24.02.2020
RECENZJE
OZZY OSBOURNE - Ordinary Man


BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - C » California Breed - 2014 - California Breed
California Breed - 2014 - California Breed
California Breed
1. The Way
2. Sweet Tea
3. Chemical Rain
4. Midnight Oil
5. All Falls Down
6. The Grey
7. Days They Come
8. Spit You Out
9. Strong
10. Invisible
11. Scars
12. Breathe
13. Solo

Rok wydania: 2014
Wydawca: Frontiers Records
http://www.californiabreed.com/




Umarło Black Country Communion, niech żyje California Breed! Po rozstaniu z Joe Bonamassą i Derekiem Sherinianem, panowie Glenn Hughes i Jason Bonham postanowili kontynuować współpracę pod nowym szyldem. Zaprosili na pokład młodego, zdolnego gitarzystę Andrew Watta (poleconego przez Juliana Lennona, ten z kolei pojawia się gościnnie w kompozycji “Breathe“), z którym przygotowali debiutancki album zatytułowany nazwą zespołu.

Zaczyna się ta płyta zgodnie z hitchcockowską receptą na film: od trzęsienia ziemi. „The Way“ to znakomity rockowy kawałek. Hughes śpiewa z mocą i zadziorem w głosie jakby liczył dwadzieścia a nie sześćdziesiąt wiosen, utwór napędzany jest również świetnym gitarowym riffem, nad całością unosi się duch Led Zeppelin.

Czy dalej - trzymając się Hitchcocka - napięcie jeszcze rośnie? Tu miałbym już pewne wątpliwości. Owszem, jest znakomity „Chemical Rain“, w którym panowie mieszają klasyczny rock, psychodelię i tak lubiane przez Hughesa soulowe klimaty. Pod kategorię „high voltage“ zdecydowanie podchodzi również „Midnight Oil“ (znów świetny riff i sporo dobrze rockującego soulowania). Udała im się również ballada „All Falls Down“ - przypominają się najlepsze czasy Free i Bad Company, a Hughes po raz kolejny prezentuje swój wokalny kunszt.

Szkoda tylko, że im dalej w las tym częściej można spotkać - przyzwoite wprawdzie - ale tylko wypełniacze. Albo inaczej: powyższe kompozycje tak wysoko zawiesiły poprzeczkę, że kiedy trafiamy na coś „tylko“ dobrego można odczuć lekki niedosyt.

Jeśli bawić się w porównania California Breed do BCC... Formuła nowego projektu - klasyczne power trio - sprawia, że muzyka jest zdecydowanie bardziej surowa, niż na płytach kwartetu Hughes - Bonamassa - Sherinian - Bonham. Aczkolwiek inspiracje są podobne: nadal obracamy się w rockowych latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (ze wskazaniem na Led Zeppelin).

Udała im się ta płyta. Oby żywot California Breed okazał się dłuższy niż jego protoplasty...

8/10

Robert Dłucik
Komentarze