17.10.2018
RECENZJE

• DYNAZTY - Firesign
• The Most Beautiful - Moje Życie z Prince'em - Mayte Garcia
• HAMMERFALL - Glory to the Brave
• STRATOVARIUS - Eternal
• RIVERSIDE - Wasteland
• SUSPERIA - The Lyricist
• VIGIER'S SUMMER STORM - First
• THE SEA WITHIN - The Sea Within
• LISSIE - Castles
• STEVE HACKETT - Darktown
• PINK FLOYD - A Momentary Lapse of Reason
• VARATHRON - Patriarchs of Evil
• SACRILEGIUM - Sleeptime
• BLACK SABBATH - Mob Rules
• ALBION - You’ll be Mine
• CEREUS - Dystonia
• COLIN BASS - Live at Polskie Radio 3
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• ILUZJE - II ŻORSKI FESTIWAL MUZYKI ART-ROCKOWEJ - Żory
• XIII STOLETI - Zabrze
• THE PINEAPPLE THIEF, LIZZARD - Warszawa
• ALBION - Kraków
• FORTECA - Wrocław
• TREMONTI - Warszawa
• PAIN OF SALVATION, KINGCROW - Kraków
• THIRTY SECONDS TO MARS - Kraków
• PROG IN PARK - Warszawa
• ROGER WATERS - Kraków
• ROGER WATERS - Kraków
• ROGER WATERS - Kraków
• IRON MAIDEN, TREMONTI - Kraków
• BRACIA, MICHAŁ SZPAK - Piekary Śląskie
• KEN HENSLEY & LIVEFIRE, COVER FESTIVAL - Piekary Śląskie

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• ISCARIOTA - Justyna Szatny
• ALBION - Jerzy Antczak
• LAURA COX
• TWO TIMER
• SZKLANE OCZY
• LORDI - Ox
• BOREALIS - Matt Marinelli
• MENSKO - Piotr Juszczak, Marcin Moroz

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - N » Nucleus - 1973 - Labyrinth
Nucleus - 1973 - Labyrinth


1. Orgins (2:56)
2. Bull Dance (8:17)
3. Ariadne (7:47)
4. Arena Part 1 (1:42)
5. Arena Part 2 (5:13)
6. Exultation (6:01)
7. Naxos (12:17)


Rok wydania: 1973
Wydawca: Vertigo




Na początku lat 70-tych ubiegłego wieku w powodzi nowych nurtów muzycznych na wysokiej fali utrzymywał się jazz rock. Mieszanka elementów ambitnego rocka z nieco mniej ambitną odmianą jazzu stała się karmą dla stale rosnącego kregu odbiorców.

Ian Carr, brytyjski trębacz, muzykował już wówczas od lat i miał za sobą kilka udanych przedsięwzięć. Założony przez niego zespół Nucleus przeżył nie tylko debiut, ale i praktycznie rozpad, by po udanym drugim podejściu, sprawdzić się jako skład warty stabilizacji i kontynuacji działalności.
Nadszedł rok 1973. Ian Carr w towarzystwie 11 wyśmienitych muzyków wypełnił studio Phonogram na okres miesiąca marca by nagrać skomponowany przez siebie materiał na płytę Labyrinth. Inspiracją dla pracy nad całością była legenda Minotaura, pół człowieka, pół byka i historia jego internowania przez Tezeusza w labiryntach Dedalusa. Niemal każdy z isntrumentalistów otrzymał swoją rolę w odtworzeniu tej niezwykłej opowieści. W rezultacie ten malowniczy obraz heroicznej i pełnej dramatyzmu i napięć wydarzeń dociera do słuchacza z niezwykłą precyzją i wiarygodnością.
Od samego początku nagranie Origins wprowadza nastrój niepokoju i pozornego bałaganu. Na tle basowego klarnetu przedziera się głos Normy Winstone, instrumenty perkusyjne wypełniają zmąconą przestrzeń.
Ariadne to stonowany, uwodzicielski popis wokalno-instrumentalny, Arena zaprasza w rejony ekperymentalnego fuzzion, Exultation sprawiedliwie łaczy kunszt poszczególnych muzyków, Naxos, najbardziej rozudowany, mocnym akcentem wieńczy dzieło.
Pozostał jeszcze Bull-Dance, nagranie warte odrębnego akapitu. Wg moich kryteriów oceny dla utworów ze sceny jazz-rocka zasługuje totalnie na maksymalna notę. Rewelacyjna kompozycja. Kapitalne tempo, rosnące napięcie, wygaszenie, reaktywacja, a wszystko w nieprawdopodobnie zgranymi ze sobą planami instrumentów solowych oraz podkładu rytmicznego, który niniejszym mianuję w swej kategorii do mistrzostwa świata. Słuchając Bull Dance mam nieodparte wrażenie, że dziś rzadko kto jest w stanie zaproponować coś podobnego. Nie chodzi o ideał w sensie brzmienia czy warsztatu muzycznego. Chodzi o magię wciągania słuchacza w zakamarki kompozycji, w odkrywanie najdrobniejszych konstrukcji i odnajdywanie w tym zarówno piękna jak i satysfakcji. Jak oni to zrobili?
Trąbka, klarnet, saksofon. Dedykowane wirtuozerskie solówki. Wokalizy jazzowe. Połamana rytmika. Wielbicielowi dzisiejszego rocka czasem niełatwo zaakceptować tego rodzaju dominanty przekazu muzycznego. Kiedyś nie było z tym żadnego problemu. Wręcz przeciwnie. Sam to doświadczyłem.

Niezwykła płyta, z pewnością nie dla Wszystkich.

8/10 (przy czym Bull-Dance 10/10)

Recenzja napisana pod wpływem wiadomości o niedawnej śmierci Iana Carra. Niepełnej śmierci.
Komentarze