23.09.2017
RECENZJE

• METUS - Black Butterflies
• AVE - Ave
• PRISTINE - Ninja
• MORDOR - Nothing...
• THALAMUS - Hiding From Dylight
• KORPIKLAANI - Live At The Masters of Rock
• MILLENIUM - The Cinema Show
• MOONSPELL - Extinct
• AYDEN - Identity
• THE PRISONER - Life of the Mind
• 1000DEAD - Thousanddead
• NERVECELL - Past, Present... Torture
• KARIBOW - From Here To The Impossible
• ART OF ILLUSION - Round Square of the Triangle
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• SUNRISE - Ostrów Wielkopolski
• ULI JON ROTH, THE HEAVY CRAWLS - Katowice.
• INO ROCK - Inowrocław
• PROG IN PARK - Warszawa
• RIVERSIDE, LION SHEPHERD, SLTEOTW - Katowice
• BLAZE BAYLEY - Tychy
• VOTUM, ART OF ILLUSION - Chorzów
• THE NEAL MORSE BAND - Warszawa
• THE BREW - Piekary Śl.
• PROGROCKFEST 2017 - Legionowo
• SIENA ROOT, BRAIN CONNECT - Chorzów

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• INDYGO
• NOVVA - Łukasz Stalmach
• RHAPSODY OF FIRE - Alex Staropoli
• LoTH - Maciej Sołtys
• PROCOL HARUM - Gary Brooker
• SNAKEBITE
• BLAZE BAYLEY

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview
• GUNSEN - The Adventure Of The Devil's Note - Review

more articles


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2017.05.05 - BLAZE BAYLEY - Tychy
2017.05.05 - BLAZE BAYLEY - Tychy

05.05.2017
BLAZE BAYLEY
Underground Pub - Tychy




W ramach trasy promującej krążek "Endure and Survive" BLAZE BAYLEY z zespołem zawitał ponownie do tyskiego Underground Pub. Ci, którzy pojawili się w klubie nieco wcześniej nie mieli problemu by uzyskać autografy, czy zrobić sobie zdjęcia z muzykami grupy - i samym Blazem. Przechadzali się oni swobodnie po klubie i chętnie rozmawiali z fanami.
Już przed koncertem można było odwiedzić dobrze zaopatrzone stoisko z merchem i nie tylko zaopatrzyć się w ostatnie płyty BLAZE'a oraz koszulki czy bluzy z grafikami z okładki, ale również można było nabyć płytę macierzystej kapeli muzyków grających z BAYLEY'em. Najlepszą jednak reklamą swojej konfekcji byli sami muzycy, którzy zarówno przed koncertem jak i podczas niego nosili się w ubraniach sygnowanych własnym brandem.

Rozgrzewkę zaserwował nam tego wieczoru zespół SLIVER, który dowodzony przez charyzmatyczną wokalistkę prezentował miks surowego heavu metalu jaki nieco nowocześniejszego do niego podejścia. W każdym razie nie zabrakło melodii i riffów, przy których nie sposób było odmówić sobie chociażby przytupywania. Grupa była przyzwoicie nagłośniona, ale przyznam że do gustu przypadły mi bardziej fragmenty growlujące. W melodyjnych partiach wokal nieco się gubił. Wrażenia natomiast pozostały pozytywne - mimo, że zdaniem wielu klimatycznie support nie do końca wpisywał się w plan wieczoru.

Wróćmy jednak do głównego dania dnia. BLAZE BAYLEY pojawił się na scenie tuż po 21-szej. I jak można było przypuszczać na pierwszy ogień zaprezentował utwory ze swojego najświeższego dzieła. Mimo że widziałem na żywo BLAZE'a zarówno w czasach z Maiden, jak i później podczas twórczości solowej, zaskoczyła mnie pozytywnie jego forma wokalna. Zapowiedzi agencji, że muzyk jest w życiowej formie wkładałem między bajki albo traktowałem jako kurtuazję, ale przyznam że nie było w tym stwierdzeniu grama przesady. Wokalista wręcz zachwyca swoją dyspozycją i charyzmą. Miałem okazję przeprowadzić przed koncertem z nim wywiad, jednak na scenie zaprezentowała się kompletnie inna osoba. Ze statecznego i rzeczowego, acz serdecznego rozmówcy, zmienił się w sceniczne zwierzę, które ewidentnie żyje swoją twórczością. Powrócił wcześniej już widziany przeze mnie na innych jego koncertach błysk w oczach a nawet odrobina szaleństwa.
Set tego wieczoru owszem opierał się na nowym repertuarze, bo przecież jego promocja to główne zadanie trasy, jednakże nie brakło wycieczek w przeszłość i to zarówno po karierze solowej jak i do repertuaru IRON MAIDEN czy WOLFSBANE.
Wiele kawałków wpisało się w konwencję futurystycznego konceptu o jakim traktuje nowa seria albumów, bowiem i wcześniejsze kawałki albo opowiadały o przyszłości albo o tematyce fantastycznej. I tak nie zabrakło utworów choćby z "Silicon Messiah" a z repertuaru MAIDEN pierwszy wybór padł na "Futureal" i "Virus". Tutaj na chwilę się zatrzymam bowiem opowiadając na gorąco rodzinie pierwsze wrażenia z koncertu użyłem sformułowania którym i tutaj się posłużę, a dotyczy ono kondycji BLAZE'a. Otóż wielokrotnie słyszałem utwór "Futureal" przy wielu okazjach i na różnych trasach. Ale obecne wykonanie przebija nawet oryginalną wersję z albumu!
Muzycy zespołu podobnie jak frontman, tryskali energią, dwoili się i troili na niewielkiej scenie, ale największą zabawę zaprezentowali podczas utworu "Manhunt", w którym odegrali inscenizowane przepychanki i zabieganie o brawa publiczności. Podczas występu nie zabrakło solówki perkusyjnej, przez co wspomniany kawałek przedłużyć mógł się na moje oko swobodnie do kwadransa. Kiedy muzycy zeszli ze sceny, publiczność na początku skandowała imię BLAZE'a, by następnie odśpiewać wstęp do X-Factor'owskiego otwieracza "Sing of the cross". Na te dźwięki muzycy nie mogli być obojętni... jednakże BAYLEY przyznał że tego utworu nie przygotowali, przypomniał że wprawdzie jest dumny ze swoich czasów w Żelaznej Dziewicy, ale nagrał już 10 własnych płyt... po czym zagrał "Judgement of heaven". Przy tej okazji uronił rąbka tajemnicy, że po trasie promującej trzecią część obecnej trylogii wybiera się z serią koncertów gdzie po raz ostatni ma zamiar zagrać cały set złożony z kawałków Iron Maiden. Podczas obu tych tras planuje odwiedzić Polskę i Underground Pub.
Dla kronikarskiej dokładności i by zaspokoić ciekawość fanów Maiden, w secie tego wieczoru pojawiły się jeszcze "Man on the edge" i "Clansman". A całość trwała dwie godziny.

Przyznam że jestem zachwycony tym występem, doborem materiału, proporcjami, zachowaniem muzyków. Zresztą tak po prawdzie osoby które pojawiły się na koncercie nie były przygodnymi fanami ciężkiej muzyki - to byli prawdziwi fani BLAZE'a. Przyznam, że wielokrotnie tego wieczoru zaśpiewy publiczności były bardziej gromkie niż to bywa na kilkutysięcznych arenach. Blaze z kolei objawił się jako dusza-człowiek. Serdecznie ściskał fanów, przybijał piątki a tych z pierwszego rzędu nawet co jakiś czas tulił.
Jako ciekawostkę wspomnę również incydent kiedy to podczas utworu "Man on the edge" w młynie kilku kolesi nieco za bardzo poniosło, a być może ktoś przekroczył granice zabawy i postanowili sobie dać po pyskach. Na ten widok BLAZE przerwał koncert. Wygłosił krótką tyradę, że "nie o to chodzi" i przez takie incydenty ludzie źle oceniają metalowców. Reszta klubu skwitowała upomnienia aprobatą, a wspomniani gorącogłowi osobnicy uspokoili się - koncert wznowiono.
Każdy kto bywa na koncertach wie, że w młynie dość łatwo przekroczyć granicę bezpiecznej zabawy, dlatego nikt sytuacji nie demonizował, jednak reakcja muzyków wymaga pochwały.

Po koncercie BLAZE zszedł prosto między ludzi i skierował się w stronę baru. W końcu obiecał, że pogada z każdym fanem, który będzie miał na to ochotę i podpisze każdy gadżet. Cóż, może i nie sprzedaje tylu płyt co 20 lat temu, ale na pewno jest wielką osobowością sceniczną.

Blace Bayley

Blace Bayley

Blace Bayley

Blace Bayley

Piotr Spyra
Komentarze