25.05.2020
RECENZJE
FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

NIGHTWISH - Hvman :||: Natvre

ADES NUMEN - War

INSIDE AGAIN - Nightmode

JENNER - The Test of Time


Nawigacja
Artykuły » Artykuły/Felietony » Redakcyjne podsumowanie roku 2019 cz. I
Redakcyjne podsumowanie roku 2019 cz. I
podsumowanie


Redakcyjne podsumowanie roku 2019 cz. I



Jak widziała rok 2019 redakcja ROCK AREA? Pierwsze podsumowania poniżej.


Robert Dłucik





ŚWIAT:

RAMMSTEIN – Rammstein
Długo kazali czekać na nową płytę. Praktycznie niczym nie zaskoczyli, ale z dobrze znanych patentów jeszcze raz udało się stworzyć bardzo dobry album. Kolejny znów za dekadę?

LINDEMANN - F&M
Wokalista Rammsteina trochę ścigał się sam ze sobą w 2019 roku. Na drugiej płycie projektu sygnowanego własnym nazwiskiem (chociaż nie sposób umniejszać wkładu Petera Tagtrena), Till dał sobie spokój ze śpiewaniem po angielsku i wyszło mu to na dobre. Świetna płyta, wcale nie klon macierzystej kapeli...

SOEN – Lotus
Piękno w czystej postaci... Od paru lat ten zespół przekonuje mnie dużo bardziej niż Opeth, do którego jest często porównywany.

JOHN MAYALL – Nobody Told Me

Ojciec chrzestny białego bluesa dawno przekroczył już osiemdziesiątkę, ale nagrywa tak dobre płyty jakby właśnie trwały lata sześćdziesiąte i w Anglii wybuchła eksplozja popularności bluesowego grania... I nadal robi to w doborowym towarzystwie.

LEONARD COHEN – Thanks For The Dance

Do wszelkich pośmiertnych dzieł podchodzę zwykle jak pies do jeża, ale... Raz, że to Cohen. Dwa – album jest przepiękny...


POLSKA:

MORIAH WOODS – Old Boy
Piękno rodzi się często z bólu... Katharsis po trudnych doświadczeniach jest właśnie ta płyta. Mroczna, przygnębiająca, ale... dająca też światełko nadziei na lepsze jutro.

PORTER/MAZOLEWSKI – Philosophia

Weteran polskiej sceny rockowej (chociaż rodem z Walii) nie lubi ostatnio nagrywać solo. Po burzliwym związku (muzycznym) z Nergalem, przyszedł czas na pracę z jazzową osobowością. Ale na tej płycie mamy do czynienia z typowym Porterem. Kto lubi jego twórczość bez problemu zaakceptuje również ten album.

PIDŻAMA PORNO – Sprzedawca jutra

Kilka lat temu zespół wznowił regularną działalność koncertową, ale granie na żywo zasłużonych klasyków, a nagranie nowej płyty dorównującej najlepszym dokonaniom z przeszłości to duże wyzwanie. Grabaż i spółka podołali mu na piątkę...

BLINDEAD – Niewiosna
Zaskakujący, trudny w odbiorze materiał. Wymaga kilku przesłuchań, ale po nich wciąga niesamowicie...


Marek Toma





ŚWIAT:

LEE ABRAHAM - Comatose
Neo progres nie jest może gatunkiem nowatorskim i bardzo odkrywczym. Klimat współczesnych, neo progresywnych płyt może się podobać bardziej, albo mniej. Na szczęście zdarzają się jeszcze albumy, których klimat nie podoba się (bo to za mało powiedziane), lecz zachwyca! Taką muzykę udało się wykreować na swoim koncepcyjnym, solowym albumie, byłemu basiście, a obecnemu gitarzyście Galahad, Lee Abrahamowi. Duża w tym również zasługa wokalisty. Rolę tą Lee Abraham powierzył tym razem praktycznie w całości Marcowi Atkinsonowi. Nie ukrywam, że bardzo lubię płyty z udziałem tego pana(Nine Stone To Close, Riversea…) Subtelny wokal Atkinsona, w polaczeniu z żarliwymi gitarowymi solówkami Lee Abrahama, w tym koncepcyjnym dziele, o ofierze wypadku, która będąc w śpiączce, wspomina ważne momenty swojego życia, robią duże wrażenie.

BRUCE SOORD - All This Will Be Yours
Tak się składa, że to druga solowa płyta w moim zestawieniu. Wracając do ubiegłorocznego podsumowania, na miejscu drugim ulokowała się pyt formacji Bruca Soorda - The Pineapple Thief. Tym razem Bruce Soord, również na miejscu drugim, tym razem ze swoją solową płytą - All This Will Be Yours . Pewna muzyczna wrażliwość i charakterystyczny, wokal Soorda sprawia, że nie ucieknie on od „winy” i zawsze będzie postrzegany jako „złodziej ananasów”. Taką wrażliwość słychać na jego solowej płycie, mimo że w kwestii muzycznej jest ona zdecydowanie bardziej subtelna i kameralna.

ALAN PARSONS - The Secrets
Cieszę się, że ALAN PARSONS na swojej najnowszej płycie, nie poszedł muzyczną ścieżką poprzedniego albumu „A Valid Path”. Moim zdaniem tamta ścieżka nie była prawidłowa, lecz ślepa. Najnowszy album „The Secret” traktujący o magii , w rzeczy samej jest magiczny przede wszystkim muzycznie. Swoim klimatem nawiązuje do swoich najlepszych płyt wydanych pod szyldem The Alan Parsons Project.

SOEN - Lotus
Odkąd zachwycił mnie debiutancki album SOENA - „Cognitive”, tak każda kolejna ich płyta robiła jeszcze większe wrażenie, więc każda z nich znajdywała miejsce, w czołówce moich zestawieniach najlepszych płyt roku. A skoro najnowszy ich album „Lotus” , bez wątpienia dorównuje „Lykai”, więc tradycji musiało stać się za dość.

UNITED PROGRESSIVE FRATENITY - Planetary Overload part 1
Swego czasu zachwycała mnie muzyka australijskiej formacji Unitopia. Zespół już niestety nie istnieje. Istnieją natomiast dwa projekty, które powstały, po rozpadzie tamtej formacji: Southern Empire i United Progressive Fraternity. Płyta Southern Empire -„Civilisation”, zajęła 5 miejsce w moim zeszłorocznym zestawieniu. Tym razem miejsce 5 okupuje United Progressive Fraternity. Swoim muzycznym rozmachem dorównuje płytom nieodżałowanej Unitopii. I ten wyjątkowy wokal Marka Trueacka! Okładkowa grafika „Planetary Overload part 1”, swoim bogactwem i kolorytem również nawiązuje do okładek nieodżałowanej Unitopii.

POLSKA:

LION SHEPHERD - III
Po dołączeniu do zespołu perkusisty Maćka Gołyźniaka, muzyka zespołu weszła na jeszcze wyższy poziom. Czy jest to poziom światowy, jak w przypadku Riverside? Myślę, że tak, chociaż świat jeszcze o tym nie wie.

LEBOWSKI - Galactica
Lebowski długo kazał czekać na swój drugi studyjny krążek, następcę znakomitego „Cinematica”, ale warto było czekać. Instrumentalna muzyka zawarta na „Galactice”, ma galaktyczną siłę oddziaływania.

ABSTRAKT - Post Sapiens 101
Progresywno, psychodeliczno, post rockowo, industrialna, muzyczna apokalipsa, którą mimo swojego mrocznego, niszczycielskiego charakteru, chce się przeżywać ciągle na nowo.

RETROSPECTIVE - Latent Avidity
Na „Latent Avidity” RETROSPECTIVE prezentuje odrobinę łagodniejsze oblicze. Jest to jednak ten rodzaj płyt , którą docenia się dopiero przy wielokrotnym wysłuchaniu. Muzyka ta znakomicie prezentuje się również na żywo.

WOJCIECH CIURAJ - Iskry w Popiele
Duża odwaga aby porwać się na tak poważny koncept. Ryzyko, bo można popaść w przepełniony patosem, nieprzystępny, pomnikowy monumentalizm. Nic z tych rzeczy! Muzyka, która zdobi ten poważny temat jest nad wyraz przystępna, słuchalna i dobrze przyswajalna.


Robert Cisło





ŚWIAT:

RAMMSTEIN – Rammstein
Być może w ubiegłym roku ukazało się wiele ciekawszych i lepszych płyt, ale ja po prostu lubię tez zespół od czasów Herzeleid. Czego by nie wydali, zawsze z miłą chęcią po to sięgnę. Zwłaszcza jak długo się czeka. Trudno nie zauważyć różnic między pierwszymi a ostatnimi wydawnictwami. Jednak, łagodniejszy charakter ostatniej płyty był dla wszystkich nie lada zaskoczeniem. Mimo to, pod woalem tego pozornie spokojnego i bardziej elektronicznego brzmienia, wciąż kryje się stary dobry Rammstein.

TOOL – Fear Inoculum
Porzucając wszelkie ortodoksyjne dysputy i gorzkie żale, to po prostu doskonale zrealizowany i brzmiący album. Bardzo przyjemny w odbiorze, dostarcza rozrywki na wysokim poziomie.

MALEVOLENT CREATION - The 13th Beast

Ekipa z Florydy wciąż w formie, chociaż skład (prawie) nowy. Tak się powinno grać prawdziwy death metal! Moc, ciężar i dynamika na najwyższym poziomie.

VALBORG – Zentrum
Niezwykły, ciekawy, intrygujący, mroczny. Przygniata atmosferą, ponurym patosem i przenikliwym teutońskim wokalem. Zimny jak niemieckie poczucie humoru.

SWANS - Leaving Meaning
Kolejny majstersztyk Michaela Giry. Niebanalna płyta, która z pewnością odciśnie swe piętno w umyśle słuchacza, nie pozostawiając go obojętnym na dobywające się hipnotyczne dźwięki. Pozornie łagodne i spokojne, lecz subtelnie spowite psychodeliczną aurą niepokoju.

Warto również zapoznać się z: Mono – „Nowhere, Now Here”, The Elysian Fields – „New World Misanthropia”, Darkthrone – „Old Star”, Possessed – „Revelations Of Oblivion”, Pelican – „Nighttime Stories”, Abbath – „Outstrider”, Cult Of Luna – „A Dawn To Fear”, Blut Aus Nord – „Hallucinogen”, Nocturnal Departure – „Cathartic Black Rituals”, Vastum – „Orifical Purge”, Schammasch – „Hearts of No Light”, Paganizer – „The Tower Of The Morbid”

POLSKA:

MGŁA – Age Of Excuse
Co tu dużo pisać. Po prostu kolejny świetny metalowy album na światowym poziomie.

BLINDEAD – Niewiosna
Wydawnictwo, które wzbudziło tyle samo kontrowersji co zachwytu. Inne od dotychczasowej twórczości grupy i zaskakujący swym podejściem do tematu. Wydawnictwo kompletne. Niespokojne, nastrojowe, specyficzne. Pełne stylistycznych zakrętów i muzycznych ciekawostek.

ROSK – remnants

Szczęśliwy ślepy los spowodował, że trafiłem na tę genialną płytę. Odmienną od wściekłej „Miasmy”. Nader urokliwe i klimatyczne dzieło, co wcale nie oznacza, że pozbawione mocy. Zostałem z nim na dłużej i zapewne wiele razy jeszcze będę do niego wracał.

ARRM – II
Płyta, której odmętom można śmiało dać się pochłonąć, a przy tym to dość specyficzna porcja dźwięków. Oferuje podróż po zupełnie odmiennych muzycznych (elektronicznych) obszarach, aniżeli te, po których zazwyczaj się poruszam.

STRAIGHT HATE – Black Sheep Parade
Szybko, mocno i bez zbędnych ceregieli. Cóż chcieć więcej? Solidna porcja grindu. Brzmi dobrze, ma moc i dynamikę, a każdy z utworów, to konkretny strzał, równie subtelny co zamaszysty cios w krocze.

Tuż za podium: Narrenwind – „Ja, Dago”, Embrional – „Evil Dead”, Mord'A'Stigmata – „Dreams of Quiet Places”, Jad – „Strach”, Deivos – „Ataraxy”
Komentarze