18.02.2020
RECENZJE
SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - O » OCEANWAKE - 2019 - Lights Flashing in Mute Scenery
OCEANWAKE - 2019 - Lights Flashing in Mute Scenery

OCEANWAKE - Lights Flashing in Mute Scenery


OCEANWAKE - Lights Flashing in Mute Scenery

1. Radiant Nightbreak
2. The Occult
3. Season of the Rain
4. Travelogue
5. Titanomachia
6. Currents
7. Posthuma

Rok wydania: 2019
Wydawca: Lifeforce Records
http://www.oceanwake.fi/





Dwa lata po wydaniu „Earthen” (finalizującego ambitne, większe przedsięwzięcie muzyczne), Finowie z OCEANWAKE powrócili z kolejnym premierowym materiałem. Ten zdaje się stanowić swego rodzaju początek nowego rozdziału. Poniekąd może o tym świadczyć także zmiana wydawcy. Być może zadaniem „Lights Flashing in Mute Scenery” było i jest zainicjowanie następnego etapu w karierze zespołu, ale bez obaw - dawni podopieczni Vicisolum Productions nie zerwali ze swoją dotychczasową stylistyką, wciąż pławią się w podobnych, szarych klimatach.

Ich muzyka jest przesiąknięta ponurą, a jednocześnie ciężką (wręcz cmentarną) atmosferą, która dla niektórych może okazać się trudna do zniesienia. Materiał jest pozbawiony jakichkolwiek jasnych odcieni, lekkości (mimo obecności akustycznych wstawek). I choć okładka utrzymana w pogodnych barwach podpowiada coś innego, to tak naprawdę OCEANWAKE bezsprzecznie dystansuje się od nastrojowej jasności, pogodnych klimatów. Ich muzyka stanowi wypadkową tego, co można usłyszeć na płytach m.in. takich grup jak: PARADISE LOST (początkowy i późniejszy okres), KATATONIA, wczesna ANATHEMA, ale nie tylko, bo byłoby to duże uproszczenie. Finowie mimo wyczuwalnych naleciałości, zdołali wypracować coś własnego, coś, co można „przypiąć” w zasadzie tylko do nich. Jak poprzednio tak i tym razem kompozycje są surowe, mroczne i niespieszne. W dużym stopniu przyczynia się temu naturalne, szorstkie (ale nieco cieplejsze niż ostatnio) brzmienie. Od razu też dodam, że produkcja muzyczna stoi na wyższym poziomie, niż miało to miejsce na „Earthen” - nowy materiał brzmi po prostu lepiej! Zdecydowano się również na większą ilość utworów, co wcale nie oznacza, że jest to najdłuższy album w karierze tego zespołu. Jednak ów zabieg pozytywnie wpłynął na lepsze przyswojenie materiału. W tym przypadku jest to o tyle istotne, że muzyka OCEANWAKE jest mało przystępna. Nie chodzi tu jednak o połamane struktury, rytmiczne, ale o ogólny charakter, prezencję. Twórczość Finów wymaga skupienia i czasu, by całość zadomowiła się w świadomości słuchacza. Próżno tu szukać wpadających w ucho melodii – jeżeli takowe już się pojawiają, są pozbawione jaskrawej przebojowości. W przypadku tegoż zespołu chwytliwość jest wręcz śladowa. Z tego tytułu wcale nie jest tak łatwo wgryźć się w zawartość „Lights Flashing in Mute Scenery”, choć ten oferuje słuchaczowi ciekawe wrażenia. Atmosferę łagodzą nastrojowe wstawki – w ich trakcie można napotkać czyste wokale oraz nastrojowe gitary, w stylu kapel wykonujących przestrzenny metalgaze. To daje się wyczuć chociażby w trakcie otwierającego „Radiant Nightbreak”; zmiennego „The Occult”, którego forma i klimat posiadają dualne oblicze. Zresztą w podobnym tonie utrzymane są pozostałe kompozycje – razem tworzą spójną, atmosferyczną całość. Niekiedy wybrzmiewają echa floydowych naleciałości, ale ich hybrydowość zaciera bezpośrednie powiązania. Zespół bazuje głównie na tradycyjnym instrumentarium dystansując się od syntetycznych nowinek, dzięki czemu muzyka zyskuje na surowości oraz grobowym wydźwięku. Myślę też, że to właśnie atmosfera jest czynnikiem dominującym w przypadku czwartego wydawnictwa OCEANWAKE.

Dużym atutem „Lights Flashing in Mute Scenery” jest forma wydania - tekturowy digiapack prezentuje się po prostu wyśmienicie. Całość została opatrzona (w zdecydowanej większości) kolorowymi malunkami (wykorzystującymi różne techniki malarskie). Do wykonania książeczki użyto przyjemnego w dotyku papieru kredowego, a o ogólna forma jej wykonania - mimo prostoty - rodzi wyłącznie pozytywne odczucia. Wszystko jest czytelne, przemyślane i odpowiednio rozplanowane. Aspekt wizualny w tym przypadku odgrywa ważną rolę i tego nie sposób nie zauważyć. Poza tym warstwa graficzna jest „zespolona” z tekstami, których ogólny klimat ma raczej niewiele wspólnego z optymistycznym podejściem.

No cóż, wydaję mi się, iż zwolennicy doom metalu w depresyjno - jesiennym wydaniu, z całą pewnością powinni zapoznać się z premierowym materiałem OCEANWAKE. Finowie stworzyli dość ciekawą rzecz i choć nie jest to muzyka najłatwiejsza w odbiorze, to obcowanie z nią nie jest czasem straconym.

7,5/10

Marcin Magiera




Komentarze