree Will Grow

Rok wydania: 1971
Wydawca: Neon Records





Istnieli zaledwie trzy lata, nagrali tylko jeden album. Ale za to JAKI... Naprawdę wielka szkoda, że kwartetowi z Coventry nie było dane wypłynąć na szerokie wody.

Na początku lat 70 konkurencja w rocku była ogromna, świetne płyty pojawiały się jak grzyby po deszczu, nic więc dziwnego, że Indian Summer przegrali rywalizację o kontrakt płytowy z samym Black Sabbath. Wylądowali w końcu w niewielkiej wytwórni Neon Records i dla niej właśnie nagrali ten album, któremu za tytuł posłużyła nazwa grupy.

„Indian Summer” to absolutny kanon progresywnego rocka. Długie, rozbudowane kompozycje, w których dominują partie instrumentów klawiszowych i gitary. W sumie standard w tamtych czasach, ale jak te utwory są zbudowane! Otwierający płytę „God Is The Dog” to prawdziwy majstersztyk. Chwytliwy motyw przewodni, podniosły nastrój i charakterystyczny śpiew Boba Jacksona. „Glimpse” (tutaj popis gry na gitarze daje Colin Williams) i „Half Changed Again” rzucają na kolana strukturą kompozycji, mnogością pomysłów i biegłością instrumentalistów. No i ten przepiękny, majestatyczny finał w postaci „Another Tree Will Grow”. Zresztą... każdy z utworów zawartych na tym albumie to małe arcydzieło. Nie ma sensu tworzenie elaboratów, „Indian Summer” po prostu trzeba posłuchać.

Trudno dziś spekulować jak wyglądałaby druga płyta „Babiego Lata”. Być może wszystko co mieli do powiedzenia zawarli w tych ośmiu kompozycjach? A być może daliby słuchaczom jeszcze kilka takich muzycznych perełek?

Niestety, w 1972 roku kwartet rozpadł się na skutek komercyjnej klapy trasy koncertowej. Można zrozumieć powody decyzji o zakończeniu kariery, mimo wszystko szkoda jednak, że zabrakło Anglikom determinacji, którą mieli na przykład ich rodacy z Genesis. Przecież wczesne lata działalności legendy rocka też stały pod znakiem dokładania do interesu i tylko dzięki anielskiej cierpliwości szefów wytwórni Charisma muzycy zawdzięczali to, że mogli nagrywać kolejne płyty, mimo kiepskich wyników sprzedaży. Jak dalej potoczyły się ich losy – wiemy doskonale...

Muzycy Indian Summer nie zawojowali muzycznego rynku także poza macierzystym zespołem. Na pocieszenie pozostało im to, że oryginalne analogowe wydanie ich jedynego dzieła stało się po latach prawdziwym rarytasem kolekcjonerskim i zaczęło osiągać zawrotne ceny na giełdach płytowych. Również reedycja kompaktowa sprzedawała się znakomicie wśród fanów klasycznego rocka... Cóż, better late than never, jak mawiają Anglicy...

10/10

Robert Dłucik
Komentarze