27.02.2020
RECENZJE
CETI - Oczy Martwych Miast

KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - B » Bastardogs - 2014 - No Pain No Gain
Bastardogs - 2014 - No Pain No Gain
Bastardogs

1. N.U.S.U.
2. Sex Machine
3. Last Night
4. Bad Dogs
5. Drinkin' My Brain Off
6. Snakehead
7. Edge of Youth
8. The Pit
9. Bite You Down
10. Zombietown

Rok wydania: 2014
Wydawca: Street Symphonies
https://www.facebook.com/BastardogsGE





Bastardogs to czterosobowa "komanda" rodem z krainy makaronów i pizzy czyli... chyba wiecie skąd pochodzą. "No Pain No Gain" dość długo czekało na swój czas w Rock Area, ale trzeba powiedzieć jasno. Jeżeli płytę "ozdabia" się taką okładką to trudno oczekiwać, że ludzie rzucą się na to wydawnictwo. Obrazek jest po prostu paskudny i w kategorii najgorszych okładek mógłby rywalizować o najwyższe lokaty.

Wystarczy może tego znęcania się nad wizualną stroną wydawnictwa. Muzycznie zespół hołduje latom osiemdziesiątym i kapelom glam metalowym. Mamy tu do czynienia z bezkompromisową rock'n'rollową jazdą. Teksty o przysłowiowym niczym (wyjątek stanowi jedynie "Edge of Youth", który dedykowany jest zmarłemu w roku 2006 wokaliście szwedzkiej grupy Crashdiet), fajne solówki i żywiołowość to cechy rozpoznawcze tej płyty. Wokalista, którego maniera wokalna i sposób śpiewania przywodzą chwilami na myśl Kaia Hansena z czasów Helloweenowego "Walls of Jericho" nie powala swoimi umiejętnościami, na pewno jednak wkomponował się w styl zespołu. Dziesięć surowo brzmiących utworów wypełniających to wydawnictwo wpisuje się w coraz popularniejszy nurt zespołów sleaze metalowych nawiązujących do gwiazd sprzed niemal 30-u lat. W przeciwieństwie jednak do grup pokroju HEAT czy Steel Panther nie mamy tu do czynienia z wymuskanym brzmieniem i ładniutkimi melodyjkami. Włosi robią to po swojemu - energetycznie, z pazurem oraz brudem w brzmieniu i chwała im za to!

6,5/10

Piotr Michalski
Komentarze