24.02.2020
RECENZJE
OZZY OSBOURNE - Ordinary Man


BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - C » Captain Jacobs - 2014 - Good Luck... You Need It!
Captain Jacobs - 2014 - Good Luck... You Need It!
Captain Jacobs

01. Rain
02. Here We Are
03. Child Of The Night
04. Fantasy Girl
05. Born Wild
06. We Drink Beer
07. Blue Emerald
08. 45 Minutes Song
09. Al Goes To Hollywood
10. Run Run Run

Rok wydania: 2014
Wydawca: Revalve Records
http://www.captainjacobs.com/





Trzech Włochów i jedna gorąca Włoszka – jaką muzykę może grać taki zestaw? Wyjścia jak się okazuje są dwa. Może być pełne golizny pop/disco lub… ognisty hard rock! Formacja Captain Jacobs postawiła na to drugie i robią to znakomicie!

Założony roku 2011 kwartet debiutuje za sprawą Revalve Records płytą „Good Luck… You Need It” I trzeba przyznać, że od brzmienia po jakość samych kompozycji jest bardzo dobrze. Muzyka wypełniająca to wydawnictwo to dziesięć niezwykle przebojowych i ognistych utworów utrzymanych w stylu muzyki Kiss z lat 90-ych. Mamy ten sam ogień i rockowy feeling a do tego wokalista Mateo Fabris ma głos łudząco podobny do Paula Stanleya. Kiss to jednak nie jest jedyny „wskaźnik” – „45 Minutes Song” brzmi niczym ballada, która nie znalazła się na “Load/Reload” Metalliki a nestępujące po niej „Al Goes To Hollywood” to głęboki ukłon w kierunku Thin Lizzy. Ta płyta to taki samograj idealny do samochodu – przebojowa, nienachalna muzyka, która wśród tłumu niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale słuchanie jej to czysta przyjemność.

Na okładce widzimy kobiecą dłoń trzymająca granat i już ten obrazek oddaje ducha tego wydawnictwa. Są kobiety, jest sex, jest wybuchowy klimat – bardzo fajna pozycja!

8/10

Piotr Michalski
Komentarze