01.06.2020
RECENZJE
WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » Earthcry - 2012 - Where the Road Leads
Earthcry - 2012 - Where the Road Leads
earthcry

1. Sailing On
2. New Fading Sun
3. Hospitality
4. Recall
5. Into the Asylum
6. Landscapes
7. Strangers
8. Uncharted
9. The Temple
10. Inside

Rok wydania: 2012
Wydawca: Revalve Records
http://www.enricosidoti.eu/
https://www.facebook.com/earthcryproject




Trochę jestem skonsternowany, że ominęło mnie to wydawnictwo. No owszem, kojarzę że widziałem gdzieś w sieci okładkę Earthcry ale „za Chiny” nie przeszło mi przez myśl, ze to może być metal-opera. Nie dość że to gatunek, po który chętnie sięgam, to jeszcze w obsadzie pojawia się kilku moich ulubionych wokalistów.
Aby formalnościom stało się zadość, wymienię ich w kolejności, w jakiej pojawiają się w booklecie: Roberto Tiranti (Labyrinth), Mark Basile (DGM), Damian Wilson (Threshold), Oliver Hartmann (ex-Empty Tremor), Zack Stevens (Savatage), Marco Sandron (Pathosray).

Najważniejsze w konstrukcji albumu jest to, że faktycznie kwestie wokalistów umieszczone są w utworach w postaci dialogów, a chóry je przeplatające dodają całości pikanterii. Muzyka, na której historia została osadzona, będzie prawdziwą gratką dla sympatyków gatunku . Nie dość że całości nie podporządkowano wokalistom, to kolejne utwory po prostu mogą się podobać i nie wieją sztucznością. Album płynie dość naturalnie a konwencja muzyki heavy/prog metalowej idealnie nadaje dynamiki historii. Bardzo miłe a i zaskakujące jest to, że w pewien sposób udało pogodzić się indywidualność wokalistów, których fragmenty są dla nich charakterystyczne, z dobrem kompozycji.

Instrumentalnie również jest wyśmienicie. Nie dość że album brzmi porządnie, to partie instrumentalne w żaden sposób nie schodzą na drugi plan. Pojawiają się i niezłe podkłady rytmiczne i kapitalne solówki (zarówno gitarowe jak i klawiszowe). Zdarza się zespołowi nawet popuścić wodzę fantazji w jednym utworze i solówka jest nieco zbyt wyeksponowana, ale w tym samym kawałku pojawia się jeden z fajniejszych refrenów na płycie przez co wrażenie przerysowania zaciera się.

Erathcry prezentuje bardzo udaną fuzję heavy metalu z powerem we włoskim stylu, prog metalowymi elementami a w zwolnieniach robi się nieco prog rockowo. Najistotniejsze jest to, że nie czujemy gwałtownych zmian stylistycznych. Jest to niewątpliwa zaleta i zaskakujący fakt jeśli uświadommy sobie jakimi ograniczeniami kieruje się gatunek rock opery, gdzie od obsady każdy fan oczekuje indywidualności.
Zaskoczyło mnie też, że o ile na początku odbierałem album w kategorii czystego prog metalu, tak z biegiem czasu i przesłuchań jawi mi się bardziej w kategoriach progresywnego rocka... fuzja ta jest udana jak choćby w Ayreon.

8,5/10

Piotr Spyra
Komentarze