18.02.2020
RECENZJE
SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - F » Fairyland - 2009 -Score to a New Beginning
Fairyland - 2009 -Score to a New Beginning

1. Opening Credits 01:29
2. Across The Endless Sea Part II 05:18
3. Assault On The Shore 05:09
4. Master Of The Waves 06:08
5. A Soldier's Letter 05:26
6. Godsent 04:55
7. At The Gates Of Morken 04:57
8. Rise Of The Giants 04:18
9. Score To A New Beginning 09:00
10. End Credits 03:09

Rok wydania: 2009
Wydawca: Napalm Records





Prawdę mówiąc, gdy najnowsze dzieło Fairyland trafiło w moje dłonie byłem nieco zaniepokojony. Miałem już kilka lat temu okazję słuchać muzyki prezentowanej przez zespół i prawdę mówiąc nie byłem zachwycony. Zaryzykowałem jednak (podobno do odważnych świat należy), włączyłem odtwarzacz i... i jest naprawdę nieźle!

"Score to a New Beginning" wpisuje się w styl, który wypracowały zespoły pokroju Rhapsody (przemianowane na Rhapsody of Fire). Jest niezwykle patetycznie, a nad wszystkim unosi się klimat opowieści o smokach, pięknych księżniczkach i dzielnych rycerzach, którym niestraszne ból i śmierć. Trochę to wszystko napompowane: męskie chóry w refrenach, orkiestracje, które nadają płycie charakteru czegoś na kształt muzyki filmowej (takie chyba było zresztą zamierzenie, o czym świadczy już sam tytuł krążka). Gdzie niegdzie pobrzmiewają gitary akustyczne a swoje umiejętności wokalne zaprezentuje niewiasta.

W zespołach parających się symfonicznym power metalem dość często mankamentem są wokaliści, którzy za wszelką cenę starają się wyciągać wysokie "c", i w zasadzie to jest głównym warunkiem aby móc śpiewać w tego rodzaju kapeli. W Fairyland na szczęście jest inaczej (przynajmniej na tym albumie). Za partie wokalne odpowiedzialny jest niejaki Marco Sandron, znany również z prog metalowego Pathosray. Dysponuje on nie tylko odpowiednią skalą, ale i mocą. Gdy trzeba potrafi zaśpiewać delikatnie, a w wyższych rejestrach i przy mocniejszych partiach w jego głosie słychać zadziorność i energię, której tak często brakuje power metalowym wokalistom.

Fairyland z gracją porusza się po dość wyświechtanym już i wyeksploatowanym gatunku. Na płycie sporo jest ciekawego, metalowo/symfonicznego rzemiosła i jeżeli tylko ktoś lubi takie podniosłe tematy to powinien być usatysfakcjonowany.

7/10

Piotr Michalski
Komentarze