12.07.2020
RECENZJE
DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - B » Bastardogs - 2014 - No Pain No Gain
Bastardogs - 2014 - No Pain No Gain
Bastardogs

1. N.U.S.U.
2. Sex Machine
3. Last Night
4. Bad Dogs
5. Drinkin' My Brain Off
6. Snakehead
7. Edge of Youth
8. The Pit
9. Bite You Down
10. Zombietown

Rok wydania: 2014
Wydawca: Street Symphonies
https://www.facebook.com/BastardogsGE





Bastardogs to czterosobowa "komanda" rodem z krainy makaronów i pizzy czyli... chyba wiecie skąd pochodzą. "No Pain No Gain" dość długo czekało na swój czas w Rock Area, ale trzeba powiedzieć jasno. Jeżeli płytę "ozdabia" się taką okładką to trudno oczekiwać, że ludzie rzucą się na to wydawnictwo. Obrazek jest po prostu paskudny i w kategorii najgorszych okładek mógłby rywalizować o najwyższe lokaty.

Wystarczy może tego znęcania się nad wizualną stroną wydawnictwa. Muzycznie zespół hołduje latom osiemdziesiątym i kapelom glam metalowym. Mamy tu do czynienia z bezkompromisową rock'n'rollową jazdą. Teksty o przysłowiowym niczym (wyjątek stanowi jedynie "Edge of Youth", który dedykowany jest zmarłemu w roku 2006 wokaliście szwedzkiej grupy Crashdiet), fajne solówki i żywiołowość to cechy rozpoznawcze tej płyty. Wokalista, którego maniera wokalna i sposób śpiewania przywodzą chwilami na myśl Kaia Hansena z czasów Helloweenowego "Walls of Jericho" nie powala swoimi umiejętnościami, na pewno jednak wkomponował się w styl zespołu. Dziesięć surowo brzmiących utworów wypełniających to wydawnictwo wpisuje się w coraz popularniejszy nurt zespołów sleaze metalowych nawiązujących do gwiazd sprzed niemal 30-u lat. W przeciwieństwie jednak do grup pokroju HEAT czy Steel Panther nie mamy tu do czynienia z wymuskanym brzmieniem i ładniutkimi melodyjkami. Włosi robią to po swojemu - energetycznie, z pazurem oraz brudem w brzmieniu i chwała im za to!

6,5/10

Piotr Michalski
Komentarze