11.07.2020
RECENZJE
DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - S » Seigner, Emmanuelle - 2014 - Distant Lover
Seigner, Emmanuelle - 2014 - Distant Lover
Seigner

1. Distant Lover
2. Bore Me To Tears
3. Cold Outsider
4. You Did This To Me
5. Venus In Furs
6. Ever Together
7. You Think You’re A Man
8. Such A Hard Time
9. Let’s Do Some Damage
10. I Don't Believe You
11. I Know My Way


Rok wydania: 2014
Wydawca: Universal Music




„Śpiewać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej ale nie o to chodzi gdy znany mąż z pomocą przychodzi”... Parafrazując pewną mało znaną piosenkę chciałbym rozpocząć moją recenzje tej płyty. Bo tak naprawdę słuchając jej po raz kolejny coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że gdyby nie znany mąż pani Emmanuelle czyli Roman Polański i zapewne jego koneksje tudzież majątek jaki zgromadził, o płycie „Distant Lover” ani o jej poprzedniczce czyli debiutanckim krążku „Dingue” nagranym z zespołem Ultra Orange pewnie nawet byśmy nie usłyszeli. I tak jak w przypadku pani Charlotte Gainsbourg którą przytaczam celowo ponieważ również jest aktorką, również pochodzi z Francji i również śpiewa, w przypadku Emmanuelle wolałbym, żeby pozostała tylko przy aktorstwie.... Bo pani Gainsbourg to klasa sama w sobie. Zarówno w w wersji audio jak i video.

Przy pierwszym odsłuchu doznania są nawet pozytywne. Kawał fajnego pop-rocka z lekką domieszką psychodelii z żeńskim pasującym do całości wokalem przenoszący nas w lata 70 i 80 gdy prym wiodły gitary i nie wybajerowane przystawkami instrumenty klawiszowe w takim specyficznym klimacie rodem z płyt New Order, Blondie czy też Transvision Wamp. Jednak słuchając jej po raz kolejny i kolejny okazuję się , że tak naprawdę to pierwsze wrażenia były jedynymi jakie ten krążek przyniósł. Potem było już tylko gorzej. Jałowo i bez wyrazu. Po trzecim przesłuchaniu krążka nie potrafię nawet zanucić jednego refrenu. Jedyną zadowoloną osobą mógł być jedynie Lou Reed bo cover jego utworu „Venus Is Furs” jest najbardziej wyrazistą pozycją na tym szaronijakim krążku.

Rzadko zdarza mi się trafić na tak nijakie wydawnictwo. Niby słucha się tego bez męczenia uszu, ale w sumie nie słuchając jej nic bym nie stracił.

5/10

Irek Dudziński
Komentarze