18.06.2018
RECENZJE

• STONE OF A BITCH - Stone Of A Bitch
• DEEP PURPLE - InFinite
• KING CRIMSON - In the Court of the Crimson King
• GOD’S OWN MEDICINE - Afar
• MUNICIPAL WASTE - Slime and Punishment
• THE TREE - Bright Side (EP)
• RYAN ROXIE - Imagine Your Reality
• LIFEPHOBIA - All My Life
• KAIPA - In the Wake of Evolution
• COURTNEY BARNETT - Tell Me How You Really Feel
• FOCUS - Moving Waves
• MARILYN MANSON - Antichrist Superstar
• FALL OUT BOY - MANIA
• KŁY - Szczerzenie
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• YES FEATURING, SBB - Warszawa
• EXODUS, HORRORSCOPE, MENTOR - Katowice
• CAMEL - Warszawa
• ARENA - Warszawa
• JAZZ Q - Chorzów
• FISH - Chorzów
• BATUSHKA, OBSCURE SPHINX, ENTROPIA - Wrocław
• BELIEVE - Warszawa
• PROGROCK FEST - Legionowo
• PROGROCK FEST - Legionowo
• WISHBONE ASH - Katowice
• CLOSTERKELLER - Zabrze
• BELIEVE - Konin

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• LORDI - Ox
• BOREALIS - Matt Marinelli
• MENSKO - Piotr Juszczak, Marcin Moroz
• HEAT AFFECTED ZONE
• STANDARD B - Dawid Kubicki, Michał Mędak
• ELVENKING - Damna
• FACTOR 8

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2016.01.23 - Luca Turilli's Rhapsody, Iron Mask, Asylum Pyre - Wrocław
2016.01.23 - Luca Turilli's Rhapsody, Iron Mask, Asylum Pyre - Wrocław

23.01.2016
- Luca Turilli's Rhapsody, Iron Mask, Asylum Pyre -
Wrocław / Alibi



Po podziale na dwie frakcje, obie grupy Rhapsody poczynają sobie całkiem dzielnie. Szczerze mówiąc bardziej do gustu przypada mi jednak odłam prowadzony przez Lucę Turilliego. Zabawniejsze jest to że z datą premiery nowego albumu "...of Fire" zbiegła się trasa promująca drugi album "Luca Turilli's...". Cóż świadomie lub podświadomie na pewno w obozach jest jakaś rywalizacja. Dla fanów taka konkurencja wypada chyba tylko na dobre.

Ucieszyłem się bardzo, że na trasie Rhapsody będzie wspierane przez Iron Mask... zespół wyruszył w trasę prawdopodobnie po to by o sobie przypomnieć. Przecież ostatni album ukazał się już trzy lata temu. Zresztą z grup dowodzonych przez Dushana Petrossi - to właśnie Iron Mask najbardziej cenię. Niestety kiedy poczyniłem przygotowania do tego koncertu wyczytałem, ze Mark Boals nie jest już frontmanem grupy - zamiast niego w zespole mikrofon dzierży Portugalczyk - Artur Almeida.

Tuż po przybyciu do wrocławskiego klubu Alibi pospiesznie udaliśmy się do całkiem dobrze zaopatrzonych stoisk ze wszelakim merchem, gdzie miałem okazję zamienić kilka słów z ekipą Iron Mask oraz z producentem ich płyt. Pogadaliśmy o zmianach personalnych i o nowej płycie, która jak się okazuje już w połowie jest nagrana. Dowiedziałem się, że nowy album powinien być gotowy na maj, ale prawdopodobnie wytwórnia ustali premierę na jesień. Poza tym ekipa pozytywnie podkręciła atmosferę chwaląc nowego wokalistę jako podobnego warunkami głosu do samego Dickinsona... chwyciłem haczyk :)

Redakcyjny kolega - Marcin, bywalec wrocławskich klubów od razu zapowiadał, że ma w Alibi swoje ulubione miejsce, które tuż po odwiedzeniu merchu i baru zajęliśmy strategicznie, czekając na koncert. Ustawione na niedużej scenie banery Asylum Pyre zapowiadały, że to Francuzi otworzą wieczorny show. Dowodzony przez wokalistkę zespół zrobił na niezbyt jeszcze licznej publiczności dobre wrażenie i niemal w lot złapał z nią dobry. Grupa zainteresowała swoją twórczością i mnie, prezentując materiał z dwóch płyt, który odróżnia się od masy nowożytnych grup z wokalistkami. Oszczędne klawisze, dynamiczne kawałki i motoryka stawiana ponad melodykę, to chyba tego wieczoru ujęło mnie w półgodzinnym występie zespołu.

Po dokładnie odmierzonej przerwie technicznej, po usunięciu kilku gratów ze sceny w nieco bardziej komfortowych warunkach przyszło zagrać multinarodowościowej ekipie z Iron Mask. Grupa z utworu na utwór brzmiała coraz lepiej, a w secie, który trwał poniżej trzech kwadransów zawarła chyba większość swoich singli. Nowy wokalista rzeczywiście daje radę i to zarówno w kawałkach Boalsa jak i Valhalli jr. Zespół zgromadził pod sceną nieco więcej fanów, ale ważne było to, że byli to ludzie, którzy znali repertuar i podśpiewywali nośne refreny wraz zespołem. Zabawną sytuację zafundowała ekipa techniczna, która przez otwarte boczne drzwi obrzuciła zespół śnieżkami :).

Wejście na scenę Rhapsody Luci Turilli'ego poprzedzone było orkiestralnym intro, które zapowiadało nowe wyjątkowe doświadczenia symfoniczno - kinematyczne. Nieco zbyt mała scena klubu odebrała część doznań, bowiem siłą rzeczy umieszczony za perkusją ekran nie był w całości widoczny dla lwiej części publiczności. A działo się na nim sporo. Od pełnych teledysków przez inne wizualizacje i efekty, które z powodzeniem zastępowały atrakcje dostępne dla większych powierzchniowo miejsc. Głównym daniem była jednak muzyka Rhapsody i to zarówno promująca najnowszy album, nowe oblicze kapeli, jak też ukłony w stronę klasyków. I tak wśród nieprawdopodobnych aplauzów, pojawiły się między innymi takie utwory jak Land of Immortals, Dawn of Victory, Emeral Sword, czy Unholy Warcry . Co ciekawe równie żywiołowo publiczność reagowała także na nowy materiał, a tym oczywiście nie mogło zabraknąć nowych singli gdzie Prommetheus i Rosenkreuz zrobiły furorę, ale i mały krok wstecz do płyt poprzedniej wywołał pozytywne reakcje. Zapewne domyślacie się, że orkiestracje odgrywane były "z klawisza", jednakże kolorytu wydarzeniu i pewnego pierwiastka operowego dodało zaangażowanie gości - tenora i sopranistki, których każdorazowe pojawienie spotykało się z aplauzem. Szczególnie Emilie Ragni przypodobała się publiczności śpiewając w duecie z Alessandro Conti. Warto wspomnieć o tym, że muzycy dawali z siebie wszystko, szaleli na scenie, na tyle na ile pozwalały im warunki i jej kubatura. Luca Truilli biegał, skakał i tryskał energią, jednakże tylko on oraz klawiszowiec, nie uraczyli nas tego wieczorami osobnymi solówkami. A zaczęło się od kapitalnej solówki Alexa Landenburga, który do motywu z "Gry o Tron" odegrał świetnie perkusyjny podkład, który następnie przeszedł w szaloną galopadę, nie stroniącą od technicznych majstersztyków i popisów ale przy tym niebywale melodyjną. Widziałem w ostatnim czasie wiele solowych popisów perkusyjnych, ale ten był zdecydowanie jednym z najlepszych. Po pewnym czasie basowym solo uraczył nas Patrice Guers, który nie dość że wykorzystał wszystkie możliwe techniki gry od klangowania przez tapping po akordy, zagrał również bardzo melodyjnie. Tego się po prostu dobrze słuchało. Całości dopełnił drugi gitarzysta grupy, który również wspierał swego czasu Rhapsody of Fire - Dominique Leurquin .
Warto wspomnieć, że przez cały koncert wokalista - Alesandro Conti nie uronił ani jednego dźwięku. Wprawdzie w refrenach wspomagany przez chóry widocznie odpuszczał, ale wszystkie górki do ostatniego utworu potraktował z pełnym zaangażowaniem.

Nie obyło się bez bisów, zespół więc gościł na scenie godzinę i 45 minut, był to bardzo udany i dobrze nagłośniony koncert. Wprawdzie jeśli nie posłużyłbym się zatyczkami - przypłaciłbym to zdrowiem - bo całość była ustawiona na mój gust zbyt głośno, ale nieco przytłumiony zatyczkami - delektowałem się selektywnym brzmieniem każdego instrumentu, głosu i orkiestry.
Po koncercie muzycy poszli się odświeżyć, ale stopniowo pojawiali się w okolicach stoisk i baru by porozmawiać z fanami, pozować do zdjęć i rozdać autografy.
Przyznam szczerze, że nowy album odsłuchany z wersji promocyjnej jawił mi się jako nieco zbyt przytłaczający i skomplikowany. Odsłuchanie tych kompozycji na żywo nakręciło mnie pozytywnie na tą muzykę i postanowiłem jednak uzupełnić dyskografię. Jak dla mnie w tym momencie Turilli vs "of Fire" 2:0.
















Tekst: Piotr Spyra
Foto: Marcin Magiera
Komentarze