21.01.2018
RECENZJE

• TENSION ZERO - Human.exe
• HANGING GARDEN - I Am Become
• OBIBOX - Czasy Niepewne
• RUNNING WILD - Death or Glory
• JUDAS PRIEST - Painkiller
• MAREK BILIŃSKI - E≠mc²
• LESOIR - Latitude
• BEYOND CHRONICLES - Human Nation
• LOCH VOSTOK - Strife
• HARMORAGE - Psychico Corrosif
• MASACHIST - The Sect (death REALigion)
• WOJCIECH CIURAJ - Ballady Bez Romansów
• CRADLE OF FILTH - Cryptoriana - The Seductiveness of Decay
• DAISY DRIVER - Nulle Part
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• JETHRO TULL - Bydgoszcz
• HELLOWEEN - Warszawa
• COCHISE - Chorzów
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Wrocław
• ANATHEMA - Warszawa
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Warszawa
• EPICA, VUUR, MYRATH - Kraków
• KABAT - Trzyniec
• UNEVEN STRUCTURE, VOYAGER, MENTALLY BLIND - Wrocław
• PRISTINE - Chorzów
• PROCOL HARUM - Katowice
• SEATTLE NIGHT V - Warszawa

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• FACTOR 8
• NOCTURNAL RITES - Nils Eriksson
• COMMUNIC - Oddleif Stensland
• CRYSTAL VIPER - Marta Gabriel
• SINNER - Tom Naumann
• HELLOWEEN - Michael Weikath
• DAS MOON / WE HATE ROSES - Daisy Kowalsky

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2015.10.10 - Stratovarius, Gloryhammer, Divine Ascension - Warszawa
2015.10.10 - Stratovarius, Gloryhammer, Divine Ascension - Warszawa

10.10.2015
- STRATOVARIUS + GLORYHAMMER + DIVINE ASCENSION -
Warszawa, Progresja Music Zone



Gdyby jeszcze we wrześniu ktoś powiedział, że dane mi będzie uczestniczyć w warszawskim koncercie Stratovarius, uznałbym to za mało zabawny żart. Wcale nie dlatego, że nie lubię muzyki Finów… Wręcz przeciwnie, power metal w ich wykonaniu to istny majstersztyk, a ich najnowszy album idealnie trafił w moje gusta. Niemniej jednak jesienne (szczególnie październikowo – listopadowe) obłożenie koncertowe wymusiło na mnie podjęcie niełatwej decyzji – musiałem odpuścić występ zespołu w naszym kraju. Nie było to łatwe, jednak z uwagi na fakt, że miałem przyjemność oglądać Stratovarius podczas tegorocznej edycji festiwalu „Ostrava V Plamenech”, nie było innego wyjścia. Nie uwierzycie jak wielka była moja radość, kiedy dowiedziałem się o możliwości zobaczenia Finów w Progresji. Co z tego, że kilka dni wcześniej oglądałem Kamelot w stolicy. Co z tego, że wracając z tego koncertu stałem zakorkowany na autostradzie?! Czego to się nie robi dla muzyki – dzięki zrozumieniu najbliższych, uprzejmości kilku osób udało mi się wyruszyć do Warszawy po raz drugi (w tym samym tygodniu), czego mimo wyrzeczeń nie żałuję!

Kiedy przybyłem na miejsce, wrota klubu były już otwarte, ludzie powoli (niezbyt liczebnie) napływali na powermetalową ucztę. Szybki rekonesans po stoisku z gadżetami (do tej pory nie mogę odżałować rezygnacji z zakupu – czynnik ekonomiczny) i zajęcie odpowiedniego miejsca wśród publiczności. Chwila oczekiwania i na scenie pojawiła się pierwsza grupa. Mowa o australijskim Divine Ascension, z której twórczością zetknąłem się po raz pierwszy. Zespół przewodzony przez pogodną wokalistkę zaprezentował zwięzły set (odrobinę dłuższy niż przedstawiała rozpiska). Co dziwne – jak na nasze realia – support brzmiał całkiem nieźle, co sprzyjało słuchaniu kolejnych kompozycji. Te może nie były specjalnie porywające, ale nie można było odmówić grupie zaangażowania. Szczególnie cieszył oczy widok muzyków, którym granie po prostu sprawia wielką przyjemność.

W następnej kolejności na scenie wylądował twór z kosmosu! Gloryhammer to projekt nie z tego świata, którego szeregi zasila m.in. Christopher Bowes znany z pirackiego Alestorm. Wcześniej udało mi się zakosztować ich galaktycznej twórczości, ale nie zdawałem sobie sprawy co jegomoście pokażą na żywo. Mimo, że wśród zgromadzonej publiczności dało się wyczuć większe ożywienie (pojawiły się nawet piankowe miecze), mną szargały ambiwalentne odczucia. Może posiadam mniejsze poczucie humoru, może miałem gorszy dzień, ale do jasnej cholery, panowie nawet nie stąpali po wąskiej granicy pomiędzy kiczem, a powagą. Oni emanowali image’ową tandetą! Wokalista mimo odpowiedniego warsztatu, pokładów energii, paradował po scenie w czymś, co raziło oczy. Kurde, może Elton John, Lady Gaga czy inny celebryta mógłby przywdziać coś takiego, ale w metalu?! Lubię poczucie humoru Helloween, wesołość Freedom Call, ale to było ponad moje siły… Jeszcze to podniosłe modulowanie głosu członków zespołu między utworami, „styropianowy” młot podczas wykonania „Legend Of The Astral Hammer”, koronacja basisty, po prostu coś niewyobrażalnego. Co z tego, że muzyka nierzadko dawała radę, skoro oczy dawały sygnał do zamknięcia. Ciężko było mi znieść to co widzę, ale skoro wiele osób bawiło się przednie, to cóż można rzec więcej. Najwidoczniej galaktyczno – kosmiczne szturmy nie są przeznaczone dla każdego.

Po doznanym szoku jak najszybciej potrzebowałem antidotum scenicznej normalności. Dzierżona w rękach setlista utworów zagranych w Krakowie potęgowała napięcie. Byłem ciekaw czy i tego wieczoru Stratovarius zaprezentuje podobny repertuar. Lada moment miało się okazać, że tak właśnie będzie – zespół po kolei prezentował ten sam zestaw utworów co dnia poprzedniego. Na pierwszy rzut Kotipelto i spółka wykonali genialny „My Eternal Dream”, z ostatniego krążka. Tego wieczoru, to właśnie materiał z tego albumu był najczęściej prezentowany. Jako, że „Eternal” nie wyłaził z mojego odtwarzacza przez wiele dni, tak też intensyfikacja premierowego materiału wyraźnie mi odpowiadała. Z nowości panowie zagrali również „In My Line Of Work”, „Lost Without A Trace”, rozbudowany „The Lost Saga”, a na bis również singlowy „Shine In The Dark”. Oprócz świeżego materiału nie mogło zabraknąć rzeczy dobrze znanych, sprawdzonych. W tej materii Finowie zaprezentowali nośny „Eagleheart”, debiut wokalny Timo w postaci najstarszego „Against The Wind”, „SOS”, „Forever”, obowiązkowy „Black Diamond”, jak również podwójny akcent z pamiętnego „Infinite” w postaci „Phoenix” oraz hitu „Hunting High And Low” z udziałem publiczności, który zakończył aktywny występ Stratovarius. Niezwykle miłym akcentem ich występu był solowy popis Lauri’ego Porra, który na basie odegrał m.in. partie Mazurka Dąbrowskiego, co – wiadomo – spotkało się z gorącym przyjęciem wśród wyraźnie ożywionej publiczności. Mankamentem występu Stratovarius było spierniczone brzmienie – bolączka polskich koncertów. Tradycyjnie było za głośno, mało selektywnie i nierzadko panował hałas, który dusił odbiór instrumentów poszczególnych muzyków. Nierzadko znikał wokal Timo czy też klawisze Jensa. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale takie rzeczy w naszym kraju to praktycznie codzienność…

Mimo brzmieniowych bolączek, sam koncert był jak najbardziej udany. Finowie pokazali klasę, potwierdzając, że po odejściu Tolkki’ego radzą sobie bez problemu. Zarówno wcześniejszy, jak też premierowy materiał – na żywo – prezentował się wyśmienicie. Stratovarius to klasa sama w sobie, zespół profesjonalny, oddany sowim fanom. Miło było obejrzeć ich występ po raz drugi (w tym roku), szczególnie, że podczas obu koncertów zespół wykonywał różny repertuar. W Czechach postawiono na klasykę z czasów „Visions”, a teraz położono nacisk na nowości – jak dla mnie bomba! Stracił ten kto tego lub poprzedniego wieczoru pozostał w domu. Power metal nadal ma moc i to właśnie przypieczętował Stratovarius w Warszawie!

Divine Ascension

Gloryhammer

Stratovarius

Stratovarius

Stratovarius

Stratovarius


Marcin Magiera
Komentarze