20.04.2019
RECENZJE

• JORDAN RUDESS - Wired For Madness
• NONAMEN - Interior's Weather
• DRAGONHAMMER - Time for Expiation
• KAREN O & DANGER MOUSE - Lux Prima
• SPITFISH - Penny Dreadful
• IN THE WOODS... - Cease The Day
• RAUHNÅCHT - Unterm Gipfelthron
• MECHANISM - Entering The Invisible Light
• TRACES TO NOWHERE - Up To The Sun
• DREAM EVIL - DragonSlayer
• BLACK RIVER - Humanoid
• VOODOO - MMXIX
• EMBRIONAL - Evil Dead
• AEPHANEMER - Prokopton
• LION SHEPHERD - III
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• RPWL - Piekary Śląskie
• BULLET FOR MY VALENTINE - Warszawa
• MYSTERY - Piekary Śląskie
• U.D.O., RED PARTIZAN, KISS OF THE DOLLS, - Warszawa
• SIENA ROOT, HIGHWAY - Piekary Śląskie
• OVERKILL, DESTRUCTION, FLOTSAM & JETSAM, CHRONOSPHERE - Wrocław
• HAKEN, VOLA, BENET KNEE - Kraków
• KLASZ OV THE SEJTANS XIV - Warszawa
• PAUL MCCARTNEY - Kraków
• COLIN BASS, AMAROK, WALFAD - Piekary Śl.
• SLAYER, LAMB OF GOD, ANTHRAX, OBITUARY - Łódź
• POWERWOLF, AMARANTHE, KISSIN’ DYNAMITE - Warszawa
• HAMMERFALL, ARMORED DAWN - Wrocław
• TARJA, STRATOVARIUS, SERPENTYNE - Kraków
• THREE DAYS GRACE - Wrocław

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• THE BLACK WATER PANIC PROJECT
• MARTY FRIEDMAN
• POKERFACE - Xen Ritter
• KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI - Jacek Hiro
• LORIEN - Inga Habiba
• LEASH EYE - Opath
• NOCTI
• RHAPSODY OF FIRE - Alex Staropoli

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• POKERFACE - Xen Ritter - Interview
• ALEX SKOLNICK - Interview
• MARTY FRIEDMAN - Interview
• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - T » TRAKTOR - 2018 - Šachoffnice
TRAKTOR - 2018 - Šachoffnice

TRAKTOR - Šachoffnice


TRAKTOR - Šachoffnice

1. Šachoffnice
2. Šaškoffnice
3. Milovanej prokletej
4. Mr. Zeppelin
5. Skála
6. Depresárium
7. AD/HD of the World
8. Transfúze
9. Božská komedie
10. Horizont

Rok wydania: 2018
Wydawca: Warner Music
http://www.traktor-rock.cz




Od wielu już lat z przyjemnością obserwuję poczynania czeskiego Traktora i muszę przyznać, że panowie Martin Kapek, bracia Standa i Pavel Balko, Petr Bartošek oraz Karel Ferda coraz skuteczniej rozjeżdżają metalową scenę. Nie tak dawno, bo zaledwie dwa lata temu wydali piąty już krążek („Artefuckt”), a jeden z koncertów promujących ten album sfilmowano na potrzeby wydania DVD („Prach a vzduch”). Zarówno wokalista, jak i reszta zespołu z roku na rok pnie się w plebiscycie na najważniejszą muzyczną nagrodę Czech, Bursztynowego Słowika, stając się przy okazji jedną z najważniejszych czeskich grup ciężkiego brzmienia. Na szczęście wszystkie te sukcesy nie przewróciły w głowach muzykom i nadal po koncertach można bez żadnego problemu z nimi pogadać albo napić się piwa. Ale oczywiście, aby koncerty się nadal wyprzedawały, trzeba kiedyś wejść do studia i nagrać nowe kompozycje. Tak też postąpił Traktor i oto z końcem roku 2018 ukazała się płyta „Šachoffnice”.

Pierwsze co rzuca się w oczy poza świetną (choć nieco kontrowersyjną) okładką, to zmiana logo grupy. Przywodzi ono na myśl nowy znak Metalliki przy okazji płyty „Load”. Powstaje więc pytanie: czy rozpędzony Traktor i tym razem zaorze słuchacza, czy może ta poprzeczka (którą sobie wysoko postawił na albumie „Alcatra’n’z”) zostanie strącona? Pora zatem rozłożyć planszę i z pozycji króla przyglądać się rozwojowi wypadków.

Na start zespół proponuje utwór tytułowy, „Šachoffnice”. Delikatne pianinko, klimatyczne kroki, brzęk kluczy, które otwierają jakiś zamek. Najpierw spokojny, mroczny głos Kapka. Po chwili do wokalisty dołączają pozostali muzycy i robi się iście metalowo-traktorowo. Numer ma fajny, składający się z dwóch części refren, a po dość krótkiej i soczystej solówce w wykonaniu Standy wracamy znów do pianinka z klimatycznego intra. Warto zwrócić uwagę na głos Martina: naznaczony już licznymi koncertami, chropowaty, ale bez strat w swej melodyjności. Całkiem niezły otwieracz, w którym się wiele dzieje i który zdaje się składać z dwóch oddzielnych utworów (podobne wrażenie ma się jeszcze w przypadku kilku kolejnych piosenek).

Drugi pionek na szachownicy to „Šaškoffnice”. Już od startu wgniata w ziemię ciężką gitarą i jeszcze cięższym basem w tle. Martin brzmi tu jeszcze wścieklej, niż w poprzednim kawałku. Perkusja Pavla powoduje, że jest motorycznie, zaś dam pałker nie zapomina także o odpowiednich smaczkach. Jego brat prezentuje natomiast nieco oszczędną solówkę, na szczęście jednak swoją moc koncentruje na motywie przewodnim kompozycji.

Trzecią figurą na planszy jest „Milovanej, prokletej” z przepięknym intro, w którym nostalgiczna gitara akustyczna chwilkę później daje dojść do głosu gitarze elektrycznej, by ta zagrała już z pełną mocą. Ależ tam genialnie młóci bas! Nie ma tu mowy o taryfie ulgowej, jest za to – zaraz po wgniatającej zwrotce – zwolnienie w postaci melodyjnego refrenu. Warto się wsłuchać „głębiej”, by usłyszeć Milana na klawiszach oraz gitarę rytmiczną – niby lokomotywę. W połowie numeru wracamy do akustycznego intra i szachowego zegara. Znów mamy do czynienia z fragmentem, który spokojnie mógłby być osobną kompozycją. Jest przepięknie przetworzony wokal, który w mądry sposób buduje napięcie, aż iskrząc się przechodzi w świetną partię solową gitary. Następnie lecimy nieco na łeb na szyję, aby w końcówce dołożyć ciężkim riffem.

Czas na singiel promujący album – „Mr. Zeppelin”. Szczerze mówiąc w momencie jego pojawienia się jeszcze przed premierą albumu nie byłem nim zachwycony (zwłaszcza brzmieniem). Drugie, albumowe już podejście zmieniło moje nastawienie – ten numer to solidny, ciężki, melodyjny hard rock. Martin próbuje doszczętnie „zjechać” swój głos, dzięki czemu jego chrypa nabiera jeszcze większej mocy. Warto zwrócić uwagę na perkusję w momencie solówki, bo kojarzy się mocno z Rickiem Allenem z Def Leppard. Nietuzinkowa inspiracja! Jak jest z pozostałymi muzykami? O tym może później, bo jeszcze będzie okazja o tym słowo powiedzieć. Co do samej kompozycji, to kreśliłbym ją jako „nowoczesny big beat”, czyli coś, co zespołowi udało się osiągnąć chociażby na poprzednim albumie. Tu jednak ciężar został trochę przesunięty w inną stronę, ale stara nuta (a więc i własny styl) pozostała.

Pierwszą część albumu zamyka „Skála”. Jeszcze raz mamy gitarę akustyczną i delikatne pianinko. Krótki odpoczynek od mocnych, ciężkich numerów, chociaż nie do końca jest to ballada, ponieważ w refrenie robi się bardziej rockowo i przeszywająco. Równie ładnie jest podczas solówki, bo oto po raz pierwszy w historii Traktora „Staszek” chwyta za akustyka. O tym, że doskonale radzi sobie w solówkach na elektryku, to wiadomo nie od dziś, lecz gitara akustyczna stanowiła swego rodzaju zagadkę. Ale spokojnie, wszystko jest tak jak trzeba: i na tym instrumencie radzi sobie całkiem dobrze. Popis gitarzysty jest krótki, ale treściwy, co jeszcze bardziej robi perełkę z tej kompozycji. Coś czuję, że na koncertach będzie trudno wybrać który fragment jest bardziej magiczny – „Skála” czy niezapomniane „Letokruhy”...

Numer sześć na planszy to „Depresárium”. Odpala go stłumiona gra perkusji wraz ze świetnym basem Karela. Chwilkę później już cała grupa ładuje do pieca po całości. Fragmenty po zwrotce są natomiast z serii tych, które „gdzieś już się kiedyś słyszało”. Na szczęście Czesi nie dają czasu na to, by chociażby spróbować skojarzyć nut z innym metalowym numerem. Jest to podyktowane jednym argumentem: kroczący riff i gitarowe smaczki kierują słuch tylko w traktorowym kierunku. Sam numer dość krótki, ale z drugiej strony dający możliwość rozwinięcia partii solowych już na koncertach.

Siódemka to „AD/HD of the world”. Tym razem riff trochę kojarzy mi się z wariacją zagrywki do „Holy diver” Dio. Dość Interesująco brzmią tu klawisze, są trochę przetworzone i przez to lekko „pijackie”. Trochę to zwodnicze, bo to właśnie wręcz progresywna solówka na klawiszach trzyma całą konstrukcję utworu (brawo, Petr!). Reszta to coś co już znamy, czyli świetny Martin i ciężki riff na gitarze.

„Transfúze” to znów świetny riff, jednak to zdecydowanie Martin daje najmocniej po uszach. On ma tę niesamowitą zdolność, pozwalającą mu niemal krzyczeć, by już za kilka sekund zaśpiewać niezwykle melodyjnie i ujmująco. Tak jest właśnie w tym przypadku. Natomiast co do gitary: narzekałem trochę wcześniej na oszczędność w grze podczas solówek, ale na szczęście tu jest inaczej – jest drobna improwizacja i pomysł na nią. Coś czuję, że ten numer będzie jednym z podstawowych na końcówkę każdego koncertu.

Przedostatnim zagraniem Traktora jest „Božská komedie”. Na początek pięknie gra pianinko wraz z klawiszowymi smyczkami, ale już za chwilę zostają one zastąpione ścianą dźwięków. Nie brakuje tu niczego. Mamy więc wręcz krzyczącego Kapka, wściekle grającego Standę oraz trzymającego wszystko w ryzach Pavla z Karelem. No i oczywiście Petra gdzieś w tle. Zespół daje też na chwilę odpocząć od tego hałasu i znów robi się smakowicie: werble, kapitalna gitara, i przeszywająca melorecytacja po łacinie.

Na koniec zespół przygotował coś, co wydaje się próbą przebicia niesamowitości utworu „Letokruhy”. Jednak „Horizont” to wielkość zupełnie innego kalibru, choć równie przeszywająca. Słowa ułożone jak modlitwa. O co Martin prosi? Nie zdradzę. Tego trzeba posłuchać. Na pewno pomoże w tym zimowy klip, mocno kojarzący się z obrazkami do „Plechový Ježíš” grupy Tři sestry oraz „Ohne dich” Rammsteina. Warto zwrócić uwagę na liczby w samej końcówce. Co do utworu: jest to przede wszystkim numer gitarzysty. Szczerze mówiąc myślałem, że w „Letokruhach” doszedł do granicy swych możliwości. Tu jednak ją przekracza i wchodzi zupełnie na nowy poziom. To akurat bardzo cieszy.

Również na zupełnie inny poziom wchodzi nowym albumem cały Traktor. Gorszy to poziom czy lepszy? Trudno jednoznacznie ocenić, ponieważ płyta nie należy do tych „łatwych”, które od razu wpadają do głowy i na zawsze tam już zostają. „Szachoffnica” jest gatunkowo twarda, ciężka, znajdująca jednak kilka momentów na odpoczynek. Wiem, że Traktor to grupa stricte koncertowa, która podczas występów czerpie garściami z atmosfery i energii publiczności. Liczę więc na to, że zalążek mocy, jaka pojawiła się na rozłożonej w studiu szachownicy uderzy z jeszcze większą mocą podczas rozgrywki na żywo.

7,5/10

Mariusz Fabin
Komentarze