09.04.2020
RECENZJE
JENNER - The Test of Time

HOLLYWOOD UNDEAD - New Empire

SOSNOWSKI - Tylko się nie denerwuj

VORNA - Sateet palata saavat

TESTAMENT - Titans Of Creation

THE SEGUE - Holograms

THE PARTY IS OVER - Pluton

ADMINISTRATORR - Czy

SYLOSIS - Cycle Of Suffering

NOMAD - Transmogrification (Partus)

INVERTIGO - Inmotion

JULIA MII - To ja, księżyc

DEPECHE MODE - Speak & Spell

VOLTURYON - Cleansed by Carnage

DIABULUS IN MUSICA – Euphonic Entropy

PENDRAGON - Love Over Fear

LIZARD - Master & M

MECH - Tasmania

SEPULTURA - Quadra

MARKO HIETALA - Pyre Of The Black Heart

SUBTERFUGE - Prometheus

VIRGIN SNATCH - Vote is a Bullet

DEPECHE MODE - Delta Machine

MYSTERY - Live in Poznań

SBB - Welcome

KILLSORROW - Killsorrow

FLAMING ROW - The Pure Shine

VOYAGER - Colours in the Sun

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

CETI - Oczy Martwych Miast

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - B » Bertoni, Alessandro - 2014 - Keystone
Bertoni, Alessandro - 2014 - Keystone
bertoni

1-3. Megas Alexandros:
pt. I – The Great Portrait (3:55)
pt. II – City of Gordium (4:40)
pt. III – To the Ends of the Earth (4:44)
4. Pacifica Rampage (5:10)
5. Tertium Non Datur (5:30)
6. Galactic Halo (3:38)
7. The Keystone Age (4:15)
8. Magnolia Sunrise (4:12)

Rok wydania: 2013
Generation Prog Records
http://www.alessandrobertoni.com/
http://generationprog.bandcamp.com/album/keystone





Rzut oka na okładkę i wiemy, że nie będziemy mieli do czynienia z solową płytą wirtuoza gitary, lecz raczej klawiatury. Kiedy odwrócimy pudełko na drugą stronę, od razu rzuci się w oczy, kto jest producentem tego wydawnictwa, co również sugeruje, z jaką muzyka będziemy mieli tutaj do czynienia. Zanim jednak zdradzę jego nazwisko, może słów kilka o głównym bohaterze tego albumu, którym jest włoski klawiszowiec Alessandro Bertoni.

Jak na razie jest to postać raczej mało znana, ale dzięki płytom takim jak ta i dalszą współpracą z tak wybitnymi, muzycznymi osobowościami, wkrótce powinno się to zmienić. Alessandro pochodzi z Treviso we Włoszech. Muzycznie kształcił się w Mediolanie i Padwie, jednak zdecydował przenieść się do Los Angeles. Zanim rozpoczął karierę solową, był członkiem prog metalowej formacji Aphelion. W 2008 roku ukazał się debiutancki album tej formacji - „Franticode”. Płyta została zmiksowana przez Dereka Sheriniana. Od tamtego czasu zawiązała się nic współpracy między tymi muzykami, co przyszło o tyle łatwo, że Derek był dla młodego klawiszowca dużym źródłem inspiracji. I tak oto odkryliśmy tajemnicę, kto odpowiedzialny jest za produkcję pierwszej solowej płyty Alessandra Bertoniego.

„Keyston”, jest pozycją obowiązkowa, dla wszystkich miłośnikom formacji Planet X, oraz solowych dokonań Sheriniana. Jest to swoista mieszanka rocka progresywnego, i jazzu, a więc wysokiej jakości fusion. Na atrakcyjność tej mieszanki duży wpływ miało bez wątpienia miejsce rejestracji - Beachwood Manor Studios, które słynie z najwyższej jakości dźwięku, ale przede wszystkim skład muzyków, z jakimi Alessandrowi udało się zrealizować swoje życiowe marzenie. Na płycie towarzyszy mu bowiem prawdziwie muzyczna śmietanka: Brett Garsed - gitara (Derek Sherinian, Planet X), Ric Fierabracci – bas (Chick Corea, Billy Cobham, Dave Weckl), Virgil Donati - perkusja (Planet X, Allan Holdsworth, Steve Vai)

Na atrakcyjność tego materiału wpływ ma więc nie tylko brzmienie instrumentów klawiszowych, ale tak naprawdę fuzja wszystkich instrumentów, które idealnie się uzupełniają i doskonale współbrzmią ze sobą. Album składa się z ośmiu dosyć zwartych, instrumentalnych tematów. Najbardziej rozbudowany to trzyczęściowy „Megas Alexandros”, otwierający płytę. Rozpoczyna się dosyć mocno brzmiącą, klawiszową kakofonią („The Great Portrait”), potem robi się bardziej błogo, klimatycznie („City of Gordium”), oraz soczyście i przestrzennie („To the Ends of the Earth”). Całość tworzy prawie kwadrans wybornego jazz-rocka. Pozostałe tematy, swym czasem oscylują praktycznie w pięciominutowych ramach. Jeżeli chodzi o ten rodzaj muzyki, jest to sprawa nie tak łatwa, muzyka fusion uwielbia przecież rozciągnięte do granic możliwości instrumentalne wariacje. Ostatnia z kompozycji - „Magnolia Sunrise” stawia zdecydowanie najbardziej na klimat. Alessandro Bertoniemu udała się trudna sztuka utrzymania w ryzach wirtuozerskich zapędów, zarówno swoich, jak i towarzyszących mu znakomitych instrumentalistów. Płyta nie sprawia więc wrażenia „przegadanej” muzycznie i „rozwirtuozowanej”, jest więc nad wyraz słuchalna, a jej największym minusem paradoksalnie jest to, że zbyt szybko się kończy.

8,5/10

Marek Toma
Komentarze