22.05.2017
RECENZJE

• HIDDEN BY IVY - Beyond
• SOUNDGARDEN - Superunknown
• HELLOWEEN - Pink Bubbles Go Ape
• OMNI MODO - Tekturowy Samolot
• STALOWY BAGAŻ - Ciężki Rok
• METUS - Czarne Motyle
• SEEDS OF MARY - Choose You Lie
• THUNDERWAR - Black Storm
• MEW - No More Stories Are Told Today...
• DEEP PURPLE - Perfect Strangers - Live
• ALEX CORDO - Origami
• KEEP ROCKIN' - Screaming Out Your Name
• RICHARD BARBIERI - Planets+Persona
• YET ANOTHER - Ejt Trak Demo
• FRANKENSTEIN CHILDREN - I’m Here Somewhere
• OSI - Blood
WYWIADY
wywiad

• BLAZE BAYLEY
• DEMON JESTER
• IRON MASK - Dushan Petrossi
• BURNING POINT - Pete Ahonen
• NOCNY KOCHANEK - Ojciec Arkadiusz
• MEMOCRASHER
• EDEN'S CURSE - Paul Logue

więcej wywiadów

RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• RIVERSIDE, LION SHEPHERD, SLTEOTW - Katowice
• BLAZE BAYLEY - Tychy
• VOTUM, ART OF ILLUSION - Chorzów
• THE NEAL MORSE BAND - Warszawa
• THE BREW - Piekary Śl.
• PROGROCKFEST 2017 - Legionowo
• SIENA ROOT, BRAIN CONNECT - Chorzów
• CETI - Łódź
• DISPERSE, RETROSPECTIVE, AYDEN - Piekary Śl.
• DEVIN TOWNSEND PROJECT, BETWEEN THE BURIED AND ME, LEPROUS - Kraków
• HAMMERFALL, GLORYHAMMER, LANCER - Warszawa

więcej relacji

ARTICLES IN ENGLISH

• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview
• GUNSEN - The Adventure Of The Devil's Note - Review

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - B » Blackfield - 2017 - Blackfield V
Blackfield - 2017 - Blackfield V

BLACKFIELD - Blackfield V



Blackfield - V

1. A Drop In The Ocean (1:23)
2. Family Man (3:37)
3. How Was Your Ride? (3:58)
4. We'll Never Be Apart (2:54)
5. Sorry s (2:58)
6. Life Is An Ocean (3:26)
7. Lately (3:24)
8. October (3:31)
9. The Jackal (3:56)
10. Salt Water (2:39)
11. Undercover Heart (4:02)
12. Lonely Soul (3:42)
13. From 44 To 48 (4:31)

Rok wydania: 2017
Wydawca: Kscope
http://www.kscopemusic.com/




Kilka lat temu, w świat poszła informacja, że Blackfield staje się dla Stevena Wilsona zamkniętym rozdziałem. Już ostatnia płyta projektu, była głównie dziełem Aviva Geffena, chociaż Steven podjął się miksu, produkcji i ubogacił tamten materiał partiami gitar, oraz kilkoma wokalizami. Mimo, że do jej realizacji Aviv zaprosił, szersze grono znamienitych gości, to moim zdaniem „Czwórka”, miała mniej polotu, niż płyty poprzednie. Cieszy więc, że Steven zmienił zdanie i historia tego sympatycznego duetu toczy się dalej. Bardziej piosenkowy i bardziej zwarty charakter muzyki Blackfield, idealnie równoważy to, co Wilson tworzy pod swoim własnym nazwiskiem.

Już sama okładka płyty stanowi wyraźne nawiązanie, do (chyba) najbardziej cenionego przez fanów, pierwszego albumu. Jak się to przełożyło na samą muzykę? Zwolennicy klimatycznych, rozmarzonych, czasem okraszonych symfonicznymi tłami, charakterystycznych blackfieldowych piosenek, nie powinni być zawiedzeni. „Jedynka” jednak, jest tylko jedna. Nowy materiał posiada natomiast pewien element, wyróżniający go pod względem muzycznym. Jedni to zaakceptują, a inni pokręcą pewnie nosem.

Nowa płyta rozpoczyna się trwającym niespełna półtorej minuty fragmentem „A Drop In The Ocean”, będącym pięknym, symfonicznym intrem. Bardziej dynamiczny (z fajnie tnącymi gitarkami w tle) „Family Man”, stanowi tutaj nie gorszy rozgrzewacz, niż pamiętny „Open Mind”, z debiutu. Zwolennicy lirycznych , subtelnych motywów, pewnie nie przejdą obojętnie, obok takich kompozycji jak: „How Was Your Ride?”, „Life Is An Ocean”, „October”, „The Jackal”, czy „Undercover Heart” (ten akurat kojarzy mi się z Bondem). Trochę ożywienia wnosi bardzo witalne „Lately”, z pięknym wokalnym żeński motywem w środku. Natomiast takie fragmenty jak „We'll Never Be Apart”, „Sorry s”, mimo że są przecież króciutkie, jednak nieco nużą. Dużo uroku ma natomiast niespełna 2,5 minutowy, instrumentalny, gitarowy „Salt Water”, ze smykami w tle. W samej końcówce płyty, nadchodzi to novum, o którym wspominałem wcześniej. „Lonely Soul”, to taka folkująca, wręcz soulowa, bardzo klubowa impresja, zdecydowanie odbiegającą od całości. Nie kręcąc nosem, przyjmuję ten eksperyment na przysłowiową klatę, mając jednak nadzieję, że to jednorazowa fanaberia. Płytę kończy natomiast, bardzo majestatyczna, mogąca skojarzyć się nieco, z dokonaniami Alana Parsonsa, kompozycja „From 44 To 48”.

Unosząc okładkową fiolkę do góry, można stwierdzić, że jej zawartość jest w sumie zacna. Gołym okiem jednak widać, że zabrakło tutaj składnika, chociażby na miarę kompozycji kończącej wspomniany pierwszy album Blackfield - „Hello”.
„Hello”- ale przecież „Jedynka”, jest tylko jedna...

7,5/10

Marek Toma
Komentarze