25.02.2020
RECENZJE
KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - P » Paatos - 2011 - Breathing
Paatos - 2011 - Breathing
UH1. Gone
2. Fading Out
3. Shells
4. In That Room
5. Andrum
6. No More Rollercoaster
7. Breathing
8. Surrounded
9. Smärtan
10. Ploing My Friend
11. Precious
12. Over and Out

Rok wydania: 2011
Wydawca: GlasVille Records
http://www.myspace.com/paatos




Paatos złagodniał nam w stosunku do swoich wcześniejszych płyt, momentami można nawet pomyśleć, że to nie Paatos lecz jakieś Cranberries (...może jednak trochę przesadziłem). Bez wątpienia jest jednak bardziej przystępnie dla postronnego słuchacza, ale na szczęście nie trywialnie i na zabój komercyjnie! Nie jest to płyta tak oniryczna jak "Timeloss"(2002). Nie ma tu tylu dźwiękowych udziwnień jakimi naszpikowany był "Kallocain" (2004). Takie muzyczne oblicze Paatos nie powinno jednak dziwić, już bowiem poprzedni krążek zespołu, "Silence Of Another Kind"(2006), różnił się zdecydowanie od dwóch pierwszych. Mimo pewnego łagodniejszego oblicza, najnowsza propozycja grupy może się jednak podobać i ująć swym klimatem nawet tych bardziej wymagających odbiorców (osobiście, przekonuje mnie bardziej niż ich poprzednia płyta). Piękny delikatny głos Petronelli Nettermalm zatopiony został niczym orzeszek, w delikatnej, bardzo szlachetnej czekoladzie pięknych melodii, posypanej orzechowymi wiórkami selektywnego brzmienia. Smakuje więc jak wykwintny cukierek Ferrero Rocher, z tą tylko różnicą, że nie jest aż tak słodki, więc nie mdli przy pochłonięciu większej ilości.

Pierwsza kompozycja, "Gone", mimo łagodnego wokalu, jest jedną z bardziej dynamicznych na płycie. Właśnie do niej zespół nakręcił swój pierwszy videoclip. Dużą rolę w utworze odgrywa gitara basowa oraz soczyste brzmienie perkusji, w tle słychać również przepiękny melotron. Drugi w zestawie, "Fading Out", bardziej rozkołysany, z przyjemnymi, klawiszowymi pasażami. Partie instrumentalne na płycie mogą się podobać a mimo pewnej łagodności, jest to jednak nadal muzyka rockowa, na dodatek muzyka bardzo dojrzała. "Shells", to jeden z moich ulubionych fragmentów, ma w sobie jakąś baśniową aurę (no i większa dawka melotronu w tle) ;). Zachwyca również kolejny, jakby bardziej mroczny "In That Room", kojarzy się nieco ze ścieżką dźwiękowa do filmu Twin Peaks. W podobnym mrocznym klimacie utrzymana jest kolejna, bardzo krótka kompozycja "Andrum". Chociaż płyta jest bardzo równa, najsłabszą kompozycją (moim zdaniem), jest "No More Rollercoaster", jednak ważną rolę w tym utworze pełni końcowe gitarowe solo. "Breathing" rozpoczyna się nieco gabrielowsko, panuje tutaj znowu pewien niesamowity senny i mglisty nastrój. Następny "Smärtan", dzięki aurze jaką roztacza, porównać można do "Missa Atropos" Gazpacho. W kolejnej, "Surrounded", bardziej ożywczej i cieplejszej, wręcz wiosennej, klimat kreują urocze partie smyków. "Ploing My Friend", to natomiast półminutowy przerywnik w formie pozytywki. "Precious", nie wiem czemu (może z powodu tych kastanietów) kojarzy mi się nieco z Vaya Con Dios. Na zakończenie, "Over and Out", znowu bardziej dynamicznie, jednak jakby nieco chłodniej.

Tytuł najnowszego dzieła Paatos - "Breathing" ("Oddychanie") idealnie odzwierciedla muzyczną zawartość. Ta muzyka jest jak głęboki oddech po zażyciu gumy Winerfresh, ożywcza i świeża.
W muzyce tej, jak w wiosennej aurze, czasami zawieje chłodem, by po chwili rozgrzać ciepłym, słonecznym promykiem. Płyta więc idealna na wiosenne, powolne i niezmiernie delikatne wybudzanie organizmu z zimowego letargu.

8,5/10

Marek Toma
Komentarze