20.01.2020
RECENZJE
NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - J » JITTERFLOW - 2017 - Self_X
JITTERFLOW - 2017 - Self_X

JITTERFLOW - Self_X


JITTERFLOW - Self_X

1. Innerv 2:51
2. ?If 2:03
3. Self_xorcism 4:17
4. Planet Eyes 2:25
5. Sci-Fi 2:08
6. U.F.D. (User Friendly Demons) 2:01
7. Dimensions 1:54
8. U.F.D. In Distored Mirror 2:43

Rok wydania: 2017
Wydawca: Sonic Distribution
https://www.facebook.com/JitterFlow/





Zawsze w recenzjach beształem zespoły nie posiadające własnego stylu, ślepo zapatrzone w zachodnie gwiazdy minionych dekad. Po zapoznaniu się z tą płytą okazało się, że można przeholować również w drugą stronę. JitterFlow sprawia wrażenie zespołu rozpaczliwie próbującego być innym niż wszystkie. Jednak słuchaniu „Self_X” nie towarzyszą żadne inne uczucia jak właśnie rozpacz.

OK, coś może mi się nie podobać, ale to nie znaczy, że jest złe. Gorzej gdy to czego słucham jest beznadziejne niezależnie od punktu widzenia, a tak właśnie jest w przypadku tego albumu. Po odfoliowaniu wydawnictwa i wstępnych oględzinach stwierdziłem, że może to być całkiem przyzwoity longplay: wewnątrz znajduje się estetyczna książeczka z tekstami a na zdjęciach widzimy trzech panów w średnim wieku ewidentnie cieszących się ze wspólnego grania. To uczucie zaburzała jedynie szpetna okładka: jakby ten co składał graficznie środek digipacka zapomniał, że ma też przygotować front i w pośpiechu wziął byle jaki obrazek z Google Grafika, dopisując w Paincie nazwę zespołu i tytuł płyty.

Jeszcze wkładając płytę do odtwarzacza spodziewałem się, że usłyszę jakiś dziarski rock n’ roll bowiem miałem już do czynienia z takimi przypadkami gdzie trzech dobrych kumpli, którzy mają już ułożone życie i nie marzą o karierach gwiazd rocka zakładają sobie power trio ot tak, dla frajdy. Niestety wystarczyło kilka pierwszych sekund pierwszego utworu abym tę nadzieję porzucił. Muzyka wykonywana przez JitterFlow to po prostu jazgot. Bezpłciowa i bezkształtna mieszanina obłąkanych screamów, zarzynania gitar i losowego okładania zestawu perkusyjnego. Wtrącane gdzieniegdzie partie mówione tylko dodają chaotyczności. To już nawet nie chodzi o to, w jaki sposób to sklasyfikować, bo jak wiadomo muzycy lubią się chwalić, że grają tak, że recenzentom trudno to wrzucić do jakiejkolwiek szufladki. No, ale zastanówmy się komu by się to mogło podobać? Myślę, że nawet dla fanów nowoczesnego core’u reprezentowanego przez takie grupy jak Asking Alexandria, Bring Me The Horizon czy Parkway Drive będzie to ciężkie do przetrawienia.

Jeżeli źródłem tych opętańczych wrzasków jest frustracja czy jakiekolwiek inne negatywne uczucie wymagające rozładowania napięcia, są znacznie lepsze sposoby niż nagrywanie czegoś takiego. No ale to by się nie zgadzało, ponieważ tak jak wspomniałem na początku na zdjęciach wewnątrz wydawnictwa widzimy trzech uśmiechniętych przyjaciół. Z braku chęci dywagowania nad tym co autorzy mieli na myśli odkładam tę płytę na najniższą półkę skąd zdejmę ją najprawdopodobniej dopiero przy ewentualnej przeprowadzce.

1,5/10

Patryk Pawelec
Komentarze