18.06.2018
RECENZJE

• STONE OF A BITCH - Stone Of A Bitch
• DEEP PURPLE - InFinite
• KING CRIMSON - In the Court of the Crimson King
• GOD’S OWN MEDICINE - Afar
• MUNICIPAL WASTE - Slime and Punishment
• THE TREE - Bright Side (EP)
• RYAN ROXIE - Imagine Your Reality
• LIFEPHOBIA - All My Life
• KAIPA - In the Wake of Evolution
• COURTNEY BARNETT - Tell Me How You Really Feel
• FOCUS - Moving Waves
• MARILYN MANSON - Antichrist Superstar
• FALL OUT BOY - MANIA
• KŁY - Szczerzenie
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• YES FEATURING, SBB - Warszawa
• EXODUS, HORRORSCOPE, MENTOR - Katowice
• CAMEL - Warszawa
• ARENA - Warszawa
• JAZZ Q - Chorzów
• FISH - Chorzów
• BATUSHKA, OBSCURE SPHINX, ENTROPIA - Wrocław
• BELIEVE - Warszawa
• PROGROCK FEST - Legionowo
• PROGROCK FEST - Legionowo
• WISHBONE ASH - Katowice
• CLOSTERKELLER - Zabrze
• BELIEVE - Konin

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• LORDI - Ox
• BOREALIS - Matt Marinelli
• MENSKO - Piotr Juszczak, Marcin Moroz
• HEAT AFFECTED ZONE
• STANDARD B - Dawid Kubicki, Michał Mędak
• ELVENKING - Damna
• FACTOR 8

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - T » Tate, Geoff - 2012 - Kings & Thieves
Tate, Geoff - 2012 - Kings & Thieves
Geoff Tate - Kings & Thieves
1. She Slipped Away
2. Take A Bullet
3. In The Dirt
4. Say U Luv It
5. The Way I Roll
6. Tomorrow
7. Evil
8. Dark Money
9. These Glory Days
10. Change
11. Waiting

Rok wydania: 2012
Wydawca: Inside Out
http://www.geofftate.com





Kiedy album "Kings & Thieves" został wydany, nie zrobił na mnie oszałamiającego wrażenia. Prawdą jest natomiast, że wydawał się najlepszym krążkiem Geoffa Tate'a. Jawił mi się nawet jako album lepszy od "Dedicated to Chaos" - wówczas ostatni album Queensryche.
Kilka rockowych kawałków, ale też sporo grania "o niczym", powodowało że niezbyt chętnie wracałem do płyty. Łaskawym okiem spojrzałem na nią ponownie po wydaniu "Frequency Unknown", na którym wokalista klimatycznie zbliżył się do swoich akceptowalnych dokonań macierzystej formacji, zachowując pewien pierwiastek twórczości solowej.

Postanowiłem do płyty "Kings & Thieves" podejść według tego samego klucza, co do albumu sygnowanego nazwą Geoff Tate's Queensryche. Doszedłem do wniosku, że skoro płyta solowa koniec końców mnie przytłaczała - i rzadko kiedy dosłuchałem jej w całości tak zwanym cięgiem... może zacząć od połowy - i zadziałało - w pewnym sensie.

Mimo, że początek w postaci pierwszego (naprawdę niezłego) utworu nie zwiastuje katastrofy, a kawałek potrafi podtrzymać zainteresowanie, tak singlowy "Take a bullet" budzi już zaniepokojenie.
Często mamy tu do czynienia z charakterystycznym budowaniem utworów... instrumentarium swoje, wokalista swoje.
Niestety większość linii melodycznych nie zapada w pamięć, ale jak wspomniałem tendencja ta z biegiem albumu nieco się zaciera.
Faktycznie drugiej połowy płyty słucha się lepiej niż pierwszej. Więcej tu przestrzeni niż rockowego bezsensu, więcej melodii...
Wspominałem przy okazji mojej recenzji "F.U.", że klimatycznie Geoffowi bliskie są rejony „Promised Land”. Pierwsze tego symptomy słyszymy już na „Kings & Thieves”, uwagę zwraca użycie saksofonu w tłach i pianina.
Nawet w miałkich kompozycjach pojawiają się pojedyncze ciekawe (czasem genialne motywy) - przytoczę tu gitarowe solo w irytującym "In the dirt", bridge + solo w odartym z tła i w pewnym sensie surowym "Evil" czy też ciekawe tło w nużącym "The Way I Roll", gdzie część wokali przypomina (o zgrozo!) rapowanie.
Choć są wyjątki taki "Say U Luv It" jest beznadziejny w całości.

Do moich faworytów z kolei należy bardzo dobry "Tommorow", zawiera wszystko czego brakło w ostatnich nagraniach macierzystej formacji Tate'a - melodię, fajny flow i kupę smaczków. Posiadający cechę najlepszych ballad Queensryche - "Change", spokojny acz pompatyczny za sprawą orkiestracji i równie spokojny "Waiting" wieńczący album. Wracam też chętnie do otwieracza - czyli "She Slipped Away".
Całkiem niegłupi jest "These Glory Days", choć riff przewodni trochę mnie mierzi.

Wracając do koncepcji słuchania płyty od połowy. Słuchacz kompletnie inaczej podchodzi do kolejnych utworów, jeśli nie zostanie od strzału zniechęcony.
A utwory środka i końca albumu mają zdecydowanie więcej potencjału... są lepiej przyswajalne, mają kilka fajnych melodii i więcej wartych zapamiętania patentów.
Kilka z nich swobodnie mogłoby funkcjonować pod szyldem Geoff Tate’s Queensryche.

"Kings & Thieves" jest moim zdaniem zdecydowanie najlepszym albumem solowym wokalisty. Przebija również kilka płyt Queensryche ("Q2k", "Tribe", "Dedicated…"), jednak nawet dla fana zespołu, nie jest orzechem łatwym do zgryzienia. Jeśli ostatni album solowy pana Tate'a nie przypadł wam do gustu, a spojrzeliście łaskawym okiem na "Frequency unknown", proponuję próbę weryfikacji opinii i eksperyment - tracklistę poukładajcie rozpoczynając od utworu szóstego - "Tomorrow".
I wiecie co? Nie polecę zaraz do sklepu by kupić ten krążek, więc i was do tego nie namawiam żarliwie. Ale jeśli znajdę go w promocji - zakupię i z chęcią będę do niego wracał... Mimo, że dla całokształtu ocena "dobra" nie byłaby uczciwa.

5,5/10

Piotr Spyra
Komentarze