18.02.2018
RECENZJE

• BLACKSNAKE - Blood of the Snake
• ART OF ILLUSION - Cold War of Solipsism
• TRIVIUM - The Sin And The Sentence
• LIONE/CONTI
• STARSABOUT - Longing For Home
• VIRIDANSE - Hansel, Gretel E La Strega Cannibale
• ORPHANED LAND - The Never Ending Way of OrwarriOR
• AETHERIAN - The Untamed Wilderness
• SARATAN - Dark Orient
• SACRIMONIA - New World Ascension
• BRIGHT OPHIDIA - Fighting The Gravity
• WILKI - Acousticus Rockus
• PEARL JAM - Let's Play Two
• DISCO-NECTED - Vision Division
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• WARSAW PROG DAYS - Warszawa
• ROTTING CHRIST, CARACH ANGREN, SVART CROWN - Katowice
• CRADLE OF FILTH, MOONSPELL, SACRILEGIUM - Warszawa
• CRADLE OF FILTH, MOONSPELL - Kraków
• JETHRO TULL - Bydgoszcz
• HELLOWEEN - Warszawa
• COCHISE - Chorzów
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Wrocław
• ANATHEMA - Warszawa
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Warszawa
• EPICA, VUUR, MYRATH - Kraków
• KABAT - Trzyniec

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• STANDARD B - Dawid Kubicki, Michał Mędak
• ELVENKING - Damna
• FACTOR 8
• NOCTURNAL RITES - Nils Eriksson
• COMMUNIC - Oddleif Stensland
• CRYSTAL VIPER - Marta Gabriel
• SINNER - Tom Naumann

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Artykuły/Felietony » Redakcyjne podsumowanie roku 2017 cz. II
Redakcyjne podsumowanie roku 2017 cz. II

Redakcyjne podsumowanie roku 2017 cz. II



Połowa stycznia za nami więc najwyższa pora na pierwsze słowa podsumowania. Oto jak rok 2017 widzieli członkowie naszej redakcji:


Marek Toma:



ŚWIAT:

1. STEVEN WILSON - „To The Bone”
Steven nagrał płytę najmniej zawiłą muzycznie, spośród jego solowych dokonań, płytę najbardziej przystępną dla słuchacza, który z rockiem progresywnym miał mało do czynienia. W kwestii inspiracji, po zachłyśnięciu się muzyką lat 70-tych, tym razem wzięły górę fascynacje latami 80 -tymi. I znowu artysta dowiódł, że czego by się nie podjął, robi to zawsze na najwyższym poziomie. Jakby się nad tym bardziej zastanowić, to album „To The Bone”, tak naprawdę jest do szpiku kości wilsonowski. Nawet okładka z jego wizerunkiem sugeruje - oto cały ja. Jego najnowsze dzieło, posiada bowiem elementy, wszystkich jego najważniejszych przedsięwzięć: Porcupine Tree, No-Man i Blackfield. Piękna płyta, która sądzę, że zostanie bardziej doceniona, dopiero po latach, stając się kanonem, takim jak chociażby „So” Petera Gabriela.

2. SOEN - „Lykaia”
Trzecia pyta Soena, nie przynosi rewolucji pod względem muzycznym,. Zespół kontynuuje swój mroczny, post metalowy kierunek. Ostrość i muzyczna moc, w zestawieniu z czystymi, natchnionymi wokalizami Joela Ekelöfa przynosi niezmiennie, niesamowity efekt. A kołyszący , najbardziej liryczny fragment - „Lucidity”, można słuchać bez przerwy. To moim zdaniem najpiękniejszy spośród ich trzech rewelacyjnych albumów. No i cieszę się, że udało mi sie wchłonąć te dźwięki na żywo.

3. THE BLACK NOODLE PROJECT - „Divided We Fall”.
Tak jak Soen ukazał sie na początku lutego, praktycznie inaugurując miniony rok, tak wydana w grudniu płyta Francuzów, wieńczy ten - myślę, udany pod względem muzycznym sezon. „Divided We Fall” ukazał się praktycznie, kiedy miałem już w głowie wszystko poukładane. Tak też, powywracali mi całą kolejność i rzutem na taśmę, wskoczyli na muzyczne podium. Swoją wrażliwością i przepełnioną nostalgią muzyką, urzekli mnie bardziej niż ich koledzy, mieszkający po drugiej stronie kanału La Mache - Anathema (oni notabene, wydali również bardzo udany album).

4. ARABS IN ASPIC - „Syndenes Magi”.
Norwegia to prawdziwa kopalnia, nieodkrytych, kalorycznych i bardzo bogatych pokładów świetnej muzyki. Niezbitym dowodem na to jest chociażby Arabis In Aspic, ale równie dobrze, mógłby tutaj się znaleźć inny norweski zespół: Himmellegeme, Soup, Motorpsycho... Okazuje się, że to już piąty album Norwegów, nie wiem czemu nie dotarłem do nich wcześniej? „Syndenes Magi”, składa sie jedynie z trzech , ale długich, rozbudowanych kompozycji . W swojej muzyce nawiązuje do świetlanego dla muzyki rockowej okresu początku lat 70-tych. Wpływy King Crimson, Genesis, psychodelicznego okresu Pink Floyd i wielu, wielu innych, zwłaszcza psychodelicznych zespołów tamtego okresu, są tutaj oczywiście słyszalne. Analogowe brzmienie instrumentów klawiszowych i odjechane, gitarowe solówki to kwintesencja tej muzyki. No i wokal w języku norweskim, nadający jej wyjątkowej oryginalności.

5. PAIN OF SALVATION – „In The Passing Light of Day”
Po okresie pewnych eksperymentów i poszukiwań, Pain Of Salvation, powraca z konceptem, który pod względem muzycznym dorównuje temu , co zespół prezentował na swoich, moim zdaniem najlepszych płytach: „The Perfect Element”, czy „Remedy Lane”.

POLSKA:

1. LUNATIC SOUL - „Fractured”.
Poprzednie płyty projektu Mariusza Dudy, traktowane były przeze mnie, trochę jako produkt uboczny, tzn. nie twierdzę, że były złe, że mi sie nie podobały, jednak nie sięgałem po nie zbyt często. Muzyka, która zawiera najnowsza płyta Lunotic Soul, sprawia, że chce mi się po nią sięgać, więc sięgam i słucham z wielką przyjemnością nader często, ostatnio nawet częściej niż płyt macierzystej formacji Mariusza - Riverside. „Fractured” wciąga i uzależnia.

2. YESTERNIGHT - „The False Awakening”.
Moim zdaniem Jeden z lepszych, ba - najlepszy z krajowych muzycznych debiutów. Chyba już nie jestem ortodoksyjnym fanem klasycznego prog- rocka. Spoglądam bowiem na swoje zestawienie i łapię się na tym, że jest to praktycznie jedyna pozycja, zawierająca muzykę, w typowej, prog rockowej konwencji. Płytę można, a właściwie nawet trzeba postawić, obok takich rodzimych, progresywnych perełek jak „Moonschine” Collage, „Exist” Millenium, czy „The Helpless” Grendela.

3. HIDDEN BY IVY - „Beyond”
Płyta tego rzeszowsko-białostockiego duetu (Rafał Tomaszczuk - Andrzej Turaj), urzeka swoim mrocznym, ascetycznym, nieco dekadenckim, ociekającym spokojem klimatem. Wydaje mi się, że Hidden By Ivy wyjątkowo przypadł by do gustu nieodżałowanemu Tomkowi Beksińskiemu. Mieszają się tutaj klimaty, jakie możemy znaleźć w dorobku tak „meteorologicznych” zespołów jak: Anathema, Antimatter, Nine Stone Close, jak również Dead Can Dance, Brendan Perry, Depeche Mode, czy Lacrimosa.

4. RETROSPECTIVE -„Re: Search”
Formacja z Leszna zaprezentowała bardzo witalną, energetyczną muzykę, z dużym powerem. Taką, która daje prawdziwego kopa, dostarcza zastrzyk energii i chęć funkcjonowania na tym padole. Duża to wartość, bo nie każda muzyka potrafi wykrzesać to z człowieka. Płyta wydana dla zachodnie wytworni i brzmi jak zachodnia produkcja.

5. NOVEMBER MIGHT BE FINE - „South”.
Znalazło sie również miejsce na rodzimy post rock. Podobnie jak w przypadku The Black Noodle Project, płyta rzutem na taśmę znalazła się w moim zestawieniu, tym samym wyprzedzając kilka równie zacnych pozycji. Jest to rzecz wyjątkowo świeża, płyta w formie fizycznej ujrzała światło dzienne w listopadzie. Muzyka zawarta na „South, świetnie łączy post rockową zwiewność i przestrzeń, z post metalową mocą i ciężarem. Pochodzący ze Śląska November Might Be Fine, w swoim gatunku, bez wątpienia dorównuje tak renomowanym markom jak: Tides From Nebula, Sounds Like The End Of The World, Besides, czy Ayden.



Robert Cisło:



Rok 2017 obfitował w tak wiele ciekawych wydawnictw muzycznych, że ciężko było się ogarnąć wśród tych najlepszych, a co dopiero wybrać z nich po 5, które sięgnęły po najwyższe laury. Poniższe zestawienie zagranicznych wydawnictw zawiera płyty, których po prostu najdłużej w słuchałem.

ŚWIAT:

HAEMORRHAGE – We Are The Gore
Grind-owi weterani uderzyli ponownie z przytupem niczym hiszpańska inkwizycja! Od kiedy ujrzałem ich pierwszy raz we wrocławskiej spelunie zwanej klubem „Madness” w roku 2009 nigdy nie zawiedli, ani koncertowo, ani z płyt, zawsze zapewniając doskonałą i wesołą zabawę na wysokim poziomie. „We Are the Gore” to esencja goregrindu o ciężkim brzmieniu w najlepszym wydaniu, przy którym najpodlejsze placówki NFZ jawią się niczym ekskluzywne SPA.

IMMOLATION – Atonement
Bez wątpienia to jeden z najlepszych albumów jakich dane było mi słuchać w minionym roku. Niezwykle klimatyczne dzieło o doskonałym brzmieniu. Mocno i ponuro w niezbyt pospiesznym tempie, niczym buldożer siejący śmierć i zniszczenie. „Atonement” idealnie wpisuje się w definicję amerykańskiego death metalu, będąc jego jednym z najlepszych przykładów.

CHELSEA WOLFE – Hiss Spun
Płyta dziwna i rewelacyjna, która swą urzekającą atmosferą całkowicie pochłania słuchacza. Inkrustowana ponurym oniryczny klimatem, wymieszanym z depresją w psychodelicznych oparach przy akompaniamencie subtelnego i mocnego za razem kobiecego głosu.

ALL PIGS MUST DIE – Hostage Animal
Album, obok którego nie da się przejść obojętnie – albo się go całkowicie polubi, albo zupełnie znienawidzi. Nieznośny i zgrzytliwy, rozrywa trzewia i poniewiera niemiłosiernie jak kofeina podana dożylnie. Iście wybuchowa mieszanka brudnego hardcore’u i metalu.

Ponadto tuż za nimi plasują się Cannibal Corpse „Red Before Black”, Wolfbrigade „Run With The Hunted”, Body Count „Bloodlust”, Benighted „Necrobreed”, Power Trip „Nightmare Logic” i Engulfed „Engulfed In Obscurity”, które też nieźle dały się we znaki i warto o nich wspomnieć.

POLSKA:

UR - Black Vortex
Choć ledwo się załapał na 2017 rok, to jednak wywarł niesamowite wrażenie. Mroczny i pełen niepokoju metalowy amalgamat głównie black i death metalu.

IN TWILIGHTS EMBRACE – Vanitas
Zespół, który jest dowodem na to, że warto czasem oglądać supporty, grające przed tuzami metalu. Umiejętnie lawiruje w odmętach melodyjnego skandynawskiego black metalu z dużą dozą energii. Materiał zawiera dużo odniesień do wczesnych lat 90-tych, podany na świeżo w bardzo przystępnej formie i bogaty w wpadające w ucho riffy. Wszystkiego w nim w sam raz.

MASACHIST - The Sect (Death REALigion)
Tu nie ma nad czym się rozpisywać, zatem krótko: solidna porcja brutalnego death metalu w doskonałym wykonaniu.

NORTHERN PLAGUE - Scorn the Idle
Zespół poznany przypadkiem, na koncercie w niewielkim klubie. To chyba najlepszy w skutkach muzyczny przypadek jaki mnie spotkał w 2017 roku. Bardzo dobry i dynamiczny materiał z pogranicza black/death, na którym ponura aura kładzie się grubym cieniem.

BIESY - Noc Lekkich Obyczajów/ MEDICO PESTE – Herzogian Darkness
Nie mogłem się zdecydować, który... Oba dobre, oba intrygujące. Tak powinno się grać, tak powinno się muzyką w głowie mieszać.


Patryk Pawelec:



ŚWIAT:

1. MARILYN MANSON - "Heaven Upside Down"
- Kiedyś nienawidziłem, dziś kocham. Do geniuszu Mansona trzeba dorosnąć.

2. MOTÖRHEAD - "Under Cover"
- Kiedy Motörhead przerobi Twoją piosenkę, przestaje ona być Twoja. Piękne zwieńczenie kariery archetypu rock n' rolla.

3 - ALMANAC - "Kingslayer"
- Widać że dla Victora Smolskiego Rage było tylko przystankiem w karierze. Ten album potwierdza to w 100 procentach.

4 - NICKELBACK - "Feed The Machine"
- Po latach przymilania się radiu muzycy wrócili do tego co im wychodzi najlepiej.

5. ANNIHILATOR - "For The Demented"
Jeff Waters po raz kolejny pokazuje, że nie potrzebuje charyzmatycznego wokalisty o manierze Bruce'a Dickinsona aby nagrać spójny, metalowy album.

POLSKA:

1. DAS MOON - "Dead"
- Warto było poczekać na tą płytę. Artystyczny geniusz warszawskiego tria sięgnął szczytu. Kto nie zna, przegrywa!

2. JAN BO - "Kawa i Dym"
- Mój tata miał "Wojnę w mieście", a ja mam "Kawę i Dym". Każde kolejne pokolenie może się pochwalić "swoją" płytą tego genialnego gitarzysty.

3 WHITE HIGHWAY - "City Lights"
- Objawienie. Tak powinien brzmieć stadionowy rock naszych czasów.

4 SETHEIST - "They"
- Nie wiem dlaczego nie dostali nigdzie najwyższej noty. To jeden z najlepszych debiutów jakie słyszałem w ostatnim czasie.

5 SNOWBLIND - "Before I Die I Want To..."
- Niskie, grungowe brzmienia przeżywają swój renesans. Oto najlepszy przykład.
Komentarze