21.06.2018
RECENZJE

• HURROCKAINE - Rust'N'Love (EP)
• THE MUTUAL ADMIRATION SOCIETY - The Mutual Admiration Society
• DELUSION SQUARED - Anthropocene
• STONE OF A BITCH - Stone Of A Bitch
• DEEP PURPLE - InFinite
• KING CRIMSON - In the Court of the Crimson King
• GOD’S OWN MEDICINE - Afar
• MUNICIPAL WASTE - Slime and Punishment
• THE TREE - Bright Side (EP)
• RYAN ROXIE - Imagine Your Reality
• LIFEPHOBIA - All My Life
• COURTNEY BARNETT - Tell Me How You Really Feel
• FOCUS - Moving Waves
• MARILYN MANSON - Antichrist Superstar
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• HOLLYWOOD VAMPIRES - Warszawa
• YES FEATURING, SBB - Warszawa
• EXODUS, HORRORSCOPE, MENTOR - Katowice
• CAMEL - Warszawa
• ARENA - Warszawa
• JAZZ Q - Chorzów
• FISH - Chorzów
• BATUSHKA, OBSCURE SPHINX, ENTROPIA - Wrocław
• BELIEVE - Warszawa
• PROGROCK FEST - Legionowo
• PROGROCK FEST - Legionowo
• WISHBONE ASH - Katowice
• CLOSTERKELLER - Zabrze

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• LORDI - Ox
• BOREALIS - Matt Marinelli
• MENSKO - Piotr Juszczak, Marcin Moroz
• HEAT AFFECTED ZONE
• STANDARD B - Dawid Kubicki, Michał Mędak
• ELVENKING - Damna
• FACTOR 8

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Q » Queensryche - 2003 - Tribe
Queensryche - 2003 - Tribe
Queensryche-Tribe

1. Open
2. Losing Myself
3. Desert Dance
4. Falling Behind
5. The Great Divide
6. Rhythm of Hope
7. Tribe
8. Blood
9. The Art of Life
10. Doin' Fine

Rok wydania: 2003
Wydawca: Sanctuary Records
http://queensrycheofficial.com/





Queensryche to uznana marka, jeden z tych zespołów, których fanom Heavy i Prog Metalu po prostu wstyd nie znać. Takie albumy jak: Empire, Promised Land czy w końcu arcygenialny Operation Mindcrime to dla mnie płyty-biblie. Wywody na temat geniuszu Queensryche do roku 1994 zostawmy i zajmijmy się późniejszym okresem, a konkretnie wydanym w 2003 roku Tribe. Jak zmienił się styl Queensryche po ich ostatnim wielkim dziele, czyli Promised Land? Pazury zostały spiłowane, progresywne momenty ustąpiły miejsca bardziej prymitywnym zagrywkom, Geoff Tate (niegdyś absolutny wokalny geniusz i jeden z moich ulubionych wokalistów) zmienił drastycznie styl śpiewania na bardziej oszczędny i zdecydowanie mniej efektowny, jeszcze na domiar złego po nagraniu Hear In The Now Frontier zespół opuścił znakomity gitarzysta Chris DeGarmo (mimo że na Tribe pomagał zespołowi w pisaniu utworów to jednak już nie to). Do tego wszystkiego doszedł jeszcze moim zdaniem kryzys twórczy, z którego wygrzebali się dopiero w roku 2006 nagrywając kontynuację Operation Mindcrime. Ale przejdźmy do Tribe.

Na początku dostajemy niezły Open z ciekawym refrenem i pracą gitar. Podobać się może ciężki, nieco tajemniczy riff na początku. Open daje nadzieję na naprawdę dobry album. Jednam dwa następne utwory czyli Losing Myself i Desert Dance skutecznie niszczą w nas całą radość. Riffy jakieś niewyraźne, nie wiedzieć czemu dostajemy jakieś denne nowoczesne wstawki. W Desert Dance może i echa dawnego Queensryche pobrzmiewają, ale to tylko złudzenie, utwór jest tak słaby że takie myśli od razu odchodzą. Następnie niestety dalej nie jest dobrze, kompletnie nie wiadomo skąd pojawia się ballada Falling Behind, wogle nie umywa się do starch ballad kapeli, zresztą to zupełnie inny styl co słychać. Panowie nie czują się w tej formule najlepiej, a szczególnie Tate. Na całe szczęście ciekawie robi się w piątym na płycie Great Divide - jest i ciekawy klimat, bardzo interesujące przejścia, Tate wreszcie pokazuje na co go stać. To właściwie tyle plusów, może jeszcze coś ciekawego dzieje się w tytułowym numerze (słychać czasy Empire), ale ogólnie ten numer to taki średniak. Reszta płyty to już pogłębianie się w ten kiepski klimat i próba wytrzymania jakoś do końca.

Utwory mają podobną formułę, przez co ten album po prostu nudzi. W takim Blood słyszę Alice In Chains, zresztą nad całą płytą unosi się jakiś grungowy, garażowy klimat i wątpię abym znalazł wielu entuzjastów takiego grania u Queensryche. Brzmienie płyty kiepskie, produkcja mizerna. Niewiele melodii zostaje na dłużej w głowie, a lepsze fragmenty giną gdzieś przygniatane utworami bardzo słabymi i niegodnymi Queensryche. Płyta słaba, nudna, świadectwo braku pomysłów i zrobienia czegoś na siłę. Jedna z płyt typu "posłuchaj i nie wracaj".

5,5/10

Piotr "PITOPIETHO" Bargieł
Komentarze