25.04.2019
RECENZJE

• MELANIE MAU & MARTIN SCHNELLA - Pieces To Remember
• YNGWIE MALMSTEEN - Blue Lightning
• CELESTY - Mortal Mind Creation
• MARILLION - Seasons End
• LOCUS TITANIC FUNUS - Never Pretend
• JORDAN RUDESS - Wired For Madness
• NONAMEN - Interior's Weather
• DRAGONHAMMER - Time for Expiation
• KAREN O & DANGER MOUSE - Lux Prima
• SPITFISH - Penny Dreadful
• IN THE WOODS... - Cease The Day
• RAUHNÅCHT - Unterm Gipfelthron
• MECHANISM - Entering The Invisible Light
• TRACES TO NOWHERE - Up To The Sun
• DREAM EVIL - DragonSlayer
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• BATTLE BEAST, ARION - Poznań
• RPWL - Piekary Śląskie
• BULLET FOR MY VALENTINE - Warszawa
• MYSTERY - Piekary Śląskie
• U.D.O., RED PARTIZAN, KISS OF THE DOLLS, - Warszawa
• SIENA ROOT, HIGHWAY - Piekary Śląskie
• OVERKILL, DESTRUCTION, FLOTSAM & JETSAM, CHRONOSPHERE - Wrocław
• HAKEN, VOLA, BENET KNEE - Kraków
• KLASZ OV THE SEJTANS XIV - Warszawa
• PAUL MCCARTNEY - Kraków

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• BLACK RIVER - Piotr Wtulich
• THE BLACK WATER PANIC PROJECT
• MARTY FRIEDMAN
• POKERFACE - Xen Ritter
• KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI - Jacek Hiro
• LORIEN - Inga Habiba
• LEASH EYE - Opath
• NOCTI

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• POKERFACE - Xen Ritter - Interview
• ALEX SKOLNICK - Interview
• MARTY FRIEDMAN - Interview
• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - N » NAILED TO OBSCURITY - 2019 - Black Frost
NAILED TO OBSCURITY - 2019 - Black Frost

NAILED TO OBSCURITY - Black Frost


NAILED TO OBSCURITY - Black Frost

01. Black Frost
02. Tears of the Eyeless
03. The Aberrant Host
04. Feardom
05. Cipher
06. Resonance
07. Road to Perdition
08. Abyss (2019 version)
09. Autumn Memories (2019 version)
10. Fallen Leaves (2019 version)

Rok wydania: 2019
Wydawca: Nuclear Blast
http://www.nailedtoobscurity.com/





Poczynania NAILED TO OBSCURITY śledzę mniej więcej od czasu wydania „King Delusion” z 2017 roku (dla zainteresowanych nasza recenzja tutaj). Nadmienię, że w ubiegłym roku grupie udało się podpisać kontrakt z wydawniczym potentatem, Nuclear Blast – dla wielu zespołów taki kontrakt to spełnienie marzeń. Pierwszym owocem ich wzajemnej współpracy jest bijący chłodem, a zarazem nazewniczo intrygujący „Black Frost”.

Premiera tego nietuzinkowego wydawnictwa miała miejsce w pierwszych tygodniach stycznia. I tak jak mogłem się spodziewać – i tym razem – Niemcy zabrali wiele godzin z mojego życia. Na rozgryzienie materiału poświęciłem sporo czasu i przyznam, że nie było to łatwe przedsięwzięcie. Czwarty krążek dawnych podopiecznych Apostaty Records – przynajmniej na początku – sprawiał mi pewne problemy (nawet na kilka dni musiałem od niego odpocząć). Po prostu jego zawartość nie jest przychylna słuchaczowi, w sensie łatwości przyswojenia. W porównaniu do swojego poprzednika, nowy krążek jest trudniejszy w odbiorze, choć stylistycznie zespół (w niezmienionym składzie) wciąż obraca się w bardzo podobnej stylistyce, estetyce. Chodzi raczej o same pomysły oraz ich mniej przyjazny charakter, ogólną pogodność. Są one mniej melodyjne, a przy tym emanuje z nich większy chłód, mrok oraz przygnębiająca aura, depresyjna melancholia. Ów wrażenie wzmacnia absencja elektronicznych ornamentacji – NAILED TO OBSCURITY ograniczają się do tradycyjnego instrumentarium, co wzmacnia surowość wydawnictwa. Panowie w dalszym ciągu eksplorują rejony znamienne dla takich grup jak KATATONIA (wcześniejsza) czy też PARADISE LOST (w drapieżniejszym wcieleniu). Niemcy sprytnie łączą elementy obu tych zespołów, dodając oczywiście wiele od siebie. Oryginalnego kolorytu dodaje im charakterystyczna barwa wokalisty – Raimund Ennenga (udzielający się również w BURIAL VAULT) oprócz drapieżnych, głębokich growli potrafi także czysto zaśpiewać i na „Black Frost” robi to częściej niż do tej pory. Możemy tego doświadczyć już przy okazji klimatycznie dwubiegunowego „Tears of the Eyeless”, MOONSPELL’owo brzmiącego „The Aberrant Host” czy też otwierającej kompozycji tytułowej o dusznej nastrojowości, do której powstał klimatyczny teledysk. Z tego tytułu można wysnuć wniosek, że być może zespół złagodniał… To jednak nie tak – pomimo wyraźnego wzrostu atmosferycznego charakteru, NAILED TO OBSCURIY jednocześnie oddalili się od melodyjności. Ta przybrała nieco inny charakter, stała się mniej wpadająca w ucho. Ponadto pojawiło się więcej motywów, gdzie Jann Hillrichs gra na tomach (słychać to już w pierwszym numerze) – przywołuje mi to na myśl „The Antidote” grupy MOONSPELL. Kompozycje przeważnie mają dualne oblicze. Z jednej strony panowie potrafią ukoić słuchacza delikatnością, a z drugiej nie stronią od metalowej drapieżności. Wszystko jednak pozostaje w równowadze i pod tym względem nie ma mowy o jakiejkolwiek kolizji. „Black Frost” to materiał na pewno spójny, któremu pomimo stylistycznej specyfiki nie można odmówić różnorodności.

Płyta nie jest wcale taka krótka (prawie 65 minut), chociaż oficjalna część liczy sobie nieco ponad trzy kwadranse. Wydawnictwo zyskało dodatkowe minuty z uwagi na fakt, że wyposażono je w trzy bonusowe utwory z debiutanckiego krążka. Te zostały jednak nagrane ponownie. Należy tu zwrócić uwagę, iż w pierwotnej wersji śpiewał inny wokalista, Alexander Dirks, dlatego nowe wersje powinny zainteresować także i starszych fanów zespołu. Kawałki co prawda odróżniają się one od reszty materiału swoim klimatem, ale mimo wszystko stanowią rarytas zwłaszcza dla tych, którzy do tej pory nie mieli styczności z dawną twórczością Niemców.
W ogólnym odbiorze na pewno sprzyja profesjonalna produkcja – w moim odczuciu „Black Frost” brzmi lepiej aniżeli jego poprzednik, choć i tym razem zespół współpracował z tą samą osobą (Victor Santura). W tym względzie wydawnictwo prezentuje się bardziej naturalnie, mocniej i dosadniej (zwłaszcza jeżeli chodzi o realizację partii perkusji – brzmią potężnie). Muzyka zyskała więcej przestrzeni, o ile tak można powiedzieć. To dodało jej chłodu, a tym samym mniej przyjaznego charakteru, co też stanowi nawiązanie do samego tytułu wydawnictwa.

Jeżeli chodzi o warstwę liryczną, to w tej materii zespół przede wszystkim skupia się wokół człowieka, jego ciemnych stron, negatywnych emocjach, barierach, niepokojących zachowaniach. Można się pokusić o stwierdzenie, że na „Black Frost” zwraca się uwagę na toksyczne zachowania, które w finale przynoszą niezamierzony, najczęściej negatywny w skutkach efekt. Najlepszym tego przykładem jest tekst „Road to Perdition”, gdzie poruszony został wątek stawiania murów/granic, które w rezultacie sprawiają, że człowiek nieopatrznie sam sobie tworzy pułapkę. Również tytuł wykorzystuje ciekawą terminologię – rzekomo oznacza zjawisko przyrodnicze polegające na przenikliwym mrozie, którego następstwem jest obumieranie organizmów żywych – roślinność przybiera czarny kolor. W najlepszy sposób odwzorowuje to specyficzna szata graficzna. Ponownie skorzystano z usług utalentowanego Santiago Caruso, który tak jak na „King Delusion” i tym razem wykonał kawał świetnej roboty. Co prawda, okładka poprzednika podobała mi się bardziej (wiadomo, kwestia gustu), to znowu nowy obraz charakteryzuje większa oryginalność. Świetne wrażenie robi wnętrze tekturowego opakowania, po którego rozłożeniu (i wyjęciu płyty) ukazuje się klimatyczny obraz nawiązujący tematycznie do całego konceptu. Na kolejnym z boków wkomponowano dziwny wizerunek zmutowanej postaci, z której „głowy” ulatują ptaki – osobliwy widok. Obie grafiki (ich fragmenty) ponownie wykorzystano w dołączonej książeczce, gdzie oprócz tekstów znajduje się jedno wspólne zdjęcie zespołu. Można powiedzieć, że ogólna forma i styl są bardzo zbliżone do tego co zespół pokazał na swoim poprzedniku. W pewnym sensie można to uznać za znak rozpoznawczy ich wizerunku, gdzie praktycznie każdy element równoprawnie pracuje na powodzenie całego przedsięwzięcia.

Myślę, że o ile ktoś gustuje w atmosferycznych odmianach death metalu, a ponadto z sentymentem wspomina lata 90, kiedy to tego typu granie cieszyło się sporym zainteresowaniem (młodsi słuchacze niechaj nie czują się dyskryminowani), to „Black Frost” powinno stanowić dla niego łakomy kąsek. NAILED TO OBSCURITY stworzyli materiał nietuzinkowy, mniej przychylny słuchaczowi (aniżeli miało to miejsce poprzednio), jednak osiągnięty efekt robi jak najbardziej pozytywne wrażenie, nawet jeżeli z początku wydaje się coś zupełnie innego. Ten zespół ma potencjał, który sukcesywnie pozwala mu podbijać metalową scenę, a ja od siebie mogę dodać tylko tyle – jestem za!

9/10

Marcin Magiera





Komentarze