01.06.2020
RECENZJE
WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - I » Iced Earth - 2013 - Plagues of Babylon
Iced Earth - 2013 - Plagues of Babylon
Iced Earth - 2013 - Plagues of Babylon

1. Plagues of Babylon
2. Democide
3. The Culling
4. Among The Living Dead
5. Resistance
6. The End?
7. If I Could See You
8. Cthulhu
9. Peacemaker
10. Parasite
11. Spirit of the Times
12. Highwayman
13. Outro

Rok wydania: 2013
Wydawca: Century Media
http://icedearth.com/




Nowa płyta Iced Earth nie do końca była dla mnie zaskoczeniem... Zaskoczył mnie fakt, iż pomyliłem się co do oczekiwań, wiedziony opublikowanymi dwoma utworami promującymi krążek w sieci. Na początku wydawało mi się, że zespół pokłonił się w stronę cięższego grania vide „Burnt Offerings”. I takie zresztą opinie ferowałem wśród znajomych. Okazuje się jednak, że płyta jest bardzo melodyjna. Coś co zapoczątkowała „Dystopia”, czyli próbę pogodzenia fanów oblicza grupy zarówno z czasów Barlowa jak i Owensa, otrzymujemy i tym razem.

Dla każdego coś miłego, czyli jest tu w pierony ciężkich riffów i sporo mroku ("Plagues..."), choć jakby mniej łamańców które wcześniej charakteryzowały zespół. Bodaj więcej niż kiedykolwiek w historii zespołu uświadczymy tu efektów deja vu. Pomagają w tym identyczne patenty, których użyto niegdyś (dzwon w utworze tytułowym)... a tam gdzie postawiono na klimat i smaczki, całość przywodzi na myśl okres płyt, do których zespół nie wracał nader chętnie - czyli "Horror Show" i albumu coverowego, takież skojarzenie wywołuje u mnie "Peacemaker", czy też euforyczny "Highwayman" z gościnnym udziałem Russella Allena i Michaela Poulsena. Te dwa kawałki to po prostu istny heavy rock . Nie zabrakło zwolnień ("Cthulu"), ale nie pojawia się ballada... nawet taka z przyspieszeniem w trakcie.

Z jednej strony płyta jest przewidywalna, z drugiej bez wątpienia trafi w gusta sympatyków zespołu, umiejętnie balansując na granicy elementów już niegdyś zastosowanych... i te rejony przeszczepiając na nowy grunt.
Nieuczciwym byłoby wychwalanie nowej płyty ponad wysoką przeciętną w dyskografii Iced Earth, ale nowy krążek sprawia słuchaczowi cholerną frajdę. Melodie zapadają w pamięć... od riffów, dzwonią wkręty w samochodzie (jeśli tylko zabierzecie płytę w podróż). Poza tym dochodzę też powoli do wniosku, że gdybym tworzył kompilację typu "best of" kilka kawałków z nowej płyty swobodnie by się na niej znalazło.

Na koniec... wkurza mnie "Outro". Może zdziadziałem, ale nie bawi mnie to... tym bardziej, dwie płyty pod rząd. Album kupię na pewno i postawię na półce, ale słuchał jej będę zapewne z urządzenia przenośnego, skąd skasuję ostatni track.

Tym razem niewidomą nie jest głos Glocka, więc może odszedł element zaskoczenia i huraoptymizmu. Zatem jaka jest ocena? Uczciwa PRAWIE bardzo dobra. Choć możliwe że w zestawieniu rocznym pobije kilka płyt z wyższymi notami.

7,75/10

Piotr Spyra



Komentarze