22.01.2018
RECENZJE

• TENSION ZERO - Human.exe
• HANGING GARDEN - I Am Become
• OBIBOX - Czasy Niepewne
• RUNNING WILD - Death or Glory
• JUDAS PRIEST - Painkiller
• MAREK BILIŃSKI - E≠mc²
• LESOIR - Latitude
• BEYOND CHRONICLES - Human Nation
• LOCH VOSTOK - Strife
• HARMORAGE - Psychico Corrosif
• MASACHIST - The Sect (death REALigion)
• WOJCIECH CIURAJ - Ballady Bez Romansów
• CRADLE OF FILTH - Cryptoriana - The Seductiveness of Decay
• DAISY DRIVER - Nulle Part
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• JETHRO TULL - Bydgoszcz
• HELLOWEEN - Warszawa
• COCHISE - Chorzów
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Wrocław
• ANATHEMA - Warszawa
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Warszawa
• EPICA, VUUR, MYRATH - Kraków
• KABAT - Trzyniec
• UNEVEN STRUCTURE, VOYAGER, MENTALLY BLIND - Wrocław
• PRISTINE - Chorzów
• PROCOL HARUM - Katowice
• SEATTLE NIGHT V - Warszawa

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• FACTOR 8
• NOCTURNAL RITES - Nils Eriksson
• COMMUNIC - Oddleif Stensland
• CRYSTAL VIPER - Marta Gabriel
• SINNER - Tom Naumann
• HELLOWEEN - Michael Weikath
• DAS MOON / WE HATE ROSES - Daisy Kowalsky

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - U » Uriah Heep - 1983 - Head First
Uriah Heep - 1983 - Head First
UH

1. The Other Side Of Midnight
2. Stay On Top
3. Lonely Nights
4. Sweet Talk
5. Love Is Blind
6. Roll-Overture
7. Red Lights
8. Rollin' The Rock
9. Straight Through The Heart
10. Weekend Warriors

Rok wydania: 1983
Wydawca: Bronze




Dość specyficznie słucha się po latach dokonań zespołu, który utrzymuje się na scenie przez kilka dekad. Niby mówi się o pewnym zakotwiczeniu stylistycznym, ale siłą rzeczy na bieżące wydawnictwa wpływała technika, technologia, ale i ewolucja muzyki rockowej.
Moim ulubionym okresem dla muzyki hard rockowej są lata osiemdziesiąte. Zaś do albumu Head First mam sentymentalne podejście. To własnie dzięki tej płycie poznałem zespół Uriah Heep. Nawet jeśli przyznam, że w dyskografii zespołu tak wśród poprzednich albumów jak i późniejszych znajduje dla siebie płyty ciekawsze, czy wręcz lepsze - nie wiedzieć dlaczego... to właśnie do Head First wracam najchętniej.

Może paradoksalnie zacznę od moich zarzutów wobec tego albumu - i nie jest nim brzmienie. Tu wszystko jak najbardziej wpisuje się w konwencje produkcji wczesnych lat 80-tych, a mając taką świadomość - nikt przy zdrowych zmysłach nie pokusi się o krytykę produkcji.
W najmniejszym stopniu trafiają do mnie na rzeczonej płycie partie klawiszy. To właśnie one łagodzą brzmienie, które w przeciwnym razie mogło by być surowe wręcz. Bo tuż pod soczystymi gitarami egzystuje wyraźna dobrze akcentowana sekcja.
Nie przyczepię się za to do chórów. Mimo, że zahaczają o estetykę ówczesnego popu, nie rażą - ale dodają charakteru utworom.
Co ważne płycie nie brakuje niezapomnianych melodii i solówek.
Nie brakło również kapitalnych refrenów, które trzy dekady po wydaniu albumu potrafią wrócić do słuchacza jak boomerang.
Taki obraz albumu, burzy w połowie tracklisty orkiestralny i pompatyczny Roll-overture, po którym następuje dość teatralny Red Lights, ale dość płynnie zespół powraca na właściwe tory. Takie miłe ożywienie jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem dla odbiorcy. Zresztą niejednokrotnie mamy podczas słuchania płyt Uriah Heep wrażenie, że słuchamy rockopery. I takie też wrażenie zawsze towarzyszy mi podczas słuchania drugiej strony Head First.

Nie pokuszę się o wystawienie oceny. Jak wspomniałem na wstępie jest to dla mnie album szczególny. A nie chciałbym zbyt wysoka notą skrzywdzić innych płyt formacji.
Polecam jednak wszystkim ten album, jak i ten okres w twórczości zespołu.

Piotr Z.
Komentarze