25.04.2018
RECENZJE

• PROJECT: PATCHWORK - Re Flection
• VOIDHANGER - Dark Days Of The Soul
• ARENA - Pepper's Ghost
• GUS G. - Fearless
• DESERT NEAR THE END - Theater of War
• AYREON UNIVERSE - The Best of Ayreon Live
• MELANIE MAU & MARTIN SCHNELLA - Gray Matters Live In Concert
• BY’CE PROJECT - Abyss Of The Mind
• NONE - VII
• JUDAS PRIEST - Turbo
• TOMORROW’S EVE - Mirror of Creation III - Project Ikaros
• THE UGLY - Thanatology
• WAVE - Between
• MARS PROJECT - Insomnia
WYWIADY
wywiad

• BOREALIS - Matt Marinelli
• MENSKO - Piotr Juszczak, Marcin Moroz
• HEAT AFFECTED ZONE
• STANDARD B - Dawid Kubicki, Michał Mędak
• ELVENKING - Damna
• FACTOR 8
• NOCTURNAL RITES - Nils Eriksson

więcej wywiadów

RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• BELIEVE - Warszawa
• PROGROCK FEST - Legionowo
• PROGROCK FEST - Legionowo
• WISHBONE ASH - Katowice
• CLOSTERKELLER - Zabrze
• BELIEVE - Konin
• KRZYSZTOF PUMA PIASECKI / JÓZEF SKRZEK - Piekary Śl.
• WARSAW PROG DAYS - Warszawa
• ROTTING CHRIST, CARACH ANGREN, SVART CROWN - Katowice
• CRADLE OF FILTH, MOONSPELL, SACRILEGIUM - Warszawa
• CRADLE OF FILTH, MOONSPELL - Kraków
• JETHRO TULL - Bydgoszcz
• HELLOWEEN - Warszawa

więcej relacji

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2015.10.24 - Gazpacho, iamthemorning - Warszawa
2015.10.24 - Gazpacho, iamthemorning - Warszawa

24.10.2015
GAZPACHO, IAMTHEMORNING
WARSZAWA - KLUB KARUZELA



gazpacho - plakatNa koncerty norweskiego GAZPACHO zawsze chodzę z ogromną przyjemnością bo to jedna z moich ulubionych kapel, a wiele utworów marzycieli z Kraju Fiordów towarzyszy mi już od lat i sprawia nieustanną frajdę. Tym razem jeszcze z większą ochotą wybierałem się do warszawskiego klubu Karuzela oddalonego jakieś 300 m od mojego domu, bo przed mistrzami nastroju miała zagrać rewelacja ostatnich kilku lat – rosyjski zespół iamthemorning (nazwę piszą małymi literami).

Czteroosobowy zespół rosyjski, po raz pierwszy występujący za granicą, zaprezentował mix utworów ze swoich dwóch bardzo dobrze przyjętych w progowym światku, pełnowymiarowych albumów (z 2012 i 2014 roku). Ślicznie na klawiszach przygrywał założyciel grupy, bardzo utalentowany kompozytor i pianista Gleb Kolyadin, ale największą uwagę przykuwała niezwykle skromna i sympatyczna, ale też obdarzona bardzo miłym głosem Marjana Semkina – prywatnie partnerka życiowa lidera zespołu. Urocza dziewczyna raz po raz zaskakiwała publiczność – a to wtrącając zdania po polsku, a to z gracją zapowiadając kolejne utwory, a to zasłaniając usta z zażenowania po bardzo głośnym aplauzie, który publiczność gotowała zespołowi praktycznie po każdym kawałku. Niespełna godzinny występ Rosjan wywarł na słuchaczach naprawdę dobre wrażenie. Ich ciepła, klimatyczna muzyka, okraszona pięknymi dźwiękami smyczków (znakomici muzycy na skrzypcach i wiolonczeli), a także wyśmienita gra Kolyadina na klawiszach (momentami miałem wrażenie, że śmiało mógłby wystąpić w Konkursie Szopenowskim bo jego technika gry jest po prostu nienaganna…) mogły zachwycić. Efektem ciepło przyjętego występu była kolejka po płyty zespołu, która momentalnie ustawiła się zaraz po jego zejściu ze sceny.

Po kilkunastominutowej przerwie, przy zgaszonych światłach i specyficznej, wprost kosmicznej scenografii, pojawili się na scenie Norwescy mistrzowie subtelnych dźwięków, którzy na przystawkę zaprezentowali trzy utwory z jeszcze cieplutkiej, właśnie wydanej płyty pt. Molok. Przyznam się szczerze, że przed koncertem słuchałem tylko jednego, zresztą dość przeciętnego utworu zapowiadającego to wydawnictwo, ale dźwięki na żywo z nowego albumu zrobiły na mnie spore wrażenie. Na publiczności chyba także bo zespół został nagrodzony wielką owacją.
Kolejny utwór wywołał niemal euforię na widowni - nieśmiertelny The Walk z genialnej , piątej płyty zespołu pt. Tick Tock podobał się chyba wszystkim. Po jedynym kawałku z dość przeciętnej płyty Misa Antropos pt. Defense Mechanism, frontmen grupy Jan Henrik Ohme zapowiedział dwa utwory z poprzedniej, bardzo dobrze przyjętej płyty pt. Demon. Zwłaszcza Death Room wybrzmiał tego dnia znakomicie, ale miałem mały niedosyt, że Norwegowie nie zagrali mojego ulubionego kawałka z tej płyty pt. I’ve Been Walking Part 2. Z nawiązką za to wynagrodziły mi to kolejne utwory , szczególnie z mojej ukochanej płyty grupy pt. Night. Zwłaszcza Upside Down cudownie zagrany przez Gazpacho i wyśpiewany przez Ohme z ogromnym feelingiem – wlał wiele ciepła do mojego muzycznego serca…
Zasadniczą cześć koncertu zakończył pompatyczny i szumnie zapowiedziany przez lidera grupy utwór kończący najnowszą płytę pt. Molok Rising. Jego ostatni dźwięk ma ponoć spowodować kiedyś koniec wszechświata. Tego wieczoru spowodował natomiast ogromny aplauz dla zespołu i po krótkiej przerwie mieliśmy brawurowo wykonany, znakomity utwór otwierający płytę Tick Tock pt. Desert Fly. Po nim wybrzmiał jeden ze starszych utworów grupy pt. Vera, który zapamiętam z fajnej solówki gitarzysty Jona Arne Vilbo.

Był to bodaj już mój czwarty koncert Norwegów, którym mogłem nacieszyć uszy i radować oczy. Jak zwykle zespół przez ponad dwie godziny dał z siebie wszystko i chociaż nie usłyszałem ulubionego utworu z płyty Demon, chociaż nie zagrali niemal kultowego Vulture z płytki pt. Firebirds czy nieśmiertelnego Massive Ilussion z płytki pt. Night – to 130 minut na deskach Karuzeli należały do najlepszych chwil jakie spędziłem do tej pory z muzykami Gazpacho. Jeśli dodam do tego urocze pięćdziesiąt minut z nastrojową i zwiewną muzyką iamthemorning - to chyba uznam ten wieczór za najlepszy koncertowy w mijającym roku.

Klimatycznym wieczorem w Karuzeli delektował się

Andrzej „Gandalf” Baczyński
Zdjęcia: Karolina Strzępek

Gazpacho

Gazpacho

Gazpacho

Gazpacho
Komentarze