28.02.2020
RECENZJE
OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

CETI - Oczy Martwych Miast

KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Q » Qube - 2010 - Incubate
Qube - 2010 - Incubate
qube


1. Nothing
2. Mantis
3. Obsession
4. In the name of God
5. Blame
6. Way to nowhere

Rok wydania: 2010
Wydawca: Electrum Records
http://www.myspace.com/qubelu




Co by tu zrobić, żeby nowe dzieło lubelskiej grupy trafiło „pod strzechy”? Hmmm, może by tak wokalista zaśpiewał u Rubika w nowym oratorium? Gitarzysta prowadzący odbił Nergalowi Dodę, a gitarzysta rytmiczny zaprezentował się w nowej edycji „Jak oni śpiewają?”. Wszak śpiewać każdy może, a gorzej od uczestników tego „szoł” chyba już się nie da... Basista i perkusista mogliby zaś spróbować sił w „Tańcu z gwiazdami”, najlepiej jako para (nie żebym coś sugerował...), wtedy zespołem Qube zainteresowaliby się nawet posłanka Senyszyn, filozofka Środa, a może i Jacyków by chłopakom jakiś „imicz” na czasie pierdolnął, którym by się potem jeden z opiniotfurczych magazynów zainteresował i na „kawer” kapelę wrzucił, a może i jeszcze duży „interwiu” dał ... Przemyślcie tą (tę?) pijarowską koncepcję chłopaki, bo obawiam się, że nawet gdybyście nagrali z dziesięć tak świetnych płyt jak „Incubate”, to dowie się o tym ledwie garstka maniaków, a zorganizowanie dochodowej trasy okaże się drugim „cudem nad Wisłą...”

A teraz do rzeczy, czyli do zawartości „Incubate”, drugiej płyty w dyskografii kwintetu. Koncepcja podobna do debiutu sprzed czterech lat: na dysku znajdziemy sześć dłuuuuugich kompozycji, łącznie ponad 50 minut MUZYKI. Całe szczęście, że Qube nijak nie da się podciągnąć pod kolejnego klona Amerykanów z Dream Theater, których tabuny lepszych lub gorszych naśladowców skutecznie mogą zniechęcić do szyldu „prog metal”. Lublinianie to zupełnie inna półka. Muzyka z „Incubate” raz atakuje z mocą ciosu Mike’a Tysona, by za chwilę nabrać uroku Salmy Hayek. „Lateralus” spotyka się tutaj z „Toxicity” i „Vermillion”, a wszystko przyprawione jest szczyptą „And Justice For All” i... „Wish You Were Here” (te charakterystyczne odgłosy, którymi wzbogacono parę kompozycji). Każdy utwór z „Incubate” to autentyczna perełka i o każdym można by napisać osobną recenzję. Tylko.. po co? Lepiej po prostu włączyć płytę i słuchać, słuchać, słuchać... Wszystko jest tutaj przemyślane, poukładane i zagrane z precyzją szwajcarskiego zegarka. Po prostu: klasa światowa. Oby tylko świat się o takim zespole jak Qube dowiedział...

10/10

Robert Dłucik
Komentarze