27.01.2021

Nawigacja
Artykuły » Recenzje - B » Black River - Black River
Black River - Black River


1. Negative
2. Free Man
3. Night Lover
4. Street Games
5. Punky Blonde
6. Crime Scene
7. Fight
8. Silence
9. Fanatic
Bonus Track
10.Silence(Acoustic)

Rok wydania: 2008
Wydawca: Mystic Production
Kup płytę




"Umarł król niech żyje król", chciałoby się zakrzyknąć! Gdy jakiś rok temu rozmawiałem z Piotrkiem Wtulichem na temat przyszłości Neolithic to początkowo nic nie wskazywało na rozwój wypadków, który później miał mieć miejsce. Wkrótce ten zasłużony i nieprawdopodobnie niedoceniany zespół dokonał żywota, a jego miejsce miał zająć twór pod szyldem Motherload. Nazwa została jednak zmieniona na Black River a efekt końcowy tej metamorfozy mam właśnie przyjemność wam opisywać.

Co gra Black River?? W największym skrócie to soczysty rock z elementami metalu. Potężne brzmienie, rewelacyjne wokalizy Maćka Taffa (chyba bez dwóch zdań jednego z najlepszych gardłowych w naszym kraju) i wpadające w ucho melodie to cechy, które nie pozwalają przejść obojętnie obok debiutanckiego wydawnictwa zespołu. Ta płyta to kwintesencja tego, co wydarzyło się w rocku na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat (nie brakuje też elementów, które przywodzą na myśl kultowe już Ep Neolithic, na którym notabene również śpiewał Taff). Jest ciężar i moc walca drogowego ("Night Lover"), energia i rockowa żywiołowość (rewelacyjny, zdecydowanie numer jeden albumu - "Free Man" czy "Fight"), nie zabrakło miejsca dla bardzo urokliwej ballady - "Silence", którą to zespół serwuje nam w dwóch interesujących wersjach (panowie przy tym utworze żadna panna Wam się nie oprze ;-) ). W "Street Games" słychać fascynacje nu metalem, i choć nie przepadam za tym gatunkiem, rapowanka w tej kompozycji w zupełności mi nie przeszkadza (może, dlatego, że zaraz po niej następuje wyśmienity refren). "Punky Blonde" to z kolei rockowa jazda bez trzymanki, pędząca perkusja, szybkie gitary - oj na koncertach w trakcie tego utworu musi się dziać, oj musi (swoją drogą wszyscy, którzy mięli przyjemność posłuchać niegdyś wydawnictwa sygnowanego nazwą Kashtany powinni być mile zaskoczeni). "Crime Scene" to kolejny dość walcowaty, chwilami wręcz psychodeliczny numer, nowoczesny, pełen agresji i adrenaliny.

Black River nagrali płytę, która nie może nie zostać zauważona (chociażby dzięki krwistej czerwieni okładki). Jest soczyste brzmienie, odpowiedni bród i atmosfera, jest melodia, adrenalina, ogień i rock'n roll!! Na polskim rynku to jeden niewielu zespołów, które próbują grać w ten sposób i chwałą muzykom za to, że im się chce.

Wszystkich, których przeraża etykietka, iż w zespole udzielają się muzycy Vader i Behemoth pragnę uspokoić, nie bójcie się - muzycznie Black River nie ma z wymienionymi tuzami polskiego (i światowego death metalu) nic wspólnego! Możecie śmiało zaryzykować, warto!!


9,5/10

Piotr Michalski