18.02.2020
RECENZJE
SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2015.11.07 - Cochise, Atme - Katowice
2015.11.07 - Cochise, Atme - Katowice

07.11.2015
- COCHISE, ATME -
Katofonia – Katowice
(Rock Area on Stage)



07.11.2015 na długo zapadnie w pamięci wielu osób. W ramach rock Area on Stage w katowickiej Katofonii kolejny raz zagrał białostocki Cochise i zrobił to z przytupem… ale po kolei…

Kilka minut po 19:00 na scenie pojawiła się formacja ATME i takich supportów można sobie życzyć za każdym razem! Zespół zaprezentował się co najmniej interesująco a ze sceny biło profesjonalizmem! Niestety nie byłem w stanie obejrzeć całego występu, ale z tego co dane mi było usłyszeć to fani klimatów okołoToolowych powinni zainteresować się tą dobrze zapowiadającą się kapelą! Jest moc i co najważniejsze są fajne pomysły!

Gdy na scenie zainstalowali się muzycy Cochise entuzjazm publiczności doszedł do stanu jaki osiąga woda tuż przed wrzeniem! Dwie pierwsze kompozycje „The Sun Also Rises For Unicorns” oraz “The Boy Who Lived Before” (o zgrozo) publiczność spędziła „na siedząco”, ale już od szalonego „Dance” pod sceną zaczęło się robić tłoczno i z każdym kolejnym utworem było tylko coraz ciaśniej – nasza metaforyczna woda już nie tylko wrzała ale zaczęła bulgotać i rozpryskiwać się na boki! Licznie zgromadzeni fani zespołu dali się porwać dźwiękom płynącym ze sceny a główni „winowajcy”, czyli Paweł, Wojtek, Czarek oraz Radek wylewali z siebie hektolitry potu! Pomiędzy zgromadzoną widownią a muzykami powstała swoista więź, chemia [ ;-) ], która sprawiła, że każdy czuł się świetnie i wiedział, że to, iż jest tego listopadowego wieczoru w Katofonii to był właściwy wybór!

Zespół nie ograniczył się do utworów pochodzących z ostatniego krążka, powracał do sprawdzonych koncertowo kompozycji ze swoich poprzednich wydawnictw i co zauważyłem zarówno ja jak i osoby, z którymi rozmawiałem podał je zdecydowanie „na ostro”. Byłem na koncercie lutowym i brzmiał on świetnie, ale to co zrobił akustyk przy okazji tego występu było mistrzostwem świata. Fantastyczne, selektywne brzmienie, moc i ogień. Cochise to koncertowa bestia co udowadniają za każdym razem! Perkusyjne kanonady Czarka wsparte basem Radka trzęsły Katofonią, Wojtek odpowiedzialny za partie gitary wycinał kolejne riffy rozdzierające rozgrzane powietrze, a Paweł skakał, kucał i wił się wokół mikrofonu niczym indiański szaman podczas swych rytuałów – spektakl? W pewien sposób na pewno!

Teraz odrobina prywaty… pamiętam jak jakieś dwa tygodnie temu zagadałem Pawła czy zagrają „Stupid Love” z ostatniej płyty. Odpowiedział w sposób, który dawał nadzieję, ale przyznaję nie oczekiwałem tego. Jakież było moje zdziwienie, gdy po „Dirty” w zapowiedzi kolejnego kawałka usłyszałem o utworze, który zagrają na prośbę kolegi! Wspaniałe uczucie – dla fana bezcenne! Dzięki jeszcze raz! “Stupid Love” to niełatwa kompozycja – zaśpiewana dość nisko, I jak na dwie próby (podobno tyle było) wypadła znakomicie!

Wróćmy jednak do występu. Gdy wybrzmiał „Lick The Blood Of My Hands” znakomicie zrealizowany cover Danzig koncert teoretycznie powinien dobiec końca. Na szczęście scena w Katofonii umiejscowiona jest w ten sposób, że jakby muzycy nie chcieli to nie mogli z niej zejść (choć sądząc po uśmiechniętych facjatach, wcale nie mieli ochoty kończyć) a bisy były obowiązkowe! Tu już same wisienki, czyli (nie boje się tego określenia) GENIALNY – „Letter From Hell” oraz „Whisper”…. A po nich? Nie było rady, to nie mógł być koniec, zespół musiał jeszcze grać i ostatnim utworem a był nim „Shotgun” zmietliby z powierzchni ziemi pół Katowic i tylko mury Katofonii uratowały miasto przed anihilacją – takiej metalowej, agresywnej piguły dźwiękowej było trzeba publiczności, która zużyła resztę zgromadzonej energii…

Niestety to było ostatni akt tego przedstawienia. Pozostały autografy i rozmowy z muzykami a świętujący w tym dniu swoje urodziny Wojtek Napora przyjmował kolejne życzenia (zapomniałem wspomnieć, że chóralne „sto lat” dla naszego solenizanta wybrzmiało co najmniej kilka razy ;-).

To był fantastyczny wieczór, każdy kto był czuł satysfakcję. Kolejny wieczór w ramach Rock Area on Stage przeszedł do historii, ale jestem przekonany, ze drogi Cochise, Rock Area i klubu Katofonia przetną się jeszcze nie raz…


Utwory Cochise:
The Sun Also Rises For Unicorns
The Boy Who Lived Before
Dance
War Song
I Don't Care
521
Coma
Na Hi Es
Black Summer
Circus
Destroy The Angels
Viper Room
Unforgettable
Dirty
Stupid Love
Lick The Blood Of My Hands
Letter From Hell
Whispers
Shotgun

zdjęcia: wydarzenie na FB

Piotr Michalski
Komentarze