24.02.2020
RECENZJE
OZZY OSBOURNE - Ordinary Man


BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - H » H.A.R.D. - 2008 - Traveler
H.A.R.D. - 2008 - Traveler

01. Forever Hard
02. Rock Is My Name
03. Stay
04. Troublemaker
05. Traveler
06. Voices
07. Two Hearts
08. Dreamworld
09. Live For Tomorrow
10. Call Of The Wild
11. Light The Flame
12. Time To Change

Rok Wydania: 2008
Wydawca: Nail




Węgierska hard rockowa grupa H.A.R.D. Zdobywa uznanie i popularność wśród fanów hard rockowej muzyki. Nowy album Węgrów - "Traveler" narobił niezłego zamieszania w internecie, zapewne wielu z was widziało już gdzieś jego okładkę. Przyjrzyjmy się zatem temu zjawisku. Zawartość płyty to nic innego jak czerpanie pełnymi garściami z AORowych i hard rockowych tradycji. Mamy tu brzmienia kojarzące się jednoznacznie z hard rockiem w duchu purplowym, ale i wiele ciągotek w stronę amerykańskiego grania na pograniczu bluesrocka czy motywy charakterystyczne dla country... z tym ostatnim, to zaledwie ulotne wrażenie.
Na albumie znalazło się przynajmniej kilka rewelacyjnych utworów, których refreny i motywy zapadają w pamięć, do tego stopnia, że niektóre z nich zacząłem podśpiewywać pod nosem ;)
Owszem pojawiają się również dwa lub trzy kawałki, które akurat mi nie pasują. Chodzi mi tu głównie o typowo krzyczane chóry w "Rock is my name" i "Troublemaker". W tym drugim sytuację ratuje świetna, acz krótka solówka.
Na szczególną uwagę zasługuje fragment "Call of the wild" odegrany na sitarze (szczególne wrażenie robi solówka zagrana na sitarze).
Ważny jest też fakt, że chłopaki potrafią skomponować ballady, nie pławiąc się w banałach. To bardzo ważne w tego typu muzyce, gdzie 75% tekstów zwykle jest o miłości... A 30% utworów to łzawe ballady (ok, może lekko przekoloryzowałem). Jako miłośnik gatunku stwierdzam jednak, że kompozycje same w sobie są bardzo dobre. Te średnie równoważą się z genialnymi - więc przyjmijmy, że są bardzo dobre. A i podejście do utworów zależy od gustu słuchacza.
Zespół chwali się, że nowy album zmiksował słynny Beau Hill. Nie wiem, czy wersja, którą właśnie przysłuchuję to TA właśnie wersja... ale miks albumu uważam za najsłabsze ogniwo owej hard rockowej machiny. W wielu kompozycjach brakuje ognia. Utwory, które powinny tchnąć pasją są złagodzone do granic przyzwoitości.
Nie jest to oczywiście pierwszy przypadek gdzie świetne kompozycje są źle doprawione...
Tak naprawdę odczucie te nie rzuca cienia na album jako całokształt, w dalszym ciągu musi się on spodobać każdemu fanowi hard rocka, a tym bardziej AORu.
Jeśli jesteście fanami Deep Purple czy Whitesnake, ten album powinien trafić w wasze ręce. Jeśli natomiast gustujecie w muzyce serwowanej przez Joe Lynn Turnera, zapewne rozpłyniecie się nad "Traveler". Gdyż właśnie z solowymi projektami wspomnianego wokalisty najbardziej kojarzy się muzyka i klimat H.A.R.D. W ostatnim przypadku nie zrazi was miks.

7/10

Piotr Spyra
Komentarze