15.12.2018
RECENZJE

• ENTROPIA - Vacuum
• WHITE HIGHWAY - Hittin' the Road
• GRETA VAN FLEET - Anthem Of The Peaceful Army
• V/A - Moore Blues For Gary
• LIZARD - Half-Live
• JUDAS PRIEST - Unleashed in the East
• MANTICORA - To Kill To Live To Kill
• JASON BECKER - Triumphant Hearts
• MARIANNE FAITHFULL - Negative Capability
• CRUENTUS - Every Tomorrow
• BLACKFOOT - Strikes
• R.E.M. - At The BBC (The Best of)
• MELLER GOŁYŹNIAK DUDA - Breaking Habits
• CHANDELIER - Pure
• JUDAS PRIEST - Killing Machine
• TRK PROJECT - Sounds From the Past
• DRUKNROLL - Unbalanced
WYWIADY
wywiad

• ARION - Iivo Kaiopainen
• DYNAZTY - Nils Molin
• JENNER - Marija Dragićević
• ADMINISTRATORR ELECTRO - Bartosz Marmol
• MANIMAL - Samuel Nyman
• ISCARIOTA - Justyna Szatny
• ALBION - Jerzy Antczak
• LAURA COX

więcej wywiadów

RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• PAUL MCCARTNEY - Kraków
• COLIN BASS, AMAROK, WALFAD - Piekary Śl.
• SLAYER, LAMB OF GOD, ANTHRAX, OBITUARY - Łódź
• POWERWOLF, AMARANTHE, KISSIN’ DYNAMITE - Warszawa
• HAMMERFALL, ARMORED DAWN - Wrocław
• TARJA, STRATOVARIUS, SERPENTYNE - Kraków
• THREE DAYS GRACE - Wrocław
• ILUZJE - II ŻORSKI FESTIWAL MUZYKI ART-ROCKOWEJ - Żory
• XIII STOLETI - Zabrze
• THE PINEAPPLE THIEF, LIZZARD - Warszawa
• ALBION - Kraków
• FORTECA - Wrocław
• TREMONTI - Warszawa
• PAIN OF SALVATION, KINGCROW - Kraków
• THIRTY SECONDS TO MARS - Kraków

więcej relacji

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Książki » Motörhead w studio - Jake Brown i Lemmy Kilmister
Motörhead w studio - Jake Brown i Lemmy Kilmister
Motorhead w Studio



Motörhead w studio
Jake Brown i Lemmy Kilmister
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: In Rock








Czasami człowiek potrzebuje silnego impulsu, bodźca, żeby coś rozpocząć lub zakończyć. Głupio się przyznać, ale najwidoczniej coś takiego było mi niezbędne, by w końcu napisać ten tekst, a wcześniej przeczytać (do końca) książkę, z którą – muszę przyznać – nie było mi łatwo. Tym impulsem okazało się zdarzenie, które wstrząsnęło rockowym światem, śmierć Lemmy’ego, człowieka legendy.

Do lektury zabierałem się kilkakrotnie, jednak z uwagi na brak chemii, po przeczytaniu kilku stron książka przeważnie trafiała na tzw. parapet czytelniczego zawieszenia. Niby książka powinna wciągać, bo przecież traktuje ona o wyjątkowo rozrywkowym Motörhead, a tak naprawdę stanowiła spore wyzwanie. Jest to o tyle dziwne, że przecież nikomu nie trzeba wyjaśniać, że założyciel zespołu był (niestety w czasie przeszłym) wyjątkowo barwną osobistością. Artysta wiódł niezwykle bujne życie czerpiąc z niego ile tylko wlezie, jednak „Motörhead w studio” jak sama nazwa wskazuje, porusza nieco odmienne zagadnienia. Przedstawia chronologiczne perypetie powstania poszczególnych albumów Motörhead, za wyjątkiem ostatniego „Bad Magic”. Również temat dwóch wcześniejszych krążków został opisany mniej skrupulatnie, w formie uzupełnienia od polskiego wydawcy, które napisał Paweł Brzykcy.

Duży nacisk położono na zagadnienia stricte techniczne, aspekty czysto realizatorskie, co dla przeciętnego zjadacza chleba może stanowić średnio porywającą lekturę. To właśnie z tego powodu sam miałem poważne problemy z przełknięciem tejże książki. Przez większość czasu czytałem o rzeczach, które w zasadzie dla zwykłego śmiertelnika nie są zbytnio pociągające np. rozmieszczenie mikrofonów, ich rodzaje itp. Na szczęście co pewien czas - techniczne wykłady - łamały wstawki z życia zespołu opowiadane przez Lemmy’ego albo inną osobę. Właśnie takie momenty wybudzały mnie z letargu sprawiając, że chciało czytać się dalej. Gdy człowiek już się wkręcił następowało kolejne sprawozdanie na temat studyjnych rozstawień mikrofonów, ich ustawień itd. Być może dla maniaka Motörhead lub osoby zainteresowanej pracą w studio, poruszane zagadnienia okażą się ciekawe, jednak w moim przypadku nie było tak kolorowo.

Książka została podzielona na rozdziały opisujące dzieje powstania kolejnych płyt metalowej (niby Lemmy nie chciał by Motörhead postrzegano jako metalowy band) legendy o rock’n’rollowym usposobieniu. Na wstępie każdego z nich wymieniony został skład zespołu, producenci itp. Jest to niezła encyklopedia dla zagorzalców, których na pewno nie brakuje, a w obliczu tego co się ostatnio stało, ich grono zapewne stanie się jeszcze liczniejsze. Oprócz wiedzy czysto teoretycznej, można się dowiedzieć czegoś o perypetiach tworzenia, metodach pracy zespołu, stresie i presji (te dwa czynniki, jak można przeczytać, były mobilizujące), podejściu do muzyki itd. Najbardziej wciągające są wypowiedzi samych członków Motörhead (nie tylko z ostatniego składu) oraz innych ludzi z branży. Dzięki nim dowiedzieć się można wiele o zespole, nawykach muzyków, nastawieniu do pracy, do życia. Jak się okazuje Lemmy i spółka byli udręką dla producentów i realizatorów. Wiedzieli czego chcą i ciężko było im przetłumaczyć, że coś powinno/może wyglądać inaczej. To oni dyktowali warunki pracy, choć czasami ktoś potrafił wpłynąć na zmianę ich decyzji np. Cameron Webb. Ponadto treść niesie ze sobą wiele ciekawostek, jak np. możliwości Mikkey’ego Dee do nagrywania swoich partii bez podkładu, nawyków oraz preferencji Lemmy’ego podczas pracy w studio („namiot” z ulatującym dymem – chciałbym to zobaczyć!); niekończących zmaganiach przy nagrywaniu basu, który wg samego zainteresowanego nie powinien mieć „dołów” i wiele innych.

Cóż więcej można dodać… Śmierć Lemmy’ego to potężna starta (nie tylko dla) metalowej sceny. Odszedł kolejny wielki muzyk, człowiek legenda, postać wyrazista, a przede wszystkim autentyczna; artysta, który niczego nie udawał. Myślę, że ta książka w pewien sposób to odzwierciedla i mimo cięższych momentów o technicznym zabarwieniu, stanowi wspomnienie człowieka, którego wkład w muzykę rock – metalową jest niezaprzeczalny. Może nie byłem maniakalnym fanem Motörhead, ale to co się stało wywołało u mnie podobne odczucia do tych, jakie towarzyszyły informacji o śmierci Dio czy też Chucka Schuldinera (Death, Control Denied). Zakończę następująco – Lemmy może i odszedł, ale to, co po sobie pozostawił sprawi, że pozostanie wciąż żywy, niech spoczywa w pokoju...

Marcin Magiera
Komentarze