15.07.2020
RECENZJE
DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - D » DEPECHE MODE - Redakcyjny Top3
DEPECHE MODE - Redakcyjny Top3

DEPECHE MODE
- Redakcyjny Top -



top3





Patryk Pawelec:



violator Songs of Faith and Devotion delta machine


1. Violator

Wszystko co grupa nagrała wcześniej, mimo coraz to bardziej rozwijającego się kunsztu kompozytorskiego Martina Gore'a, robi wrażenie preludium do siódmego albumu w jej dorobku. Dzięki "Enjoy the Silence" i "Personal Jesus" z może nie niszowych, ale też na pewno nie mainstreamowych szeregowych twórców sztuki z wykorzystaniem nowoczesnych technologii członkowie Depeche Mode nagle stali się mega gwiazdami szeroko pojętej muzyki popularnej. Z tego piedestału już nikt ich nigdy nie strącił. Dzięki takim płytom jak "Violator" człowiek uświadamia sobie, że muzyka elektroniczna to nie tylko techno, dubstep i inne im podobne muzyczne zarazy. Siódmy album Depeche Mode to swego rodzaju świadectwo. Dowód, że bez użycia "organicznych" instrumentów również można tworzyć dzieła wielkie.

2. Songs of Faith and Devotion

Nie jest tajemnicą, że znacznie trudniejszym od stworzenia arcydzieła jest przygotowanie jego następcy. Tworząc najlepszy album w dyskografii muzycy zazwyczaj nie są świadomi tego, że on właśnie powstaje. Natomiast gdy nagle stają się gwiazdami, to po upojeniu się sławą i towarzyszącej jej blichtrem przychodzi moment, w którym trzeba z powrotem wejść do studia by udowodnić, że poprzednia płyta nie była tylko jednorazowym przebłyskiem geniuszu. Dave'owi Gahanowi i spółce bez wątpienia udało się tę poprzeczkę przeskoczyć. "SoFaD" to kolejna kopalnia hitów autorstwa Martina Gore'a, z singlowymi "I Feel You" i "Walking in My Shoes" na czele. Niestety po zakończeniu trasy promującej płytę, dokładnie w swoje 36. urodziny, 1 czerwca 1995 roku Alan Wilder ogłosił odejście z zespołu, zaś Gahan coraz bardziej zaczął się pogrążać w heroinowym bagnie. Jednak półtora roku później trio ponownie się przegrupowało i przypieczętowało swój gwiazdorski status wraz z wydaniem płyty "Ultra".

3. Delta Machine

To z kolei moja ulubiona spośród nowszych (wydanych po 1997 roku) dokonań grupy. Czuć na tej płycie wielkość jej twórców. Muzyka Depeche Mode zmieniała się wraz z wdrażaniem nowych trendów technologicznych w muzyce elektronicznej. Bo kompozycje Martina Gore'a pozostały takimi jakimi były wcześniej, czyli z jednej strony mroczne, a z drugiej mega przebojowe. Na "Delta Machine" przeważają podniosłe, transowe kompozycje. Wśród nich króluje drugi singiel, "Soothe My Soul". Jednak prawdziwą ozdobą trzynastej studyjnej płyty grupy jest sposób w jaki Gore wykorzystał na niej swoją lutniczą kopię Gretscha Double Anniversary. Gitarowe zagrywki w "Slow" czy w "Goodbye" są zabarwione bluesowym sznytem, a jednocześnie jest w nich coś z brzmienia kapel złotej ery britpopu.




Robert Dłucik:



violator Music For The Masses 101


1. Violator

Płyta - bilet na salony, stadiony, przepustka do muzycznej superligi. Singlowe petardy, od "Personal Jesus" z kapitalnym gitarowym motywem począwszy... Sukces komercyjny połączony z sukcesem artystycznym. Album, który ani trochę nie zestarzał się mimo upływu trzech dekad od premiery...

2. Music For The Masses

Są tutaj dwa utwory - "Never Let Me Down Again" oraz "Strangelove", - które wybrałbym na każdą kompilację Depeche Mode... I na tym atuty szóstej studyjnej płyty DM się nie kończą...

3. 101

Po prostu "greatest hits" z lat osiemdziesiątych, tyle że w wersji na żywo. Świetny dobór repertuaru, świetne wykonanie, świetna reakcja publiczności... Efektowne podsumowanie dekady lat osiemdziesiątych w karierze zespołu. Aż chciałoby by się przenieść w czasie do Pasadeny, skąd pochodzi ten materiał...




Witold Żogała:



Songs of Faith and Devotion the singles Black Celebration


1. Songs of Faith and Devotion

Doskonałe zwieńczenie szczytowego okresu Depeche Mode. Począwszy od wydania Black Celebration, trzaskali doskonałe płyty jedna za drugą. Na każdej z nich umieszczali po kilka wielkich przebojów. Uwielbiam Songs of Faith and Devotion, za tę odrobinę bluesa w ich perfekcyjnej muzyce. Nastał czas grunge’u i depesze lekko skorygowali swój styl. Użyli mniej elektroniki, za to więcej „żywych” instrumentów, a efekt cudowny!

2. The Singles 81→85

W gospodarce permanentnego niedoboru wszystkiego, płyty „zachodnich” artystów były rarytasami na miarę meblościanki Komandor. Ale od czasu do czasu rzucili coś ciekawego na rynek. W 1985 roku Tonpress wydał singlowe przeboje Depeche Mode i to było moje pierwsze spotkanie z całą ich płytą. Winyl został zmasakrowany ilością odtworzeń na nie najlepszym jakościowo sprzęcie. Od tego czasu staliśmy się przyjaciółmi na dobre i złe.

3. Black Celebration

W zasadzie sytuacja podobna jak powyżej czyli kolejny winyl wydany przez ten sam Tonpress. A na Black Celebration postarali się o świetną mieszankę nastrojów. Z jednej strony dynamiczne wpadające w ucho przeboje jak utwór tytułowy czy A Question Of Time, z drugiej rozbrajające pościelowy czyli Question Of Lust i Sometimes. Ależ niezwykłe emocje towarzyszą tym wspomnieniom.




Piotr Spyra:



violator Songs of Faith and Devotion Music For The Masses


1. Violator

Do tego momentu Depeche Mode było dla mnie czymś obciachowym. Takie trochę bardziej inteligentne dicho (sorry). Ale single z Violator otwarły mi oczy. Zaskoczyło mnie to, że elektronika może być ciężka, tak depresyjno-melancholijna. Okazało się że mam sporo do nadrobienia. I może nie od strzału zostałem fanem Depeszów, ale ziarno zostało rzucone. Personal Jesus, Enjoy the Silence, Policy of Truth... genialne. W zasadzie te kawałki zna chyba każdy kto kiedykolwiek przechodził obok odbiornika radiowego.

2. Songs of Faith and Devotion

Mógłbym napisać "Violator" i długo, długo nic. I w pewnym sensie byłaby to prawda, bo nawet dobra passa w postaci "Songs of Faith and Devotion" w moim prywatnym rankingu nie zbiła ze szczytu poprzedniczki. Ta płyta wydawała mi się zawsze bardziej pro-refleksyjna, bardziej przestrzenna. Do tego odbierałem ją już trochę inaczej. Z pewnymi oczekiwaniami, nadziejami... z których nie wszystkie zostały spełnione.

3. Music for the Masses

Jak dobrze kojarzę, to był mój pierwszy album Depeche Mode, a w zasadzie pierwsza kaseta. I mógłbym sam pomyśleć, że dlatego mam do Music for the Masses sentyment. Ale ten tytuł po prostu musi się znaleźć na "pudle". Dlaczego nie wyżej? Bo i owszem kompozycyjnie - cymesik, ale brzmieniowo dopiero miały nastąpić czasy, kiedy zespół przestał mnie drażnić swoim nieorganicznym brzmieniem. Zresztą do dziś w mocniejszej muzyce odnajduję ewidentne inspiracje tym okresem.
Komentarze