25.05.2020
RECENZJE
FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

NIGHTWISH - Hvman :||: Natvre

ADES NUMEN - War

INSIDE AGAIN - Nightmode

JENNER - The Test of Time


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - S » SYLOSIS - 2020 - Cycle Of Suffering
SYLOSIS - 2020 - Cycle Of Suffering

SYLOSIS - Cycle Of Suffering


SYLOSIS - Cycle Of Suffering

1. Empty Prophets 3:03
2. I Sever 5:08
3. Cycle of Suffering 3:33
4. Shield 3:52
5. Calcified 3:56
6. Invidia 4:53
7. Idle Hands 4:40
8. Apex of Disdain 4:26
9. Arms Like a Noose 3:47
10. Devils in Their Eyes 3:27
11. Disintegrate 4:08
12. Abandon 6:07

Rok wydania: 2020
Wydawca: Nuclear Blast
https://www.sylosis-band.com/






Tych 5 lat ciągnęło się jak flaki z olejem. Tym bardziej, że wielu straciło nadzieję, że Josh Middleton wskrzesi swój zespół. Wiadomość o powrocie była jak wygrana w lotto. Może nie jak trafienie sześciu liczb ale pięciu na pewno. Sylosis to zespół, który ciężko pracował na swój sukces. Zawsze nagrywał płyty na wysokim poziomie. Wykuł styl, który bardzo, ale to bardzo mi pasuje. Dlaczego nie gra w pierwszej lidze? Bóg tylko raczy to wiedzieć.

Ale do rzeczy. Pierwsze przesłuchanie nie powaliło mnie na kolana. Kawałki zlewały się w całość. Dałem jednak chłopakom drugą szansę i warto było. Już pierwszy kawałek zwiastuje to, co będzie się działo dalej. A mamy tu w zasadzie wszystko z czego zespół słynie. Groźny ryk Josha, gitarowe zagrywki, zmiany rytmu, melodie, ogólny ciężar. Trzy minuty i albo to łykacie albo nie.
Dalej jest tylko lepiej. W drugim kawałku solo gitarowe i następujące po nim zwolnienie podczas którego wokalista melodyjnie ryczy, rządzi! Riff w utworze tytułowym miażdży. Z kolei w „Calcified” tempo co chwilę się zmienia, jednak wszystko pasuje jak ulał. Josh jawi się tutaj niby bard snujący mroczną, ale ciekawą opowieść . Najdłuższy „Abandon” został na koniec. Cóż można rzec? Progresywna rzecz na wyciszenie. A potem włączamy płytę od początku.

W zasadzie każdy utwór zawiera w sobie wszystkie cechy dzięki którym ten band jest znany. Mimo krótkiego czasu trwania kawałków dużo się w nich dzieje. Swoista mieszanka neo-thrashu, melodeathu podlana wybornymi melodiami. Dla mnie bomba. Bardzo dobra rzecz. Polecam gorąco.

7/10

Marcin Jędruszczak
Komentarze