28.02.2020
RECENZJE
OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

CETI - Oczy Martwych Miast

KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - B » Black Sabbath - 1992 - Dehumanizer
Black Sabbath - 1992 - Dehumanizer
black sabbath


1. Computer God (6:10)
2. After All (the Dead) (5:37)
3. TV Crimes (3:58)
4. Letters from the Earth (4:12)
5. Master of Insanity (5:54)
6. Time Machine (4:10)
7. Sins of the Father (4:43)
8. Too Late (6:54)
9. I (5:10)
10. Buried Alive (4:47)


Rok wydania: 1992
Wydawca IRS/EMI
http://www.blacksabbath.com





Trzeci studyjny album przygotowany przez jeden z najlepszych składów w długiej i skomplikowanej historii Black Sabbath przeszedł niestety bez większego rozgłosu na jaki z pewnością zasługiwał. Dekadę później powrót konfiguracji Dio/Iommi/Butler/Appice byłby wydarzeniem (tak zresztą stało się kiedy panowie postanowili odnowić współpracę pod szyldem Heaven & Hell), ale na początku lat dziewięćdziesiątych w rocku rządził grunge, a świat czekał raczej na powrót Sabbathu z Ozzym za mikrofonem...

„Waiting For The Revolution/New Clear Vision – Genocide/Computerize God – It’s The New Religion/Program The Brain – Not The Heartbeat” – wieszczy Ronnie James Dio w otwierającym płytę kawałku „Computer God”. Właśnie: w tekstach z tej płyty próżno szukać tak charakterystycznych dla tego wybitnego wokalisty elementów fantasy, czy baśni. Żadnych smoków, mieczy i rycerstwa. Jest za to sporo narzekania na kondycję współczesnego świata.

Również pod względem muzycznym jest ciężej, bardziej surowo niż na „Heaven and Hell” i „Mob Rules”. Wspomniany „Computer God”, czy świetny, przytłaczający złowieszczym klimatem „After All (The Dead)” spokojnie mogłoby znaleźć się na pierwszych, klasycznych płytach grupy, kiedy za partie wokalne odpowiadał Ozzy, a za perkusją zasiadał Bill Ward. Ot, taki paradoks... Nie pierwszy i – jak się później miało okazać – nie ostatni w karierze Sabbs.

Może nawet tego ciężaru jest za dużo na tym albumie. Może przydałoby się więcej oddechu, takiego jak w środkowej części „Computer God” i w udanej balladzie „Too Late”. A i rozlazły „Sins Of The Father” oraz niezbyt przekonujący w refrenie „Master Of Insanity” panowie mogliby sobie odpuścić. Ale to niewielkie minusy, które nie przysłaniają plusów „Dehumanizera”. Te pięćdziesiąt dwie minuty to Black Sabbath wysokiej, szlachetnej próby...

Szkoda, że wówczas współpraca czwórki weteranów skończyła się tylko na jednej płycie, a ich drogi rozeszły się w kiepskiej atmosferze. Dobrze, że w 2006 roku panowie odłożyli na bok dawne animozje i powołali do życia wspomniany Heaven and Hell, co zaowocowało nowym studyjnym krążkiem „The Devil You Know”, będącym logiczną kontynuacją drogi obranej na „Dehumianizer”. Po 16 maja roku 2010 stało się jednak jasne, że kolejnych płyt z Dio na wokalu już nie będzie... Niestety...

8/10

Robert Dłucik

PS. W latach osiemdziesiątych (z pewnymi wyjątkami) oraz dziewięćdziesiątych Sabbs mieli wyjątkowego pecha do okładek swoich płyt. Autor koperty do „Dehumanizer” też powinien chyba poszukać sobie innego zajęcia...
Komentarze