20.01.2020
RECENZJE
NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » EVERGREY - 2019 - The Atlantic
EVERGREY - 2019 - The Atlantic

EVERGREY – The Atlantic

EVERGREY – The Atlantic

01. A Silent Arc
02. Weightless
03. All I Have
04. A Secret Atlantis
05. The Tidal
06. End of Silence
07. Currents
08. Departure
09. The Beacon
10. This Ocean

Rok wydania: 2019
Wydawca: AFM Records
http://www.evergrey.net/





Wieść o nowym albumie EVERGREY pojawiła się dość niespodziewanie, a kiedy już tak się stało, zespół sukcesywnie uchylał rąbka tajemnicy. Atmosfera coraz to bardziej była podsycana kolejnymi informacjami, więc kiedy ni stąd, ni zowąd dane mi było zaznajomić się z premierowym materiałem Szwedów, zrobiłem to bez wahania i powiem szczerze – jest dobrze, a nawet jeszcze lepiej.

„The Atlantic” jest klimatyczną kontynuacją swoich dwóch poprzedników, ale nie jest to jakiś odpad, album zrobiony na siłę – nic z tych rzeczy! Wręcz przeciwnie, moim odczuciu, premierowy materiał prezentuje się dużo lepiej niż choćby zawartość „The Storm Within” (który także lubię). Zespół niby sztywno trzyma się wcześniej wypracowanej formuły, ale z drugiej strony pozwala sobie na pewne innowacje, odświeżenie własnego oblicza. Również pod względem graficznym pojawiły się zmiany – „The Atlantic” posiada dość baśniową okładkę o marynistycznym nacechowaniu. Tonie ona w żółtych barwach, a motyw wkomponowanego ptaka przywołuje na myśl motyw zdobiący „Dead End Kings” KATATONII. Mimo to obraz przykuwa uwagę i zachęca do zapoznania się z zawartością muzyczną, a ta tym razem ma wiele do zaoferowania.

Czuć, że na „The Atlantic” Szwedzi chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i tak właśnie się stało. Materiał wypada po prostu wyśmienicie i to w zasadzie pod każdym względem. Jest on jednocześnie różnorodny i spójny (w pozytywnym sensie). Mimo, że panowie nie oddalili się drastycznie od wcześniej propagowanych form (zwłaszcza biorąc pod uwagę dwa poprzednie wydawnictwa), w ich muzyce pojawiła się pewna świeżość, wigor. Wykorzystane pomysły mają większą siłę rażenia, rześkość, a co istotne, nie są one monotonne. Nie ma się poczucia, że kompozycje są zrobione na jedno kopyto (z tym niegdyś bywało różnie…) Wszystko płynnie posuwa się do przodu w sposób niewymuszony, naturalny. Nie brakuje również emocji, a te w największym stopniu daje się wyczuć za pośrednictwem bardziej nastrojowych kawałków – wśród nich można wymienić: ujmujący „All I Have” czy też równie udany „Departure”. Można też pokusić się o stwierdzenie, że „The Atlantic” jest powiązany z dwoma poprzednikami, razem tworząc dość spójną całość. Wpływają na to chociażby wykorzystane już wcześniej efekty dźwiękowe (np. coś na znak sonaru w „A Silent Arc”). Odnoszę też wrażenie, że Tom Englund zdecydował się na większą różnorodność w śpiewaniu – być może udział w REDEMPTION zmobilizował wokalistę do większej aktywności. W ogóle rozwiązania wokalne oraz linie melodyczne robią bardzo przyjemne wrażenie stanowiąc mocną stronę wydawnictwa.
Dużą rolę w przypadku premierowego materiału odgrywa oczywiście nastrój, charakterystyczna atmosfera, melancholia. Z drugiej strony, nie brakuje metalowej energii. Jest ona szeroko obecna – choć jak mówię – w tej materii, zespół stawia na wielobiegunowość. Napotkać można wiele ostrzejszych momentów, gdzie progmetalowa moc jest wyraźnie wyeksponowana, co odpowiednio napędza całe przedsięwzięcie. Sprzyja temu nie tylko rozsądne ułożenie poszczególnych utworów, ale także dojrzałe podejście do kwestii aranżacyjnych. Pod tym względem „The Atlantic” został skrzętnie przemyślany, dopracowany. Być może czegoś nie dostrzegam, ale nawa muzyka EVERGREY oraz jej charakter wykazują magnetyczną siłę, która przyciąga bardziej niż to miało miejsce przy okazji „Hymns of the Broken” oraz jego następcy. Pomimo rozłożystości niektórych utworów, materiał w żaden sposób nie nuży – człowiek wciąż ma ochotę na więcej i więcej (można się uzależnić). Starałem się doszukać niedociągnięć, jednak nic z tego – w moim odczuciu, „The Atlantic” nie posiada słabych stron. Album został dopracowany w najdrobniejszym szczególe, również w kwestii samej produkcji. Kompozycje mają fachowo „ukręcone” brzmienie, które jest jak najbardziej kompatybilne z prezentowanymi pomysłami, a te jakościowo wypadają po prostu świetnie.

Myślę, że zwolennicy późniejszej twórczości EVERGREY przyjmą ich nowe wydawnictwo z zadowoleniem. Od pewnego czasu, zespół kurczowo trzymał się jednej formuły, ale tym razem jakby postanowił pokazać coś nieco innego, świeższego – takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Jedno jest pewne – Szwedzi nagrali bardzo dobry album, którego smakowanie jest czystą przyjemnością!

10/10

Marcin Magiera




Komentarze