23.07.2018
RECENZJE

• GIRLSCHOOL - Guilty As Sin
•Najlepszy album IRON MAIDEN / wybór redakcji - Powerslave
• ROGER WATERS - Is this the life we really want?
• TREMONTI - A Dying Machine
• DISTORTED HARMONY - A Way Out
• GHOST - Prequelle
• SYMPTOM IZERA - Come with me
• CRYSTAL PALACE - Scattered Shards
• IRON MAIDEN - Somewhere In Time
• IRON MAIDEN - Rock in Rio
• SUBTERFUGE - Reflections From the Past
• SUSPYRE - Suspyre
• YELLOW HORSE - Lost Trail
• Najlepszy album ICED EARTH / wybór redakcji : Something Wicked This Way Comes
• WHEN REASONS COLLAPSE - Omen of the Banshee
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• KEN HENSLEY & LIVEFIRE, COVER FESTIVAL - Piekary Śląskie
• ICED EARTH, HORRORSCOPE, CHAINSAW - Kraków
• RIVERSIDE, MECHANISM, AMAROK - PROGROCK EVENING - Konin
• GUNS N' ROSES, VOLBEAT - Chorzów
• MARILYN MANSON - Warszawa
• HOLLYWOOD VAMPIRES - Warszawa
• YES FEATURING, SBB - Warszawa
• EXODUS, HORRORSCOPE, MENTOR - Katowice
• CAMEL - Warszawa
• ARENA - Warszawa
• JAZZ Q - Chorzów
• FISH - Chorzów
• BATUSHKA, OBSCURE SPHINX, ENTROPIA - Wrocław

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• SZKLANE OCZY
• LORDI - Ox
• BOREALIS - Matt Marinelli
• MENSKO - Piotr Juszczak, Marcin Moroz
• HEAT AFFECTED ZONE
• STANDARD B - Dawid Kubicki, Michał Mędak
• ELVENKING - Damna

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles

POLECAMY

Nawigacja
Artykuły » Wywiady » KRUK - Piotr Brzychcy
KRUK - Piotr Brzychcy
Forum "Muzyka Duszy" to niezwykłe miejsce w polskim internecie. Z założenia ma służyć podnoszeniu świadomości muzycznej słuchaczy i artystów oraz jednoczyć miłośników wartościowej muzyki. Zapraszamy do lektury kolejnego wywiadu, który przeprowadzili użytkownicy tegoż forum. Tym razem gościem był Piotr Brzychcy z grupy KRUK.




KRUK
Piotr Brzychcy




Brzychcy



Czołem Grupo, Gościem specjalnym Muzyki Duszy jest Piotr Brzychcy (Kruk).
Witam Cię serdecznie.

Piotrek, fajnie, że do nas wpadłeś, zapytam zwyczajnie, co słychać?


Piotr Brzychcy: Cześć, Witam Ciebie Ojcze Dyrektorze, witam wszystkich uczestników Co słychać? Na razie cisza, ale jako że jestem w Warszawie to...będzie się działo będzie...itd itd:)


Maria Wańkowicz: W sezonie koncertowym graliście z występującym gościnnie wokalistą Andrzejem Kwiatkowskim, czy macie już kandydata mogącego dorównać poprzednikom, mam na myśli też osobę Tomasza Wiśniewskiego - byłego wokalistę Kruka ?

Piotr Brzychcy: W sezonie wiosenno-letnim wspierali nas Andrzej Kwiatkowski i Roman Kańtoch. To oni włożyli w nasz zespół swoje serducha. Trudno jest wybrać pomiędzy nimi, bo to naprawdę fantastyczni kolesie. Andrzej ma swój bardzo specyficzny sposób śpiewania i nadaje naszym utworom całkowicie innego wymiaru. Roman jest niczym współczesny Coverdale, który potrafi śpiewać młodego Gillana i tą magią obdarowuje nasze kawałki. Odpowiedź przyjdzie wraz z nową płytą. Musimy czuć się komfortowo z kimś, kto zagości z nami na stałe. Musi rozumieć nas, musi rozumieć moje spojrzenia jako lidera, musi być z nami na dobre i na złe, musi być członkiem naszej rodziny, wspierać nas i być wspieranym. W przypadku Andrzeja i Romana te cechy występują, więc czas i nowa płyta najlepiej to zweryfikują.


Anna Maria Świątek: Od jak dawna tak ogromne zamiłowanie do tego, co robisz? Czy jesteś tak pogodnym człowiekiem w życiu, na jakiego wyglądasz na zdjęciach, czy jest coś, co Ciebie najbardziej inspiruje w tworzeniu?

Piotr Brzychcy: Dziękuję za te komplementy. Już na wstępie się zaczerwieniłem :) Zamiłowanie do muzyki pojawiło się równolegle ze świadomością. Dzieciństwo wspominam przez pryzmat utworów Purpli, Hendrixa, AC/DC, Zeppelinów, Sabbathów, Claptona… Jeśli już jakiś obraz z dzieciństwa rodzi się w mojej głowie, to napiętnowany jest właśnie taką ścieżką dźwiękową. Już wtedy chciałem grać na gitarze. Pamiętam swoją pierwszą maleńką gitarkę zabawkową i pierwsze próby udawania Hendriksa. Grałem za plecami, zębami, a nawet językiem, nie wiedząc, ile jest dwa dodać dwa (hehehe). Czasem żałuję, że od tamtego czasu nie rozpocząłem nauki gry na tym instrumencie.

Czy jestem pogodnym człowiekiem? Myślę, że tak… kocham życie, kocham ludzi i choć bywam upierdliwym malkontentem, to jednak potrafię przed tym stanem bronić się właśnie pogodnym usposobieniem i z radością widzę, że idzie to w stronę rozwoju. Cieszę się, że mnie tak odbierasz, bo właśnie to chcę dawać ludziom i tego oczekuję od innych. Świata nie jesteśmy w stanie zmienić, ale zawsze możemy uczynić go lepszym, barwniejszym. Eksponowanie problemów, rozdrapywanie ran i narzekanie prowadzi do stanu uśpienia wrażliwości, a tego nie lubię najbardziej.
W tworzeniu najbardziej inspirują mnie życie i ludzie. Kiedy piszę dany utwór i jestem pod wpływem emocji wyciągniętych z wydarzeń, które miały miejsce, ludzi, których poznałem, sytuacji, w których się znalazłem, to zwykle moja wyobraźnia jest tym wszystkim jeszcze bardziej pobudzana. Oczywiście miłość jest fenomenalną inspiracją, każdy jej rodzaj ma na mnie ogromny wpływ i daje mi ogromne pole do popisu w tworzeniu i ogólnie w graniu.

Nowości powstają spontanicznie, nie określam kierunku, gdyż to zgubne myślenie. Staram się słuchać swojego serca i odrzucać rozum. Czasem to się udaje, czasem nie, ale jednego jestem pewien, nie potrafię być specjalistą od spekulacji i politykowania w muzyce. W pewnym sensie staram się osiągnąć stan totalnego wyluzowania, a wtedy nie obchodzi mnie, czy coś idzie w lewo czy w prawo, ważne, żeby szło do przodu, żeby było dobre.


Waldemar Nawrot: W jednym z klipów "In Reverie" wystąpił z wami Doogie White (znany z takich kapel jak Rainbow, Tank, Yngwie Mamsteen). Czy to był jednorazowy epizod we wzajemnej współpracy, czy pozostawiliście otwarte drzwi do dalszej gry?

Piotr Brzychcy: Drzwi są wciąż otwarte, pomysłów na wspólne działanie było więcej. Mam nadzieję, że czas przyniesie nam jeszcze jakieś ciekawe niespodzianki :)


Waldemar Nawrot: Szybujecie już dosyć wysoko, supporty legend Deep Purple, czy Carlosa Santany, który miał stwierdzić, że był to najlepszy support na całej jego trasie koncertowej, potwierdzają krzywą wznoszącą zespołu.

Piotr Brzychcy: Tak, nasz lot trwa i, co najważniejsze, ten ptak nie opada heheheh- sam chciałeś rock;n'rollowej jazdy bez trzymanki;) Cieszymy się z tego niesamowicie, ponieważ nasza ciężka praca została doceniona, zauważona. Oczywiście chcielibyśmy, aby Kruk był już na takim poziomie, że jesteśmy w stanie skupić się tylko na muzyce, ale i tak to, co osiągnęliśmy jest niesamowite. A stało się tak dzięki Wam, Moi Drodzy. To Wy bywacie na koncertach, to Wy jesteście z nami, kupujecie nasze płyty i wspieracie nas miłym słowem. Zawsze, gdy traciłem wiarę w to wszystko, pojawiał się ktoś, kto klepał mnie po ramieniu i mówił -grajcie dalej!!! Ostatnio po wspólnym koncercie z Acid Drinkers, Titus powiedział mi- rock'n'roll nie umrze, dopóki gra twój zespół... To niesamowicie miłe!:)


Waldemar Nawrot: Wspomniałeś mi kiedyś, że ludzie, których już nie ma w zespole, psuli atmosferę, uniemożliwiali konstruktywną pracę, przetasowania coś zmieniły, jest moc?

Piotr Brzychcy: Tak bywa, że czasem pojawia się jakaś energia, która uniemożliwia działania zespołowe... która sprawia, że zespół przestaje grać na jedną bramkę.. Moc jest zawsze, a teraz wydaje się być jej więcej niż wcześniej:)


Paweł Świrek: A w ogóle skąd taka nazwa zespołu - Kruk? Trochę mi się ona kojarzy z nazwiskiem jednego (już od dawna świętej pamięci) z założycieli zespołu 2+1

Piotr Brzychcy: Takiego skojarzenia się nie spodziewałem;) Początkowo było kilka nazw, ale okazało się, że wszystkie są już zajęte... Inspirował mnie film Kruk przesycony rockowym klimatem i taką nazwę zaproponowałem. Poza tym z krukiem związanych jest wiele legend, to absolutnie mistyczne stworzenie... a zatem wpasowało się w nasze potrzeby – znalezienie nazwy dla zespołu:)


Waldemar Sławomir Kruczyk: Mistrzów gry na gitarze cechuje ich technika grania , ale też często brzmienie instrumentu... Czy myślałeś czasem nad wynalezieniem takiego niepowtarzalnego brzmienia jak np. brzmienie wiosła Dave - a Evansa z U2..?

Piotr Brzychcy: Niepowtarzalne brzmienie przychodzi w pewnym momencie samo. Dlatego muzycy tak często zmieniają sprzęt, szukając ciągle czegoś nowego. To nas inspiruje i rozwija. Ja akurat jestem zwolennikiem prostoty, czyli gitara & kabel & wzmacniacz. Jeśli używam efektów, to jest to głównie delay i wah wah. Nie kręci mnie zniekształcanie klasycznego brzmienia gitary wpiętej we wzmacniacz lampowy. Być może kiedyś zacznę eksperymentować z różnymi efektami, bo prób mam już za sobą kilka, jednak dotychczas brakowało mi cierpliwości. Uważam też, że brzmienie tych mistrzów gitary leży głównie w ich palcach. Dlatego Blackmore na każdej gitarze zabrzmi jak Blackmore, Page jak Page itd. itp.


Waldemar Sławomir Kruczyk: A ja wierzę, że zabrzmisz oryginalnie - czuć Twoją waleczność i charyzmę...cierpliwie będę kibicował... Sposób błądzenia po gryfie - to klucz każdego artysty - to fakt i oryginalne brzmienie jest tylko dodatkiem...ale JAKIM !! :)

Piotr Brzychcy: Piękne dzięki:) obiecuję, że nie zawiodę :)


Waldemar Sławomir Kruczyk: Piotrze ...dla mnie już jesteście wielcy!!! Dużo było tutaj napisane o waszych supportach przed wielkimi tego świata - a WY??? Kogo najbardziej widzicie w przedmowie przed waszym koncertem i oczywiście dlaczego właśnie "oni"??

Piotr Brzychcy: Oj, to jest bardzo ciężkie pytanie... jest wiele zespołów, z którymi chętnie byśmy zagrali, ale czy przed nami, czy po nas...to jest rzecz względna. Nie mam takiego parcia, aby grać po kimś, chociaż zawsze jest apetyt na status 'jestem ważny'...a co do nazw...chętnie zagrałbym z Ceti, TSA, Dżemem, Turbo, Katem....


Waldemar Sławomir Kruczyk: W waszej muzyce słychać wyraźnie uwielbienie dla wielkiej rockowej legendy....czy nie czujecie się czasem - jak ambitny aktor, który kojarzony jest głównie z jednym mega - serialem..?

Piotr Brzychcy: dokładnie tak, ja też ciągle czuję, że przed nami wielka niewiadoma i to mnie nawet rajcuje...ale tradycje pewnie zawsze będą zachowane :)


Waldemar Nawrot: Niedawno gościłeś w audycji "Minimax" Piotra Kaczkowskiego, z pewnością jest to ogromne wyróżnienie dla Twojej pracy artystycznej. Powiedz... jakim człowiekiem jest Pan Piotr? Jak go odebrałeś?

Piotr Brzychcy: Piotr (na wstępie zaznaczył 'tylko nie mów do mnie na Pan') jest człowiekiem, który kocha muzykę jak nikt inny. Miałem okazję poznać go kilka razy i zawsze odnosiłem dokładnie to samo wrażenie. Nigdy nie zapomnę jak emocjonalnie odebrał moją opowieść o Santanie. Widziałem w jego oczach wzruszenie i uzmysłowiłem sobie, że pomimo tylu lat pracy w zawodzie wciąż jest tym wszystkim nakręcony. To niesamowita sprawa. Dla mnie Piotr Kaczkowski to taki Eric Clapton polskiego eteru :)


Anna Maria Świątek: Czy jesteś troszkę szalony? Tak pozytywnie?

Piotr Brzychcy: Oj, niestety jestem całkowicie szalony i czasem trudno mi z tym walczyć... z drugiej strony lepiej być szalonym niż ponurym i zamkniętym... prawda ? :)


Waldemar Nawrot: Piotr, odejście Tomka Wiśniewskiego z roli wokalisty, było z pewnością jakimś tąpnięciem dla zespołu. Jakby nie spojrzeć, wokalista jest często wizytówką grupy. Powiedz, czy zastąpiliście Tomka nowym, stałym wokalistą, czy wciąż trwają poszukiwania?

Piotr Brzychcy: Ludziom raz ze sobą po drodze, a raz nie... my już od jakiegoś czasu czuliśmy, że ta przygoda w tym czasie się kończy, być może kiedyś znów się spotkamy... Mamy fantastycznych chłopców - Andrzeja Kwiatkowskiego i Romana Kantocha... cały czas wsłuchujemy sie w chętnych, którzy do nas piszą... płyta będzie odpowiedzią na to, kto zostanie, bo będzie ogromnym wyzwaniem dla każdego z nas:)


Waldemar Nawrot: A właśnie, kiedy można się spodziewać nowego albumu spod znaku kruczo-czarnych skrzydeł?

Piotr Brzychcy: Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to premiera już 16 maja :)


Waldemar Nawrot: Mam rozumieć, że są już nagrane częściowo konkretne utwory na płytę?

Piotr Brzychcy: Nagrywamy tzw. piloty....właściwa sesja nagraniowa zaplanowana jest na luty/marzec:)


Arkadiusz Krakowski: Czekamy na Sygnał z Magicznego Lasu KRUKA... :)

Piotr Brzychcy: Będziem 'krakać' ;)


Arkadiusz Krakowski: Piotr ... skąd czerpiesz swoją radość...która emanujesz na wszystkie strony... i jaki wpływ na to ma Twoja wewnętrzna duchowość i przeżywanie? Bo jeśli ktoś ma takie podejście do muzyki...to za tym na pewno stoi coś lub ktoś więcej?

Piotr Brzychcy: Jestem urodzonym optymistą, więc, niestety, nie podzielę się sekretną recepturą... czasem jest mi z tym naprawdę dobrze, a czasem jest pod górkę, bo pojawia się choćby naiwność, która idzie czasem w parze z wiarą w ludzi. Moja wewnętrzna duchowość to zupełnie inny rozdział... :)


Arkadiusz Krakowski: Jak przebiegała współpraca przy nagrywaniu albumu ”It Will Not Come Back” anno domini 2011 ze szkockim wokalistą i kompozytorem Doogie White. Znanym ze współpracy z formacjami (ex.Rainbow, Yngwie Malmsteen, Tank). Jakim Artystą jest Doogie i co sobą według Ciebie Reprezentuje jako Wokalista i w takim ludzkim wymiarze , jako Człowiek?

Piotr Brzychcy: Pomysł na takiego, a nie innego gościa specjalnego narodził się podczas podpisywania kontraktu w siedzibie firmy MMP. Zareagowaliśmy na to z dużą zachłannością, chyba do końca nie wierząc w to, że te słowa mogą stać się ciałem. Jednak już po kilku tygodniach wysyłaliśmy Doogie’mu utwór i chyba wciąż nie do końca wierzyliśmy w to, że zechce w nim zaśpiewać. Okazało się, że utwór bardzo mu się podoba i chce to z nami zrobić. Radość była ogromna, zwłaszcza gdy utwór wrócił ze Szkocji z dobranymi wokalizami Doogie’go. Konaliśmy ze szczęścia. Wtedy nie mieliśmy okazji poznać się osobiście, a wszystkie sprawy załatwiane były przez wytwórnię. Kilka miesięcy później Doogie wylądował w Katowicach, aby podczas Metal Hammer Festival zagrać z zespołem Tank. Zaproponowaliśmy wspólny teledysk, a wytwórnia stanęła na wysokości zadania i dzień przed Metal Hammer Festivalem skręciliśmy kilka ujęć z Doogim. To fantastyczny facet, który całkowicie nas wyluzował. Słuchaliśmy jego opowieści o Rainbow z otwartymi ustami, a on widząc nasz entuzjazm zasypywał różnorakimi anegdotami. Niesamowicie pozytywny człowiek. A cała ta przygoda jaka nas spotkała śmiało wpisuje się w księgę największych spełnionych marzeń.


Arkadiusz Krakowski: Czy mógłbyś przybliżyć Nam temat związany z promocją filmu ”Chopin’s Story By Ian Gillan From Deep Purple”?

Piotr Brzychcy: Wszystko zaczęło się od znajomości z Marcinem Rybackim, który jest przyjacielem Iana Gillana. Marcin zajmował się promocją tego filmu. To on zapoznał nas z reżyserem â Jurkiem Szkamrukiem, który na moją propozycję, aby zorganizować prapremierę filmu połączoną z koncertem Kruka, zareagował bardzo entuzjastycznie. Ian kojarzył nas z koncertu jaki wspólnie zagraliśmy w Dolinie Charlotty i też pobłogosławił nasz pomysł. Żeby tego było mało, tuż przed koncertem nagrał specjalną video wiadomość dla wszystkich uczestników tego wydarzenia. Były wtedy spore szanse na to aby Ian osobiście pojawił się podczas naszego koncertu, ale pechowo pokrywało się to z koncertami zespołu Deep Purple. Fantastyczna


Arkadiusz Krakowski: Jak współpracuje się z takiej Klasy Amerykańską Artystką, Damą bluesa jak Debbie Davies?

Piotr Brzychcy: Na pierwszym naszym wspólnym koncercie, który odbył się w Krakowie Debbie zdawała się być zdystansowaną i dosyć zamkniętą osobą. Ale okazało się, że to problemy wynikające z organizacji trasy sprawiły, że była taka oziębła. Pamiętam, że zabroniła wtedy robienia zdjęć, co mocno nas zszokowało. Później jak już się poznaliśmy to okazało się, że jest bardzo sympatyczną osobą. Jest oczywiście twarda i w kasze nie da sobie dmuchać, jak na gorącą krew przystało potrafi walnąć pięścią w stół i nawet najtwardsi miękną, niczym w typowych amerykańskich westernach hehehe. Nigdy nie zapomnę tego jak w Warszawie podeszła do mnie i do wokalisty, i w naprawdę miłych słowach pochwaliła nas za to co zaprezentowaliśmy.


Arkadiusz Krakowski: Artysta tworzy zarówno dla siebie , ale przede wszystkim dla Odbiorcy. Każdy dąży do tego, aby Jego Przekaz trafił „Pod strzechy”. Pragnie , aby Jego Twórczość była zadowoleniem dla Słuchaczy. Jakie były Twoje pierwsze wrażenia i odczucia , kiedy dowiedziałeś się , że Zespól Kruk jest bardzo pozytywnie oceniany przez krytyków prestiżowego i branżowego Magazynu Metal Hummer .W jaki sposób na Ciebie wpłynęła popularność. Jak się z tym czujesz?

Piotr Brzychcy: Z Darkiem Świtałą, redaktorem naczelnym tego magazynu znam się od lat. Darek jest jednak taką postacią, którą nijak nie idzie przekonać jeśli sam czegoś nie poczuje. Pamiętam, że nawet do naszej płyty „Memories” nagranej z Grzegorzem Kupczykiem, odnosił się z dużym dystansem. I nigdy nie zapomnę tego jak wysłałem mu dwa pierwsze utwory z „Before He’ll Kill You”. Pamiętam, że nie dostałem od niego żadnej odpowiedzi i sądziłem, że zwyczajnie mu się nie podoba. Nagle zauważyłem, że ma w opisie gadu gadu tytuł naszej płyty z wykrzyknikami. Wieczorem tego samego dnia poprosił o całą płytę, więc wysłałem mu ją na maila w formie mp3, a było to na kilka tygodni przed premierą. Tak bardzo spodobała mu się ta płyta, że od razu wrzucił ją do Metal Hammera jako płytę miesiąca. To był dla nas dziki szok. Nawet przez chwilę o tym nie marzyliśmy. Tak więc od samego początku mamy dobrą prasę, którą przekuwamy na energię do dalszej pracy. To naprawdę niesamowita sprawa. Masz absolutną rację, że każdy twórca marzy o tym aby znaleźć odbiorców, my mamy to ogromne szczęście, że ta grupa naszych odbiorców ciągle rośnie i są to naprawdę fantastyczni ludzie. Tak samo jak my kochają muzykę. Nie ma podziału na ważniejszych lub mniej ważnych. Nie odczuwam popularności, nie wiem jak smakuje, czuje się wciąż tym samym siedemnastolatkiem błądzącym tropem swoich marzeń, chodzącym z głową w chmurach. Chcę zarażać swoją muzyką, chcę przekazywać ją ludziom, ale nie potrafię jeszcze ocenić, czy to, że mam dzięki temu większe grono znajomych to już popularność.


Arkadiusz Krakowski: Każdy młody chłopak , kiedy sięgnie za instrument , marzy , aby w przyszłości zagrać Koncert Życia u boku zespołu , którego słuchał w dzieciństwie , z którego czerpał inspiracje i wzorce do gry, dzięki któremu sięgnął po owoc Muzyki. Który do tej pory swój występ i obok jakiego zespołu uważasz za Koncert swojego Życia ? Z kim chciałbyś jeszcze zagrać?

Piotr Brzychcy: Bez wątpienia największym wydarzeniem był występ u boku ukochanych Deep Purple w Dolinie Charlotty. To było bajkowe spełnienie najpiękniejszych snów. Nigdy tego nie zapomnę i zawsze będę uważał, że to jeden z najważniejszych momentów w moim życiu. Nadzwyczaj ważnym koncertem był dla Kruka występ u boku UFO w 2007 roku. Byliśmy wtedy znani głównie z coverów, a na scenie zaprezentowaliśmy przede wszystkim nasz niewydany jeszcze materiał. Publiczność czekająca na legendę hard rocka nie często domaga się bisów od zespołów supportujących. Nas warszawska publiczność tym obdarowała. Nawet nie wiesz jakich wtedy dostaliśmy skrzydeł. Dodając do tego przychylne słowa muzyków UFO i same pozytywne relacje w mediach… byliśmy wniebowzięci hehehe
Nie mógłbym w tym miejscu nie wspomnieć o koncercie jaki zagraliśmy z Carlosem Santaną… To był także koncert życia. Trudne pytanie, na które nie da się odpowiedzieć jednoznacznie hehehe
A z kim chciałbym zagrać â oczywiście z reaktywowanym składem Led Zeppelin…. Wybaczcie mi moje nieprzyzwoite popędy, ale przecież pomarzyć piękna rzecz


Arkadiusz Krakowski: Jako Gitarzysta , słuchałeś różnych Gitarzystów w przeszłości. Co skłoniło Ciebie do wyboru właśnie tego instrumentu ? Na jakim sprzęcie zaczynałeś swoją przygodę z gitarą. Jakich gitarzystów cenisz najbardziej? Na jakim sprzęcie grasz dzisiaj. Jak jest Twoja ulubiona marka gitary i wzmacniacza?

Piotr Brzychcy: Gitara zawsze miała w sobie jakąś magię, zawsze pobudzała moją wyobraźnię i sprawiała, że świat nabierał dodatkowego wymiaru. Mój świętej pamięci wujek, który mieszkał w tej samej kamienicy, w której dorastałem, miał gitarę akustyczną, którą od czasu do czasu pożyczał mój ojciec żeby pograć proste bluesy. Dni, w których ta gitara była u nas w domu były dla mnie dniami świętymi. Czasem zastanawiam się, czy to ja wybrałem gitarę, czy ona wybrała mnie. Kocham ten instrument i wiem jak ubogim człowiekiem w sensie emocji i wrażliwości byłbym gdyby nie ta przygoda.
Zaczynałem na malutkiej gitarce zabawkowej hehehe Dalej była rosyjska gitara akustyczna, którą mam do dziś! Pierwsze postawione dźwięki, pierwsze melodie, pierwsze akordy... pamiętam jakby to było wczoraj. Nie wkręcała mnie jednak gitara akustyczna dlatego na lata zapomniałem o gitarze. W wieku lat 15 znów temat powrócił, od znajomego rodziców, który przy okazji był znakomitym gitarzystą, kupiłem gitarę z napisem Washburn. Przypominała do złudzenia Gibsona SG. Pierwszy piec to oczywiście radio i ręcznie robiony fuzz. Później był mini piecyk, którego nazwy firmy nie pamiętam, dalej był wzmacniacz Vermona i w końcu przyszedł czas na pierwszy piecyk Marshalla. Szczęście było ogromne, ale szybko minęło, bo piecyk nie dość, że nie brzmiał tak jak bym chciał, to jeszcze ciągle się psuł. Wtedy spotkałem na swojej drodze wzmacniacze firmy Engl, na których gram do dziś. Możecie pomyśleć, że znów nie potrafię znaleźć własnej drogi i niczym papuga pobiegłem śladami Ritchie Blackmorea, ale z ręką na sercu - nigdy nie grałem na lepszych wzmacniaczach. Nie ma dla mnie znaczenia kto na nich grał i gra… są po prostu fenomenalne i to się liczy, dlatego wciąż przy nich trwam. Jeśli chodzi o gitary to Fender zawsze był mi najbliższy, ale uwielbiam też mojego PRSa Custom 22, na którym sporo nagrywam. Ostatnio zaprzyjaźniłem się także z Gibsonem Les Paul Custom i choć zawsze wydawało mi się, że nie jest to gitara dla mnie, to obecnie mam inne zdanie i bardzo lubię wykonywać niektóre utwory właśnie na niej.
Słuchałem i słucham wielu gitarzystów. Najważniejsze nazwiska to oczywiście Ritchie Blackmore, Jimi Page, Jimi Hendrix, Eric Clapton, Carlos Santana i Tony Iommi. Cenię ich za własny niepowtarzalny styl i przeogromny dar pisania ponadczasowych utworów.
Krakowski Alchemik : Ja także chciałbym jeszcze w swoim Życiu zanim spopielą na proch moje kości i rozrzucą na Wietrze...stanąć wśród widowni na Koncercie Życia pt. LED ZEPPELIN ....


Arkadiusz Krakowski: Wychowałem się na Muzyce m.in. Led Zeppelin, Deep Purple i Black Sabbath. Wiem jak to jest być na Koncercie swojego ukochanego Zespołu. Jak to jest , zagrać na jednej scenie obok takiej sławy jak Deep Purple. Jakimi Artystami i jakimi ludźmi są Muzycy z zespołu „Głęboka Purpura” ? Jak to jest mieć na swoim koncie wspólne występy z takimi gigantami rocka jak: Whitesnake, UFO, Thin Lizzy, Uriah Heep, Eric Burton, Artur Brown, Paul Rodgers, Alcatrazz, Saxon Oliver/Dowson?

Piotr Brzychcy: Doskonale wiem o co pytasz… ten temat zdaje się nie mieć końca, ale kto chce aby najpiękniejsze sny się kończyły? To wszystko jest za nami i tylko wspomnieniami możemy wciąż ożywiać tamte chwile. Jak to jest? To fenomenalne uczycie uniesienia, które sprawia, że zapominasz o każdym problemie, czujesz jak Twoje serce przepełnia całkowita radość, a umysł chłonie każdy skrawek tego co się dzieje. Teraz pisząc o tym nabieram przekonania, że jestem cholernym szczęściarzem, bo to co się wydarzyło brzmi wręcz nierealnie. Dostaliśmy przepiękne prezenty od losu!!!
Muzycy Deep Purple, to ludzie, którzy cieszą się życiem. Ich postawy nie mają nic wspólnego z postawami nadąsanych gwiazd rocka. To ludzie, którzy łamali czasoprzestrzeń muzyczną, a wciąż potrafią twardo stąpać po ziemi i docenić zwykłego śmiertelnika. Mają w sobie dużo pokory i radości życiowej. Można się ich postawami inspirować, można się od nich uczyć, bo w zderzeniu z dzisiejszym modelem gwiazdy rocka, zdają się być jednostkami ponadprzeciętnie wyjątkowymi.
Krakowski Alchemik Pięknie to powiedziałeś ...takie Odczuwanie to Poezja....to Coś, co daje Nam w Życiu Zadowolenie I Szczęście , dzięki czemu zbliżamy się do Architekta Nieboskłonu Błękitu Rzeczywistości...


Arkadiusz Krakowski: W całym przebiegu kariery stajemy w obliczu zarówno ocen pozytywnych , jak i miażdżącego głosu krytyki. Zawsze miłe jest jak Ktoś doceni, to co robisz w Życiu , to co Tworzysz w Życiu. Zwłaszcza jeśli pada to z ust samego Carlos Santana. To tak jakbyś został uhonorowany Głosem jednego z największych Artystów i jednego z najlepszych Gitarzystów. Jakie to uczucie, jeśli Ktoś takiego formatu mówi o Tobie takie Słowa ? Może utkwiła Tobie w pamięci jakaś ciekawa wymiana zdań z Carlos Santana?


Piotr Brzychcy : Carlos zszedł do nas na scenę w trakcie utworu 'Rzeczywistość’. To był w zasadzie taki rozbudowany początek, który przeciągałem w nieskończoność widząc, że biały kapelusz Carlosa zmierza ku nam. Gram w tym momencie takie delikatne, improwizowane solo, które nagle w obliczu tej sytuacji nabrało całkowicie nowego wymiaru. Czułem, że gram rzeczy, których w normalnych warunkach nie byłbym w stanie zagrać, że nie kontroluję swojej wyobraźni, która pobudzoną tą sytuacją daje całkowity upust w dźwiękach. Wtedy na scenie, kilka metrów od nas, z uśmiechem na twarzy, stanął sam Carlos Santana…spontanicznie podbiegłem z tymi dźwiękami do niego i uścisnąłem mu dłoń…to był dłuższy uścisk, gdyż on nie wypuszczał mojej dłoni mówiąc 'masz w sobie piękne dźwięki, twoja gitara śpiewa, to wszystko jest w twoich palcach, musiałem tu zejść i to zobaczyć’. To nie był dialog, to był monolog, nie potrafiłem powiedzieć więcej niż trzy razy 'thank you’, a łzy wręcz cisnęły mi się do oczu. Nawet teraz to przez chwilę znów poczułem. Niesamowite! Nagle zostałem na scenie sam, uniesienie było tak ogromne, że poczułem szum w uszach i totalny brak koncentracji. Poczułem jak uginają się moje kolana i głowę zalewa myśl 'niech ten koncert się już skończy’. Był taki moment kiedy przestałem to wszystko ogarniać. Oczywiście trzeba było grać dalej, ale cały ten utwór musiałem się układać od nowa. Przekonywać samego siebie, że to ogromne szczęście, które ma mnie pobudzić, a nie rozłożyć emocjonalnie. Dałem radę dzięki publiczności, która podsycona gestem Santany nagradzała nas ogromnym aplauzem. Nigdy tego nie zapomnę. Pamiętam jeszcze taką myśl - 'stoję na scenie z jednym z najlepszych gitarzystów świata, z żywą legendą, z uczestnikiem Woodstock 1969’ i wtedy przeniosłem się myślami i wyobraźnią z Festiwalu Legend Rocka na Woodstock 69. To było niczym objawienie!

...znów to wszystko żyje w moich myślach - dzięki:) pięknie Ci dziękuję za te słowa obym Ciebie, Was i siebie nigdy nie zawiódł...taka opinia daje mi jednak mnóstwo siły do tego aby trwać w tym wszystkim. Czytając Twoje pytania, wyzwoliłem w sobie małego chłopca, którym kiedyś byłem i za to pięknie Ci dziękuję!!!!\


Beata Iżykowska: Ja tak trochę z innej beczki, jestem fanką Deep Purple ....co sądzisz o ich ostatniej płycie ?

Piotr Brzychcy: Ostatnia płyta jest bardzo dobra, pokazuje, że prawdziwy rock nigdy nie odchodzi na emeryturę. W moim odczuciu nie osiągnęła jeszcze poziomu "Purpendicular" i "Bananas", ze składu z Morse'm, ale jest naprawdę dobra. Czas wystawi jej najwłaściwszą ocenę. Co ciekawe, utworki w wersjach koncertowych z tej płytki, wyrywają z butów :)


Krzysztof Godziszewski: Przepraszam, jeśli powielę pytanie... z jakiego miasta pochodzi zespół i czy? kiedy? zawita do Łodzi? Dzięki :)

Piotr Brzychcy: pochodzimy z Dąbrowy Górniczej:) Graliśmy w Łodzi raz i to był koncert, który mam głęboko w sercu. Z chęcią tam wrócimy :) Jest opcja, że na przełomie luty/marzec uda się do tego doprowadzić:)


Waldemar Nawrot: Piotr, do którego ze swoich numerów macie szczególny sentyment i dlaczego? Który z kawałków najbardziej lubicie grać na koncertach?

Piotr Brzychcy: każdy kawałek ma swój klimat, wiąże się z szczególnymi wspomnieniami:), nie chcę ich wyróżniać, bo to takie trochę moje dzieci - nie chcę być dla nich zbyt srogi ;)


Waldemar Sławomir Kruczyk: To może pytanie z innej beczki... na czym teraz grasz... i na czym byś chciał zagrać??

Piotr Brzychcy: gram na dwóch Fenderach, jeden to standard, drugi to sygnaturka Claptona...gram na PRS'ie CUstom 22 i Gibson Les Paul Custom oraz akustyczna gitarka Furch :) Jesli chodzi o wzmacniacze, to od lat Engl i tylko Engl :) Nie ma takiego sprzętu, na którym chciałbym grać...jeśli już zakochuję się w jakiejś kolejnej gitarze, to dzieje się to bardzo spontanicznie - wtedy nie mogę spać.


Waldemar Nawrot: Piotrek, przyjaźnicie się prywatnie z Deep Purple? Są jakieś perspektywy zagrania wspólnego koncertu?

Piotr Brzychcy: W tym temacie wydarzy się niebawem pewna sytuacja, o której, niestety, teraz nie mogę mówić... czy przyjaźń... hmmm, to duże słowo. Oni nas kojarzą już, a my ich ;) ...ale bardzo chciałbym, Waldku!


Waldemar Sławomir Kruczyk: Widać wyraźnie ,że jesteś zwolennikiem rocka w czystej postaci - widać i czuć tę wierność brzmieniu... które niestety psują pseudoartyści z modulowanym głosem - na których słowo Opole kiedyś działało jak płachta na byka, ponieważ trzeba było śpiewać czysty LIVE... No właśnie...czy krążą w Twojej głowie pomysły - jak oczyścić rockową muzykę... czy wyobrażałeś sobie wdrożenie takiego pomysłu...?

Piotr Brzychcy: Wielokrotnie podejmowałem takie próby, wielokrotnie starałem się podłożyć pod ten dziwny rynek tylko po to, aby propagować prawdziwego rocka. To ciężka kwestia, ogrom pracy i obawiam się, że to syzyfowa praca, ale obiecałem sobie, że dalej będę walczył, bo to wszystko ma sens! Przykładem na poziom naszych mediów mainstream'owych jest to, co wydarzyło się podczas koncertu Kruka z Carlosem Santaną. Zamiast ogłosić wszystkim, że jest w tym kraju zespół, który został doceniony przez takiego tuza gitary, to olali nas całkowicie. Piotr Kaczkowski jako jedyny zaprosił mnie do swojej audycji... reszta udawała, że nie było tematu... wyobrażacie to sobie? Tak czy siak, trzeb działać i wierzyć w to, że z każdym razem jest więcej mocy i więcej 'nawróconych' na właściwą drogę ;)


Ela Kolesińska: Rock to miłość wiara przekonanie i entuzjazm...
Czy masz w sobie te cechy??? Czy praca nad nową płytą daję tak samo tyle radości jak dawniej nad pierwsza?


Piotr Brzychcy: Bez tych cech byłbym nikim. Te cechy to światełka w ciemnym tunelu zalanym współczesnością, która nie zawsze nastawiona jest na człowieka. Bez miłości człowiek usycha, bez wiary jego życie traci sens. Natomiast entuzjazm to najlepsze paliwo, jakie człowiek ma w zasadzie na każdym kroku pod ręką. Dla mnie osobiście te cechy to taki planetarny układ, który funkcjonuje niczym doskonały organizm. Każde pojęcie jest tak szerokie jak droga stąd na księżyc, dlatego nie warto poprzestawać na tym co się posiada tu i teraz. Warto ciągle szukać, pracować i odkrywać. Praca nad każdą nową płytą daje mi sumę poprzednich radości. To ciągle we mnie rośnie, choć nie ukrywam, że największą radość zapewniają mi ludzie, którzy we mnie wierzą, którzy sprawiają, że czuje w sobie siłę do pracy i energię do życia. Tych ludzi jest coraz więcej, a zatem i radości jest coraz więcej. Już nie mogę doczekać się jak w przyszłym roku wejdziemy do studia, aby nagrywać kolejny album. Również gorąco pozdrawiam :)


Waldemar Sławomir Kruczyk: Gdybyś miał określić to, co gracie jednym słowem - to jakie słowo byś dobrał...?

Piotr Brzychcy: Wydaje mi się, że jedno jedyne i najwłaściwsze słowo to ROCK! Gdybym miał jednak posłużyć się określeniem mniej oczywistym to użyłbym słowa GŁĘBIA… a to dlatego, że zawsze staramy się, aby nasza twórczość miała swoja złożoność, która nie jest jednoznaczna, którą każdy odbiera na swój niepowtarzalny sposób. Tak, to byłoby idealne słowo… dodać do tego uwielbienie dla 'Głębokiej Purpury’ i wszystko staje się jasne :)


Waldemar Sławomir Kruczyk: Czytałem i słuchałem kilka wywiadów z wami - zespołem ...i odniosłem wrażenie ,że jesteś trochę ( a może więcej niż trochę ) zazdrosny o muzykę , którą stworzyliście - jak byś się odniósł do takiej tezy...?

Piotr Brzychcy: Zazdrość to negatywna cecha… i jeśli odkrywamy już swoje dusze, to tak, jestem człowiekiem zazdrosnym. Może nie tyle jestem, co nim bywam, gdy przestaję się kontrolować. Czy jednak jestem zazdrosny o muzykę, którą stworzyliśmy? To bardzo wielowątkowe stwierdzenie. Powiem więc tak… czasem jestem zazdrosny, jak obserwuję polski rynek muzyczny i jakaś miernota osiąga sukcesy, których nam nigdy nie było dane osiągnąć. Żeby nie było, wcale nie uważam, że Kruk to zespół pierwszoligowy, któremu należy się piedestał chwały. Mnóstwo pracy przed nami, niemniej są gorsi, którzy mają więcej szczęścia, kasy albo kontaktów i wtedy odczuwam zazdrość, choć nie wiem, czy nie mylę tego pojęcia z bezsilną złością. Poza tym wszystkim, mam pewną świadomość i nie jestem zachłanny, to, co osiągnęliśmy, grając hard rocka jest w tym kraju ewenementem. To, jak los bywał dla nas hojny, jest ogromnym szczęściem. Ta świadomość gasi zwykle zazdrość i uzmysławia mi, że owszem, chcę więcej, ale i tak jestem szczęśliwy. Mam nadzieję, że dobrze zinterpretowałem Twoją myśl!


Paweł Świrek: Dobry wieczór. Kiedy zagracie koncert w Krakowie?

Piotr Brzychcy: Marzy nam się koncert w Krakowie, ale wszystko zależy od sprzyjających okoliczności. Jeśli tylko nadarzy się taka okazja, to z największą ochotą zagramy w Krakowie. Osobiście uwielbiam tam grać i zawsze są to dobre koncerty i fajne wspomnienia. Jest spora szansa, że na przełomie lutego i marca zagramy trasę koncertową, a wtedy jednym z punktów obowiązkowych będzie właśnie Kraków. Trzymajcie za to kciuki :)


Waldemar Nawrot: Piotr, było ogromnie miło, że wpadłeś do nas, że tyle fajnych rzeczy opowiedziałeś o sobie, o zespole. Będzie super, jeśli kiedyś znowu się spotkamy tutaj, w Muzyce Duszy, i pogadamy. Życzę samych sukcesów, ale przede wszystkim owocnych inspiracji przy tworzeniu kolejnych płyt.
Dziękuję Wszystkim za uczestnictwo, Piotrowi za przybycie do nas. Dziękuję Arkowi Krakowskiemu za wsparcie techniczne. Do zobaczenia na kolejnym spotkaniu. Pozdrawiam.


Piotr Brzychcy: To ja WAM jeszcze raz bardzo, bardzo, bardzo DZIĘKUJĘ!! :)

Marta Turska: Panie Waldku, my również bardzo dziękujemy za tę możliwość! Pozdrawiam serdecznie. :)

Wywiad przeprowadzony 16.11.2013r
forum Muzyki Duszy

Forum "Muzyka Duszy" znajdziecie tutaj: https://www.facebook.com/groups/508547919173589/
Komentarze