12.07.2020
RECENZJE
DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2019.07.10 - MARK KNOPFLER & BAND - Kraków
2019.07.10 - MARK KNOPFLER & BAND - Kraków

10.07.2019
MARK KNOPFLER & BAND
Kraków - Tauron Arena



MARK KNOPFLER & BAND


A lovestruck Romeo
Sings the streets a serenade
Laying everybody low
With a love song that he made
Finds the streetlight
Steps out of the shade
Says something like:
"You and me, babe, how about it?"


To był piąty utwór w setliście podczas tego chłodnego, lipcowego wieczoru... „Romeo and Juliet” - jedna z pereł w przebogatej skarbnicy Marka Knopflera. I jedna z pięciu wycieczek w krainę Dire Straits. Tylko, czy może aż pięciu? Cóż, dla mnie tylko, bo pewnie nawet gdyby zagrał jeszcze drugie tyle utworów z dyskografii DS – i tak pozostałby niedosyt... Z drugiej strony – na plakatach wyraźnie było napisane „An Evening With Mark Knopfler And Band”, więc nie ma sensu czepiać się braku tego, czy tamtego klasyka z repertuaru słynnej grupy.

Muzyk przyjechał do nas w ramach tournée promującego wydany w listopadzie ubiegłego roku album „Down The Road Wherever”, ale utwory z tego krążka bynajmniej nie zdominowały setlisty krakowskiego koncertu.

Bohaterowi wieczoru towarzyszył na scenie dziesięcioosobowy zespół. Imponująca była nie tylko liczebność składu. Wrażenie robiły również biegłość i wszechstronność muzyków, którzy nawet z ekspresu do kawy i pudełka od zapałek potrafiliby wydobyć muzykę – jak obrazowo stwierdził Knopfler podczas przedstawiania swoich „towarzyszy broni” (btw: „Brothers in Arms” też zabrakło w rozpisce).

To był koncert, w którym główną rolę odgrywała Muzyka, wspomagana dosyć skromną, ale obsługiwaną przez fachowców, oprawą świetlną. Żadnych dekoracji, dymów i innych bajerów.

Czas wyraźnie odcisnął piętno na Marku Knopflerze, który porusza się z trudem, część koncertu zagrał na siedząco. Ale jego gitarowe popisy brzmiały wspaniale... Również wokalnie było bez zarzutu.

Punktualnie o 20.00 panowie ruszyli z przytupem skocznym, folkowym „Why Aye Man” - utworem, otwierającym płytę „The Ragpicker's Dream” sprzed siedemnastu lat. Pięknie wybrzmiała trzecia w kolejności ballada „Sailing To California”, po której Knopfler po raz pierwszy sięgnął po utwór wiadomego zespołu, a był nim „Once Upon A Time In The West”... Taneczne, latynoskie klimaty „Pocztówek z Paragwaju” poderwały publiczność z krzesełek, ustawionych na płycie Tauron Areny. Ludzie podbiegli pod scenę, za nic mając sektory oraz rzędy i bawili się tam do końca koncertu.

Podstawowy set zwieńczył „Speedway at Nazareth”, zagrany bardziej rockowo niż płytowy oryginał. Bisy rozpoczęły się od trzęsienia Ziemi - „Money For Nothing”, przyjęty z ogromnym aplauzem. Dla kontrastu – balladowy „Piper To The End”. Podziękowania, ukłony, machanie do publiczności, która nie zamierzała dawać za wygraną. Krótka narada na scenie i „Going Home” - śliczny temat z filmu „Local Hero”. Po nim zapaliły się światła w Tauron Arenie... Dwie godziny z minutami. Wykonawczo – było świetnie. Setlista – pozostał lekki niedosyt. Ale zdecydowanie warto było spędzić ten wieczór z Markiem Knopflerem i jego znakomitym zespołem...

Robert Dłucik
Komentarze