29.02.2020
RECENZJE
OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

CETI - Oczy Martwych Miast

KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain


Nawigacja
Artykuły » Książki » SLASH - W jamie węża - PAUL STENNING
SLASH - W jamie węża - PAUL STENNING

Paul Stenning
SLASH
“W jamie węża”


slash

Rok wydania: 2018
Wydawca: In Rock





Niemal każdy, kto kiedyś postanowił nauczyć się grać na jakimś instrumencie został zainspirowany Jedną-Z-Tych-Ważnych-Muzycznych-Person. Na niektórych wpłynął Nikola Paganini, na innych Jimi Hendrix, a na jeszcze innych Louis Armstrong. Mnie na przykład do sięgnięcia po gitarę skusiła solówka z „Give in to me” Michaela Jacksona, w wykonaniu Slasha z Guns N’Roses. Zresztą „Gunsi” zawsze byli gdzieś blisko mnie, zapewne z powodu ich nieziemskiej popularności w pierwszej połowie lat 90.

I oto mam przed sobą biografię tego jednego z największych gitarzystów muzyki rockowej. Autor tekstu, Paul Stanning (mający na koncie publikacje np. o AC/DC, Metallice oraz Iron Maiden), swoją opowieść zakończył na 2007 roku, ale za sprawą posłowia w wykonaniu Roberta Filipowskiego tekst został zaktualizowany i zahacza o 2018 rok. Dla porządku należy wspomnieć o osobie tłumacza części zasadniczej (Katarzyna Jokiel-Paluch) i wydawnictwie, które książkę wydało (In Rock).

Ponieważ książka w wydaniu polskim posiada dwóch autorów, postanowiłem podzielić jej ocenianie na dwie części. Pierwsza, autorstwa Paula Stanninga, to sztampowy rys biograficzny: autor przedstawia gitarzystę począwszy od czasów szkolnych, kiedy to zaczyna on uczyć się grać na gitarze, następnie zakłada kolejne kapele. Przyglądamy się tym trzem najważniejszym (Guns N’Roses, Slash’s Snakepit oraz Velvet Revolver). Znaczna część książki opiera się na burzliwych relacjach Slash-Axl Rose, ukazanych dość stronniczo. Niestety autor nie natrudził się, by odszukać osoby, np. współpracujące z zespołem podczas ogólnoświatowej trasy „Use your illusion” i poznać ich punkt widzenia. Podobnie ma się sprawa, gdy przytaczane są wypowiedzi głównego bohatera – znaczna ich część to przepisane cytaty ze stron internetowych. Ciekawym, choć nie do końca jednak trafionym, krokiem Stenninga jest próba zrecenzowania albumów, które Slash wydał z „Gunsami” i swoimi dwoma pozostałymi składami. I tu znów zgrzyt, bo wg biografa każda nuta wydobyta z dowolnego Gibsona Slasha to mistrzostwo świata. Przydałoby się jednak więcej obiektywizmu, bo - umówmy się - Slash ma w swoim dorobku także nagrania przeciętne.
Niestety nie ma w tej książce również ciekawych anegdot, wypowiedzi jego współpracowników, innych muzyków, z którymi grał... Tekst Stanninga sprawia wrażenie pisanego na kolanie z równoczesnym zerkaniem do Internetu.

Zupełnie inna historia dotyczy posłowia do polskiego wydania. Tu trzeba przyznać, że Robert Filipowski bardzo dobrze przygotował się do pracy. Mamy tu przede wszystkim powody reaktywacji Guns N’Roses, są tu także polskie wątki dotyczące Dody oraz, co ważne, obiektywne spojrzenie na twórczość Slasha. Ważną częścią posłowia jest także specyfikacja sprzętu, którego używa nasz bohater, są także wypowiedzi znanych osób o gitarzyście oraz miniankieta. To dopiero od polskiego autora dowiadujemy się, że Slash to nie tylko te trzy wspomniane wyżej kapele. Myślę, że gdyby to Robert Filipowski podjął się napisania całej biografii od początku, wyszłoby to książce na dobre. A tak niestety mamy średniej jakości książkę, która dostarcza niewiele nowego. No, może poza całkiem fajnymi fotografiami.

Mariusz Fabin
Komentarze