21.02.2020
RECENZJE
BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - O » Obel, Agnes - 2013 - Aventine
Obel, Agnes - 2013 - Aventine
AO
1. Chord Left
2. Fuel To Fire
3. Dorian
4. Aventine
5. Run Cried The Crawling
6. Tokka
7. The Curse
8. Pass Them By
9. Words Are Dead
10. Fivefold
11. Smoke & Mirrors

Rok wydania: 2013
Wydawca: PIAS Recording
http://www.agnesobel.com/





Agnes Obel a właściwie Agnes Caroline Thaamp Obel pochodzi z Danii. Miłość do muzyki zaszczepiono u niej bardzo wcześnie. W zasadzie dzięki pochodzeniu z muzykalnej rodziny ma ją w genach. Mając 7 lat grała już na gitarze basowej w małym lokalnym zespole muzycznym (ba, udało im się nawet nagrać parę utworów), później założyła zespół Sohio jednak ostatecznie zdecydowała się na karierę solową. Materiał na swoją pierwszą płytę „Philharmonics” nagraną w 2010 roku skomponowała, nagrała i wyprodukowała całkowicie samodzielnie i był to strzał w dziesiątkę. Krążek sprzedał się w ilości 450 tysięcy egzemplarzy i zyskał statut platynowej płyty we Francji i Belgii, złotej płyty w Holandii a w samej Danii pięciokrotnie pokrył się platyną. Dość mocno wywindował tym samym artystce poprzeczkę . Czy nowy album „Aventine” przyniesie podobny sukces? Zobaczymy już wkrótce. Ja tymczasem chciałbym bardzo zachęcić Was do zapoznania się z nim. Tym bardziej, że klimat płyty idealnie wpasowuje się w czas zadumy, i nostalgii w jaki popadamy jesienią.

„Aventine” to znowu w większości dzieło samej Agnes, przez nią skomponowany, zaaranżowany, zagrany na pianinie i zaśpiewany. Tym razem wsparli ją na wiolonczeli Anne Muller, na skrzypcach i altówce Mika Posen (Timber Timbre) oraz na gitarze Robert Kondorosi (Budzillus). Jest wydawnictwem doskonałym w każdym calu. Począwszy od szaty graficznej na realizacji skończywszy. Odsłuch powala. Mimo minimalistycznego składu muzyków przy jej nagraniu płyta stwarza wrażenie bardzo „pełnej” i przestrzennej. Słuchając jej mamy wrażenie, że siedzimy w studiu tuż obok muzyków w trakcie jej nagrywania. Pomógł w tym pewien mały, rzadko stosowany patent. Mikrofony użyte w trakcie jej nagrywania umieszczono tak blisko instrumentów jak tylko było to możliwe. I dało to kapitalny efekt końcowy.

Co do samej muzyki to „Aventine” to przepiękna jesienna opowieść. Cudowny 11 składnikowy (tyle jest utworów) balsam i panaceum na stres, nerwy i codzienny „wyścig szczurów” w jakim wszyscy chcąc nie chcąc bierzemy udział. Delikatne, klasyczne momentami brzmienie pianina, lekko podszyta folkiem sekcja smyczkowa i do tego ten subtelny wokal Agnes. Nic dodać nić ująć. Choć mogłoby się wydawać że taka swoista asceza instrumentów może nudzić ale nic z tych rzeczy. Nostalgia jak najbardziej. Ale nie znużenie. Ta muzyka mimo że tak obdarta ze studyjnych „bajerów” broni się sama w sobie.

9/10

Irek Dudziński

Komentarze