21.02.2020
RECENZJE
BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - N » Nomad - 2015 - Tetramorph
Nomad - 2015 - Tetramorph
nomad


1. Tetrawind
2. Tetrawater
3. Tetrafire
4. Tetraearth



Rok wydania: 2015
Wydawca: Witching Hour Productions
http://www.nomad-band.com/








Kiedy spojrzałem na nowe wydawnictwo Nomad, na usta cisnęło się tylko jedno – „wow!”. Następca „Transmigration Of Consciousness” z 2011 roku w kwestii wizualnej po prostu oczarowuje. Zarówno sam pomysł opakowania, jak również klimatyczno – mroczna okładka budzą zdecydowanie pozytywne odczucia. Straszliwie lubię pomysłowe wydania, odmienne booklety, nietypowe digipacki i w tej materii brygada z Opoczna (zapewne we współpracy z Witching Hour Production) spisała się na medal. Jednak nie szata zdobi człowieka i ocenianie płyty wyłącznie po okładce – jaka by ona nie była, choć ta jest nad wyraz okazała – byłoby raczej mało na miejscu.

Muzycznie „Tetramorph” otwiera kolejny rozdział interesującej twórczości Nomad
- można to uznać jako swobodną, naturalną kontynuację; rozwój wobec tego, co zawierał jego poprzednik. Tyle, że tym razem zespół podniósł poprzeczkę o poziom wyżej, poszedł o krok dalej, w rejony jeszcze bardziej pozbawione blasku światła. Wydawnictwo jest całkowicie wyzute z radości, panuje nań ciężka, przygnębiająca, apokaliptyczna atmosfera. Specyficzny klimat jest nieodzowną częścią „Tetramorph”, czynnikiem, którego obecność została mocno zaakcentowana. Może otwierający „Tetrawind” tego tak mocno nie odzwierciedla – jest to najszybszy kawałek na płycie, momentami przypominający motorykę Slayera. Jednak „Tetrawater” czy najwolniejszy „Tetraearth” emanują mroczną aurą. Sprzyjają temu wolne tempa, ciężar oraz monumentalne forma.
Jak można zauważyć po tytułach utworów, Nomad stworzył swego rodzaju koncept, którego zawartość przedstawia żywioły, a dokładniej to, co mają do powiedzenia. Ich przesłanie mimo grzeczności budzi niepokój, niby chcą być uprzejme, ale za ich słowami kryje się coś jeszcze…

Atutem wydawnictwa, oprócz atmosfery i oprawy graficznej na pewno jest brzmienie - kompozycje prezentują się lepiej niż miało to miejsce przy okazji "Transmigration Of Consciousness". Wszystko brzmi selektywnie, bardziej naturalnie, a do tego całość posiada odpowiednią moc, ciężar. Mankamenty? Doskwiera (mi) deficyt melodii, choć w tego typu stylistyce takowe posunięcia są nierzadko zaplanowane. Druga rzecz, to krótki czas trwania (nieco ponad 15 minut) – kompozycje przelatują momentalnie i co tu dużo mówić, chciałoby się więcej. Jednak nie tym razem, bo „Tetramorph” to jedynie krótki mini – album. Miejmy nadzieję, że na pełnoprawny album długogrający nie będzie trzeba czekać zbyt długo.
No cóż, kto w death/black metalu poszukuje czegoś innego, czegoś mniej sztampowego, ten powinien zakosztować specyfiki „Tetramorph”. Nie jest to co prawa rzecz przyjazna i łatwa w odbiorze, dlatego należy poświecić jej trochę czasu. To jednak nie powinno być przeszkodą (szczególnie) dla tych, którzy już wcześniej mieli okazję poznania twórczości Nomad. Słuchajcie, zgłębiajcie – dobrej muzyki nigdy za wiele.

8/10

Marcin Magiera
Komentarze