14.08.2020
RECENZJE
BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - D » DESERT NEAR THE END - 2019 - Of Fire and Stars
DESERT NEAR THE END - 2019 - Of Fire and Stars

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars



DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

1. A World Beyond
2. The Call of the Stars
3. Light Long Dead
4. Across the Desert
5. Earth and Water
6. The Highest Hill
7. Throne of Martyrdom
8. The Final Frontier
9. Of Fire and Stars

Rok wydania: 2019
Wydawca: Total Metal Records
Profil Facebook



Poprzedni krążek greckiej formacji DESERT NEAR THE END (mowa o „Theater of War” z 2016) zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, stąd byłem niezmiernie ciekaw jak potoczą się dalsze losy zespołu i jaka będzie kolejna płyta. Ta ukazała się pod koniec marca ubiegłego roku i choć nie od razu dane było mi zapoznać się z jej zawartością, to kiedy już do tego doszło, miałem mieszane odczucia, żeby nie powiedzieć, że byłem rozczarowany.

Na czwartym długograju greckie trio podąża utartym szlakiem, poniekąd kontynuując stylistykę swojego poprzednika, ale nie serwując słuchaczowi powtórki z rozrywki. „Of Fire and Stars” prezentuje nieco inne oblicze. Zespół skręcił w kierunku ostrożniejszej melodyjności, co w połączeniu z drapieżnością, wpływa na mniejszą chwytliwość. Twórczość DESERT NEAR THE END zdarza się określać mianem power/death metalu i tym razem to określenie wydaje się w pełni trafione, chociaż warto też dodać, że muzyka tworzona przez Greków jest przesycona amerykańską szkołą. Nierzadko daje się wyczuć klimat jaki od lat serwuje nam chociażby ICED EARTH, tyle że tutaj mamy do czynienia z większą dawką deathmetalowej ekspresji. „Of Fire and Stars” zahacza również o specyfikę nowoczesnego thrashu, w którym bezbłędnie odnajduje się np. legendarny TESTAMENT. Kompozycje stały się mniej lotne i wyczuwalnie spadła melodyjność partii gitar. Riffy nie robią już takiego wrażenia jak poprzednio. Przy okazji „Theater of War” dało się wyczuć większy wigor, naturalną energetyczność. Tego właśnie zabrakło na premierowym materiale. Co prawda jest cios, metalowa drapieżność, ale zabrakło pierwiastka wyjątkowości, tego czegoś co sprawia, że człowiek ma ochotę na więcej.

Zdecydowanej poprawie uległy natomiast kwestie związane z grafiką. Pod tym względem wydawnictwo prezentuje się o wiele lepiej niż jego poprzednik. Wydaje się, że zespół wziął sobie do serca moje sugestie, a może to czysty przypadek. W każdym bądź razie efekt prac rodzi pozytywne odczucia. Okładka – również wykorzystująca płomienne kolory – tym razem nie została zaciemniona i wszystko widać jak należy. Także i wnętrze bookletu prezentuje się o wiele lepiej, bardziej profesjonalnie. Tu już nie tylko zwykłe czcionki na ciemnym tle, ale przemyślany projekt z ciekawym zaaranżowaniem. W tej materii dokonał się zdecydowany progres.

Niezależnie od wszystkiego, „Of Fire and Stars” to materiał, któremu warto poświęcić swój czas (niektórzy w obecnych czasach mają go aż zanadto), zwłaszcza jeżeli ktoś ceni sobie klimaty spod znaku energetycznego power/thrash/death metalu. Co prawda nowy album DESERT NEAR THE END nie robi tak wielkiego wrażenia jak „Theater of War”, to mimo wszystko, nie uważam by chwile spędzone na rozszyfrowywaniu najnowszego dokonania Greków, poszły na zmarnowanie. Niejeden zwolennik metalowej zawieruchy znajdzie tu coś dla siebie i tego mogę być pewien.

7/10

Marcin Magiera




Komentarze