17.08.2018
RECENZJE

• V/A - To pejzaż mojej ziemi
• JAROCY - Divided
• CAMEL - Stationary Traveller
• BEHEMOTH - Messe Noire
• ANAMOR - Za witrażem
• MYSTERY - Delusion Rain
• STRATOVARIUS - Visions
• THIRTY SECONDS TO MARS - America
• OSADA VIDA - Variomatic
• MOUNTAINEER - Passages
• BORN FROM LIE - The New World Order Part 1
• LUNATIC SOUL - Under The Fragmented Sky
• IRON MAIDEN - No Prayer For the Dying
• LILLA VENEDA - Lilla Veneda
• LIZARD - W Galerii Czasu
• POWERWOLF - The Sacrament of Sin
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• ROGER WATERS - Kraków
• ROGER WATERS - Kraków
• ROGER WATERS - Kraków
• IRON MAIDEN, TREMONTI - Kraków
• BRACIA, MICHAŁ SZPAK - Piekary Śląskie
• KEN HENSLEY & LIVEFIRE, COVER FESTIVAL - Piekary Śląskie
• ICED EARTH, HORRORSCOPE, CHAINSAW - Kraków
• RIVERSIDE, MECHANISM, AMAROK - PROGROCK EVENING - Konin
• GUNS N' ROSES, VOLBEAT - Chorzów
• MARILYN MANSON - Warszawa
• HOLLYWOOD VAMPIRES - Warszawa
• YES FEATURING, SBB - Warszawa
• EXODUS, HORRORSCOPE, MENTOR - Katowice
• CAMEL - Warszawa

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• SZKLANE OCZY
• LORDI - Ox
• BOREALIS - Matt Marinelli
• MENSKO - Piotr Juszczak, Marcin Moroz
• HEAT AFFECTED ZONE
• STANDARD B - Dawid Kubicki, Michał Mędak
• ELVENKING - Damna

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles

POLECAMY

Nawigacja
Artykuły » Recenzje - O » Overkill - 2012 - The Electric Age
Overkill - 2012 - The Electric Age
overkill1. Come and Get It 06:17
2. Electric Rattlesnake 06:19
3. Wish You Were Dead 04:19
4. Black Daze 03:55
5. Save Yourself 03:43
6. Drop The Hammer Down 06:25
7. 21st Century Man 04:12
8. Old Wounds, New Scars 04:11
9. All Over But the Shouting 05:30
10. Good Night 05:36


Rok wydania: 2012
Wydawca: Nuclear Blast
http://wreckingcrew.com/Ironbound/




Overkill – jeden z ważniejszych przedstawicieli thrash metalu – po ciepło przyjętym „Ironbound” sprzed kilku lat - powraca z premierowym materiałem. Dobra passa poprzedniego albumu z pewnością wygórowała oczekiwania fanów, którzy po solidnym ciosie, chcą czegoś podobnego, albo lepszego. Z taką presją wiele grup nie potrafi sobie poradzić, skazując się na krytykę. Twórcy „The Years Of Decay” nie złożyli broni i z podniesioną głową idą do przodu, czego miarodajnym wynikiem jest ich najnowszy album.

Nowy materiał to nieco ponad 50 minut prawdziwego metalu o klasycznym, thrashowym zabarwieniu. Nowoczesna produkcja i brzmienie łączą się z duchem lat minionych. Lekką konsternację może wywoływać wstęp do otwierającego „Come And Get It”. Batalistyczna atmosfera stopniowo przybiera na sile, by za moment, po krótkiej przerwie ruszyć z kopyta. Obroty zostają znacznie podkręcone – rozwścieczone zwierzę zrywa się z łańcucha by gryźć ile wlezie! Obok szaleńczej jazdy nie zapomniano o melodiach i zdobnikach – w tym przypadku bojowe zaśpiewy. To bez wątpienia udany kawałek, pozytywnie nastrajający do poznania reszty, a ta przedstawia się niezwykle ciekawie. Świetnie sprawuje się wrzaskliwy Bobby Ellsworth – facet mimo upływu lat wciąż ma siłę w głosie. Specyfika jego głosu może niektórych odstręczać (nie dotyczy fanów). Bobby od czasu do czasu zaśpiewa łagodniej, innym razem zapuszcza się w wyższe rejestry ( np. wstęp do „Wish You Were Dead”), a ogólnie nie pozwala słuchaczowi na chwilę wytchnienia.

W porównaniu z „Ironbound” nowe wydawnictwo jest mniej obfite w szybkie kawałki, choć i tych nie brakuje (Electric Rattlesnake, All Over But the Shouting, Save Yourself). Innym aspektem różniącym oba albumy to różnorodność. Tym razem materiał jest bardziej urozmaicony: różne tempa, bogatsze aranżacje, wielowątkowość niektórych kompozycji. To sprawia, że całość nie zlewa się w jedną rozmytą maź – to zestaw dziesięciu ciosów, a nie „jeden” rozwlekły utwór. Niech jednak nikt nie pomyśli, że każdy kawałek jest z innej parafii – wszystko trzyma się kupy i jest w tym całkowita spójność. Cieszy fakt, że kompozycje są bogatsze – ciekawie prezentują się klasyczne wtrącenia, co słychać we wstępie zamykającego „Good Night” o rozbudowanej formie, czy też w partiach gitary solowej przy okazji mocnego „Drop The Hammer Down”. Overkill momentami zbliża się w heavy metalowe rejony, czego przykładem jest wolniejszy „Black Daze”, a innym razem przemyka się w obszary punk rocka (Save Yourself). W takich momentach nasuwają się skojarzenia wobec innego wyjadacza – weteranów z Motörhead. Motywów w stylu Lemmy’ego i spółki jest tu znacznie więcej, co zapewne nikomu nie powinno wadzić. Atutem nowego Overkill jest połączenie nieskrępowanego szaleństwa, metalowej energii z melodiami – praktycznie wszystkie refreny są nimi naszpikowane. Tak w kilku słowach można opisać „The Electric Age”, a resztę niech wychwyci każdy zainteresowany, a powinno ich być całkiem sporo!

Entuzjaści thrashu „The Electric Age” powinni przyjąć z otwartymi ramionami – krążek powinien im przypaść do gustu. Solidna rzecz, która pokazuje, że zespół wciąż stać na wiele. Mimo bogatego stażu, kilkudziesięciu lat na scenie, panowie potrafią porządnie przyłożyć. Prądy są i o to chodzi, czyż nie?

8/10

Marcin Magiera



Komentarze