21.01.2018
RECENZJE

• TENSION ZERO - Human.exe
• HANGING GARDEN - I Am Become
• OBIBOX - Czasy Niepewne
• RUNNING WILD - Death or Glory
• JUDAS PRIEST - Painkiller
• MAREK BILIŃSKI - E≠mc²
• LESOIR - Latitude
• BEYOND CHRONICLES - Human Nation
• LOCH VOSTOK - Strife
• HARMORAGE - Psychico Corrosif
• MASACHIST - The Sect (death REALigion)
• WOJCIECH CIURAJ - Ballady Bez Romansów
• CRADLE OF FILTH - Cryptoriana - The Seductiveness of Decay
• DAISY DRIVER - Nulle Part
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• JETHRO TULL - Bydgoszcz
• HELLOWEEN - Warszawa
• COCHISE - Chorzów
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Wrocław
• ANATHEMA - Warszawa
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Warszawa
• EPICA, VUUR, MYRATH - Kraków
• KABAT - Trzyniec
• UNEVEN STRUCTURE, VOYAGER, MENTALLY BLIND - Wrocław
• PRISTINE - Chorzów
• PROCOL HARUM - Katowice
• SEATTLE NIGHT V - Warszawa

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• FACTOR 8
• NOCTURNAL RITES - Nils Eriksson
• COMMUNIC - Oddleif Stensland
• CRYSTAL VIPER - Marta Gabriel
• SINNER - Tom Naumann
• HELLOWEEN - Michael Weikath
• DAS MOON / WE HATE ROSES - Daisy Kowalsky

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - M » Marcell, Julia - 2011 - June
Marcell, Julia - 2011 - June
june1. June
2. Matrioszka
3. Since
4. CTRL
5. Gamelan
6. Schores
7. Echo
8. I Wanna Get On Fire
9. Crows
10. Shhh
11. Aye Aye

Rok wydania: 2011
Wydawca: Mystic
http://www.juliamarcell.com




Julia Marcell. Wokalistka, kompozytorka, pianistka. Jej wydana w 2007 roku debiutancka płyta „It Might Like You” ujrzała światło dzienne w dośc nietypowych okolicznościach. Wszystko dzięki wsparciu grupy ludzi (dokładnie 657) i pewnemu portalowi internetowemu (www.Sellaband.com) za pośrednictwem którego młodzi artyści prezentują swoją twórczośc a fani mogą wpłacac pieniądze na nagranie przez nich płyty. Julia zebrała w ten sposób 50 tys. dolarów i wydała krążek , który przez dziennikarzy muzycznych w Polsce uznany został za jeden z najlepszych w 2009 roku. A założę się, że mało kto o nim słyszał. Ja np. wysłuchałem debiutu dopiero po tym, jak duże wrażenie zrobił na mnie kolejny album Julii. A ten rozłożył mnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu totalnie.

Przede wszystkim „June” to nie jest już płyta nagrana w stylu nazywanym przez Julie „classical punk”. Nie ma już na nim tej surowości brzmienia, prostoty, przypadkowych niedoróbek (które jednak dodawały specyficznej naturalności debiutanckiej płycie). Płyta „It Might Like You” została nagrana w bardzo skromnym składzie i bardzo oszczędnie jeżeli chodzi o jej dopieszczenie. „June” to płyta, którą znienawidzicie lub pokochacie już od pierwszego odsłuchu. Jestem jednak raczej pewien, że podobnie jak ja dołączycie do tej drugiej grupy. Dlaczego? Dlatego, że jest niesamowicie przestrzenna, złożona i pedantycznie wręcz dopracowana pod każdym względem. Jest to płyta z gatunku tych których się nie słucha. „June” odbiera się każdym swoim zmysłem, każdym fragmentem umysłu, serca i duszy. Ma w sobie coś szczególnego. Ona po prostu żyje i ewoluuje w odtwarzaczu za każdym jej odsłuchem. Każde kolejne odsłuchanie dostarcza nowych wrażeń. To tak jak gdyby krążek zdzierał się odsłaniając niczym w kopalni odkrywkowej kolejne swoje warstwy. I ciągle chcemy więcej. Osobą odpowiedzialną za takie doznania jest Michael Ilbert, który zajął się jej miksem i sprawił, że światło dzienne od razu ujrzało to co jasne i piękne a w głębi pozostały pejzaże, które musimy dopiero „odkopać”. Producentami płyty są Moses Schneider oraz jego zaufany współpracownik Ben Lauber. Praca nad „June” trwała na dwie zmiany przez kilka miesięcy ale efekt końcowy wart jest każdej poświęconej jej minucie.

Podstawą utworów, które znalazły się na płycie jest rytm. Kapitalnym posunięciem było użycie przy jej nagraniu perkusji zarówno tradycyjnej, jak i elektronicznej, która momentami jest bardzo mocno uwypuklona (jak np. w utworze tytułowym rozpoczynającym album) i nadaje chwilami całości specyficznego transowo – etnicznego posmaczku. Często do głosu dochodzi sekcja smyczkowa i fortepian, zwłaszcza ta pierwsza stanowi cudowne ozdobniki (zakończenie utworu „Since” czy też tło w bardzo klimatycznym i nastrojowym „I Wanna Get On Fire”).
Jednak zdecydowanie najważniejszym i najbardziej dostrzegalnym na „June” jest instrument, którym posługuje się Julia Marcell. Jej głos i kombinacje na nim poprzez wielokrotne podkładanie go jako chórków i zapętlanie. Momentami ciepły i nastrojowy, czasem krzyczący (CTRL), czasem brzmiący jak gdyby wyśpiewany od niechcenia („Gamelan”), czasem zaśpiewany a'capella (wstęp do „Shhh”) czy też odśpiewany wręcz prawie marszowo („Crows”). Jest coś w tym głosie co upodabnia Julię do twórczości Bjork czy też Tori Amos. Coś bardzo frapującego, interesującego i sprawiającego że chce się go słuchać jeszcze więcej i więcej. Taka wypadkowa punka, rocka ale przy tym czegoś bardzo baśniowego i łagodnego.

Ten album bardzo mnie wciągnął. Pulsuje i kipi wręcz energią. Fajnym pomysłem było wplecenie motywu tytułowego utworu w tło „Shores” i „Aye Aye”
Ocena wysoka bo „June” Julii Marcell jest tego naprawdę warty. I jeszcze jedno. Niniejszym nadaje jej tytuł „Dobre bo Polskie”. Zwłaszcza za „Matrioszke” i „Gamelan”. I za to że nie wstydziła się języka polskiego wplatając go w jeden z utworów.

9/10

Irek Dudziński




Komentarze