28.02.2020
RECENZJE
OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

CETI - Oczy Martwych Miast

KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - R » Rage - 2010 - Strings to a Web
Rage - 2010 - Strings to a Web
Rage1. The Edge of Darkness (4:23)
2. Hunter And Prey (4:33)
3. Into the Light (4:24)
4. The Beggar's Last Dime (5:42)
5. Empty Hollow (6:19)
6. Empty Hollow II: Strings to a Web (3:54)
7. Empty Hollow III: Fatal Grace (1:20)
8. Empty Hollow IV: Connected (2:53)
9. Empty Hollow V: Reprise (1:50)
10.Saviour of the Dead (5:44)
11. Hellgirl (4:13)
12. Purified (3:47)
13. Through Ages (2:05)
14. Tomorrow Never Comes (3:41)

Rok wydania: 2010
Wydawca: Nuclear Blast
http://www.myspace.com/rage


  Tym razem do czynienia będziemy mieli z nieco bliższą przeszłością, ponieważ zespół Rage pojawił się na mojej pokręconej drodze muzycznego rozwoju nieco później niż Linkin Park lub Good Charlotte. To tak jakby jej drugi ważniejszy odcinek, czyli fascynacja mocniejszym brzmieniem, tudzież najzwyklejszym łojeniem. Do tego, niemieccy metalowcy nie dają mi o sobie zapomnieć, wydając kolejne albumy z ogromną częstotliwością. Dlatego z przyjemnością sięgnąłem po ich najnowsze dziecię.

  Być może nie znasz tej grupy, drogi Czytelniku. Nic wielkiego, Rage - pomimo wydania dziewiętnastu albumów (tak!) - wciąż nie należy do grup powszechnie znanych i cenionych, przynajmniej w naszym kraju. Ale przykładowemu Nowakowi, który gustuje w muzyce gitarowej i potrafi docenić świetne melodie, wystarczy posłuchać Niemców raz, aby połknął "haczyk". Dlatego z ogromną przyjemnością spróbuję Cię zachęcić do sprawdzenia, chociażby na Myspace, "Strings to a Web" - kolejnej udanej płytki Rage. Zdradziwszy swoją opinię, mogę zagłębić się w tym, co wszystkie tygryski lubią najbardziej... Znaczy się, muzyce.

  Wydaje się, że Niemcy w swojej długiej karierze spróbowali chlebów ze wszystkich metalowych piecyków. Nagrywali albumy z udziałem orkiestry, kiczowate concept albumy o metalowych potworach, mniej kiczowate concept albumy o śmierci, bawili się w uprogresywnianie (ciekawe, co na te słowo rzekłby profesor Miodek) zakurzonego schematu ciężkiej muzyki, a nawet stosowali smaczki orientalne. I już przy okazji poprzedniego albumu, "Carved In Stone", doszli do wniosku, że teraz można to wszystko dowolnie mieszać z kolejnymi dawkami chwytliwych melodii i lejących się niczym wodospad solówek, aby sprawiać przyjemność fanom co rok, dwa latka. I tak właśnie jest w przypadku "Strings to a Web".

  Na album składa się, przede wszystkim, osiem typowych dla Rage kompozycji. Takich dających energicznego kopniaka, zbudowanych na znanym wszystkich schemacie "dobry riff - powtarzany co chwilę refren, chwytliwy niczym diabli - wyczesana solówka - jeszcze raz refren, żeby wprowadzić w lepszy nastrój przed następnym kawałkiem" okraszonym zabawnymi lirykami o polowaniach, kobietach z piekła i skraju ciemności. I po raz kolejny, kompozycje te sprawdzają się wyśmienicie - nucimy je jeszcze długo po wyłączeniu muzyki. Wystarczy wspomnieć "Saviour of the Dead", "Purified", "Into the Light", czy najbardziej chwytliwe "The Begger's Last Dime". To udany, choć całkowicie niezaskakujący, fundament "Strings to a Web". Na drugie danie dostajemy progresywną suitę "Empty Hollow", złożoną z pięciu części: wzbogaconych o orkiestrę i chór klamer, połamanego rytmicznie "Strings to a Web" i akustycznego "Fatal Grace" - obu instrumentalnych i wzniosłej ballady "Connected". Wszystko zmyślnie ze sobą połączono, dzięki czemu "Empty Hollow" stanowi ambitną i angażującą słuchacza odskocznię. Całkowitą zaś perełką jest przedostatnie na płycie "Through Ages" - wzruszająca pięknym śpiewem, dwuminutowa ballada. 

  I to by było na tyle. Nie silę się na żadne dodatkowe wypociny - "Strings to a Web" to następna udana pozycja w bardzo obszernym katalogu twórczości naszych sąsiadów. Jeżeli szukasz przyjemnego albumu na słuchanie "bez okazji", to świetny wybór. Tylko nie oczekuj szczytów Olimpu, egzotycznych trunków i meksykańskich dziwek ;) Połowiczny powrót do przeszłości wypadł zaskakująco dobrze.

7/10

Adam Piechota
Komentarze